Rozmowa z o. Włodzimierzem Zatorskim

Autor | Dodano
Kategorie: Aktualności, Chrześcijanin w biznesie, Duchowość, Etyka biznesu, slider, Warsztaty i szkolenia, Życie duchowe

Jednym z prelegentów konferencji „Zarządzanie, przywództwo a duchowość”, która odbędzie się w Tyńcu w 27 i 28 lipca br. będzie benedyktyn o. Włodzimierz Zatorski. Gościem konferencji będzie także o. Anselm Grün. Więcej informacji na: www.zpd-tyniec.pl


 

O duchowości lidera z o. Włodzimierzem Zatorskim rozmawia Ryszard Kołodziej

 

Ojcze, skąd zainteresowanie osób zarządzających duchowością? Dlaczego ojciec w swoich książkach podjął temat duchowości lidera?

Na naszych seminariach chcemy zajmować się liderem i jego życiem. Staramy się spojrzeć na lidera jako na osobę, która robiąc to, co robi, sama się rozwija lub degraduje; osiąga zadowolenie i szczęście, albo wręcz przeciwnie – popada w depresję. Praca ma o tyle sens, o ile przynosi satysfakcję i pozwala nam się rozwijać. Dlatego zanim powiemy coś o technicznej stronie pracy, musimy sobie zdać sprawę z tego, kim jesteśmy i jakie miejsce w naszym życiu zajmuje praca zawodowa, jaką pełni funkcję.

Dlaczego lider ma zajmować się swoją duchowością? Czy nie wystarczy, że będzie dobrze zorganizowanym człowiekiem, który świetnie komunikuje się z innymi?

Kiedy na kursach i warsztatach z zarządzania mówi się właściwie jedynie o technikach zarządzania, to nie dotyka się zupełnie tego, co jest dla nas najważniejsze: realizacji siebie przez dochodzenie do pełni życia. Przecież w naszym życiu nie chodzi o to, byśmy byli np. doskonałymi mechanikami samochodowymi, nauczycielami, artystami, menadżerami, ale o to, byśmy prawdziwie żyli. Sama sprawność i skuteczność w wykonywaniu jakieś pracy, szczęścia nam nie daje. Można być bardzo sprawnym robotem, zatracając jednocześnie swoje człowieczeństwo. Współcześnie wielkim problemem jest pracoholizm oraz wypalenie zawodowe. To choroby wynikające ze złego podejścia do pracy, zapominania o tym, że jesteśmy osobami.

Widać z tego, że na nasze życie musimy spojrzeć z szerszej perspektywy. Powinniśmy zadać sobie podstawowe pytania: Kim jesteśmy? O co chodzi w naszym życiu? Kim kierujemy będąc liderem? Jakie powinny być nasze relacje z członkami załogi? Czemu służy samo zarządzanie? Przy czym podstawową zasadą jest prawda, że jeżeli nasza praca (w tym przypadku zarządzanie innymi), nie służy naszemu życiu i innym ludziom, to należy zmienić nasz sposób rządzenia. Albo po prostu zmienić pracę na inną – taką, która przyniesie nam zadowolenie.

Ojciec odwołuje się do reguły św. Benedykta, kiedy rozważa podstawy duchowości lidera. Jak to możliwe, że w epoce najnowszych technologii, aplikacji wspierających zarządzanie procesami, które można instalować na komputerach, a nawet telefonach, człowiek zarządzający firmą może uznać, że użyteczne są wskazówki mnicha żyjącego blisko 1500 lat temu?

Mnich zwykle kojarzy się z dziwną postacią ascety całkowicie oderwanego od świata i pogrążonego w modlitwie, rozumianej jako zatopienie się w sobie. Tak widziany, może budzić zainteresowanie jedynie na zasadzie egzotyki, natomiast praktycznie wydaje się odległy dla zwykłych ludzi, którzy borykają się z problemami szarego dnia.

Warto sobie uświadomić, że św. Benedykt urodził się około 480 roku, czyli w czasie upadku Rzymu. Rozpoczął się wówczas okres wędrówki ludów i stopniowa degradacja cywilizacji antycznej na Zachodzie. Kultura upadała we wszystkich dziedzinach, światem rządził ten, kto miał siłę. Ostatecznie doszło do tego, że władze posiadali ludzie bez podstawowej umiejętności czytania i pisania. Z powstałego chaosu po latach stopniowo zaczęła tworzyć się Europa i kultura Europejska. Święty Benedykt dosłownie uciekł od szerzącego się w jego czasach zła i demoralizacji w świecie. Zamiast podejmować walkę ze światem, założył wspólnotę ludzi, którzy prawdziwie szukali Boga.

Ludzie skoncentrowani wokół walki o byt, zdobywania władzy, pieniędzy i znaczenia, tracą to, co jest w życiu najważniejsze: swoją właściwą tożsamość. A tę można odnaleźć jedynie przed Bogiem. Reguła św. Benedykta stała się więc jednym z fundamentalnych tekstów kultury europejskiej. Świętego Benedykta cechował rozsądek oraz troska o harmonię i równowagę w życiu. Cała reguła jest troską tą przeniknięta. Stosunkowo łatwo stworzyć i nawet realizować ideał oparty na jednej myśli, której wszystko jest podporządkowane. Przedstawienie natomiast myśli harmonizującej wszystkie wymiary ludzkiego życia, bez negowania żadnego z nich, ale komponującej z nich całość, ustalając ich wzajemne relacje i proporcje, wymaga dużej dojrzałości.

Czy jednak można porównywać współczesny świat z VI wiekiem naszej ery? Wydaje się na pierwszy rzut oka, że problemy ludzi XXI wieku są krańcowo odmienne…

Paradoksalnie obecna sytuacja na świecie jest bardzo podobna do tej, jaka była po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Przede wszystkim obserwujemy wyraźną degradację kultury i to zarówno w wymiarze twórczości artystycznej, jak i kultury życia społecznego i kontaktów osobowych. W coraz bardziej technicznie zdominowanym świecie następuje drobiazgowa specjalizacja, co powoduje zubożenie osobowości i braki w ogólnym wykształceniu. Prowadzi to do dysharmonii w rozwoju człowieka, który, nawet będąc wybitnym specjalistą w jakiejś dziedzinie, w innych jest ignorantem, a w wymiarze duchowym jest całkowicie infantylny. Trzeba chyba, podobnie jak św. Benedykt, zadbać o to, by samemu nie dać się wciągnąć w pogłębiający się chaos tego świata, czy wręcz ogłupić rozmaitymi bzdurami. Nie wystarczy jednak obrona, lęk i trzymanie się „tradycji” swoiście rozumianej. Trzeba świadomie wrócić do źródła zarówno własnej tożsamości, jak i kultury. Trzeba na nowo przemyśleć, kim jesteśmy, jaki jest sens naszego istnienia, co jest istotne w naszym życiu.

Już samo odkrywanie własnej tożsamości wydaje się trudnym zadaniem, a jak to jeszcze przełożyć na życie codzienne?

Jeżeli spojrzymy na regułę, to św. Benedyktowi chodzi właściwie o praktykę życia. Nie mówi on nam, co mamy podejmować jako zadanie wobec świata, w co mamy się angażować w naszej działalności zewnętrznej, jakie praktyki pobożne podejmować, aby się zbawić… On troszczy się o to, jak należy zorganizować całe nasze życie osobiste i we wspólnocie, by w nim odnajdywać Boga. Jego główna troska skierowana jest na to, by wszystko czym żyjemy, kierowało nas ku Bogu. Dlatego właśnie mnicha określa nie to, w co angażuje się na zewnątrz, co robi dla świata, ale to kim jest, robiąc cokolwiek. W Regule istnieje wyraźny prymat bycia nad posiadaniem i działaniem. Święty Benedykt także współczesnemu człowiekowi proponuje: przede wszystkim żyj tak, aby Bóg był w centrum. Inaczej mówiąc, żyj prawdziwie. Reszta z tego wyniknie. Ty staraj się być uczniem w szkole Pana.

Jaki powinien być lider?

Ponieważ lider pracuje z ludźmi, jego zasadnicze działanie koncentruje się wokół zorganizowania współdziałania ludzi. Powinien być on przede wszystkim człowiekiem kontaktowym czyli człowiekiem dialogu. Przy czym mieć twórcze podejście w odniesieniu do form i zasad współpracy oraz rozwiązywania konfliktów. Kontaktując się z osobami, musi wiedzieć, że są one kimś, kto ma określone potrzeby, a nie jedynie maszynami do załatwienia spraw. Przy czym te potrzeby nie ograniczają się do materii. Istnieje także potrzeba poczucia sensu, zrealizowania siebie, więzi osobowych itd. Lider powinien wiedzieć, z kim ma do czynienia. Jednocześnie musi wiedzieć, że w świecie biznesu ludzie koncentrują się na pieniądzach, na wypracowaniu zysku i za tym się uganiają. Ale nawet jeśli wydają całkowicie pochłonięci takimi troskami, mają przecież także głębsze potrzeby, które być może w sobie zagłuszają. Aby mieć takie umiejętności, lider powinien wpierw i przede wszystkim umieć słuchać. Nie chodzi jedynie o słuchanie treści samej wypowiedzi, ale słuchanie głębsze, odnoszące się do odczytania intencji, zamysłu partnera. A nawet jeszcze głębsze, pozwalające odpowiedzieć na te intencje i pragnienia, w kontekście sytuacji i działania.

Taka koncentracja na innych osobach nie jest łatwym zadaniem, szczególnie, że lider ma także na głowie problemy własne i problemy całej firmy…

Potrzebne jest więc nastawienie na rozwiązywanie problemów, a nie obnoszenie się z nimi, noszenie w sobie pretensji do innych, do całego świata i Pana Boga… To z kolei wiąże się z odpowiedzialnością, przy czym odpowiedzialność lidera sięga dalej niż przeciętnego człowieka, który jest odpowiedzialny głównie za to, co sam bezpośrednio robi. Lider odpowiada za całość działań firmy. Taka odpowiedzialność skłania go do widzenia całościowego, co oznacza wpierw widzenie finalnego wyniku, i to jeszcze w perspektywie strategicznej, a nie doraźnych działań. Ponadto istotne jest widzenie poszczególnych jednostek i osób w kontekście całości. W odniesieniu do osób, ta całość obejmuje także godność i sens ich życia. Działania firmy nie mogą niszczyć człowieka, ale raczej stawać się okazją do jego wzrostu osobowego, poczucia własnej godności i sensu. Ta odpowiedzialność stawia lidera w sposób szczególny przed Bogiem, przed którym musi się on rozliczyć ze swojego działania.

Chyba niewiele osób rodzi się z takimi umiejętnościami, trzeba więc nieustannie nad sobą pracować, cały czas się uczyć… Jak się do tej nauki zabrać?

Niezmiernie ważna jest postawa otwarta na nowości i zdolność uczenia się na konkretnych doświadczeniach, niezależnie, czy są one pozytywne, czy negatywne. Jak wiadomo, najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Nauka na własnych jest o wiele bardziej kosztowna. Ale brak nauki na własnych błędach jest karygodny. Taki człowiek nie może zostać liderem, bo doprowadzi siebie i innych do tragedii. Autentyczna nauka polega wpierw i przede wszystkim na tym, że umiem rozpoznawać przyczyny i skutki jakiegoś działania lub pojawiających się zjawisk. Niestety bardzo często przy negatywnych efektach, spontanicznie doszukujemy się winy u innych a nie we własnych działaniach. Takie założenie z góry eliminuje rozpoznanie prawdziwych przyczyn. Aby prawdziwie się uczyć, trzeba mieć krytyczny stosunek do siebie i swoich zdolności. Najtrudniejsza jest konfrontacja z niechcianą prawdą o sobie, której nie lubimy i dlatego ją wypieramy.

Nie jest łatwo przyznać się do własnych błędów i słabości, ale w tej sprawie zazwyczaj pomaga nam otoczenie… Ludzie wokół nas szybko pozbawiają nas złudzeń na nasz temat. Jednak z liderami jest inaczej – pracownik nie skrytykuje szefa, wikary proboszcza… Często obserwujemy liderów, którzy przyzwyczaili się do swojej funkcji i do myśli, że są z definicji mądrzejsi i ważniejsi niż reszta świata…

Niezmiernie ważne w życiu jest odkrycie prawdy, wydawało by się paradoksalnej, że aby kimś być, trzeba umieć tym kimś nie być. Każde stanowisko jest służbą. Aby tę służbę dobrze wykonywać, trzeba być wolnym od troski o osobiste korzyści: pieniądze, uznanie, władzę, dominację nad innymi, poczucie bycia lepszym i ważniejszym od innych itd. Aby się nauczyć dystansowania do samej funkcji i godności, jaką ta funkcja daje, trzeba się nauczyć: przegrywać, uwalniać od ambicji, dzielić się sukcesem z innymi i przekazywać władzę innym.

Lider jako człowiek, który powinien patrzeć szerzej i dalej, myśląc o całości pod kątem swojego zadania, musi oderwać się od własnego egocentryzmu i dostrzegać prawdziwe dobro. Oczywiście to dobro odnosi się do rzeczy osiągalnych na świecie. Jednak powinno być to rzetelne dobro, a nie jedynie chwilowe zaspokojenie namiętności. Wymiar duchowy owego dobra naturalnego, o jakie troszczy się lider, wynika z głębszego spojrzenia i konsekwentnego szukania tego, co trwałe. Oczywiście lider nie musi stać się mnichem w dosłownym sensie, nie musi rezygnować z życia rodzinnego, kontaktów z przyjaciółmi, korzystania z rozrywki. Zarówno jego samotność, jak i podjęta z całą odpowiedzialnością służba dziełu, predestynuje go do monastycyzmu uwewnętrznionego.

Zasadnicza mądrość duchowości benedyktyńskiej polega na właściwym uporządkowaniu tego, co i tak człowiek robi codziennie, i w włączenie tego wszystkiego w budowanie więzi z Bogiem. Wówczas wysiłek duchowy nie jest czymś dodatkowym w życiu, ale jego najgłębszym nurtem.

Osoba zarządzająca siłą rzeczy wpływa na życie każdego członka organizacji. Powszechnie znane jest pojęcie kultury organizacyjnej, na którą lider ma duży wpływ. W jaki sposób szef może zmieniać życie swoich pracowników na lepsze? Czy wskazówki duchowości benedyktyńskiej mogą realnie pomóc w zarządzaniu?

Jeżeli chce się coś powiedzieć o zarządzanie ludźmi, to trzeba najpierw zdać sobie sprawę z tego, z kim mamy do czynienia. Nie jest to łatwe z tej racji, że człowiek jest kimś, kogo nie da się jednoznacznie określić. Można powiedzieć, że nie tyle „jest”, ile „się staje”. Z jego dynamicznej natury wynika między innymi to, że potrafi dostosować się do bardzo różnych warunków. Dzięki temu zdobył wielką władzę nad innymi stworzeniami i przyrodą.

Każda firma stanowi jakąś wspólnotę ludzi, którzy w niej uczestniczą jako pracownicy. Praca w tych jednostkach wymaga współdziałania, a ich wynik zależy od jego jakości. Zarządzanie tymi jednostkami wymaga świadomości, że mamy do czynienia ze wspólnotą osób, a nie maszyną. To z kolei pociąga za sobą konsekwencje wypracowania właściwych zasad, a przede wszystkim ducha współdziałania we wspólnocie. Podstawą troską św. Benedykta było takie uporządkowanie zwykłego życia we wspólnocie, aby w każdym momencie jej członkowie mieli szansę odnajdywać więź z Bogiem. Istotne jest to, że Benedykt nie pozwolił sprowadzić wiary i więzi z Bogiem do jakichś szczególnych działań, do praktyk, ale zadbał o to, by właściwie całe życie zarówno w wymiarze sakralnym jak i świeckim ukierunkować na Boga. Uznał bowiem, że człowiek dąży do celu swojego życia całym sobą, a nie jedynie jakąś częścią. Dowartościował w ten sposób zwykłą, codzienną pracę i zajęcia oraz wzajemne relacje między ludźmi. Reguła, jaką napisał do mnichów, z tego względu okazała się bardzo przydatna dla ludzi świeckich, którzy także przecież mieszkają i żyją w rozmaitych wspólnotach. Zasady, jakie św. Benedykt odnosi do życia we wspólnocie, okazują się zasadami uniwersalnymi i dlatego łatwe są do przeniesienia w życie świeckich wspólnot.

Czyli lider ma być osobą która „zbawia świat”? Jak daleko sięga jego odpowiedzialność?

Odpowiedzialność jest ściśle związana z naszym osobowym sposobem istnienia. Nie można mówić o odpowiedzialności np. w świecie zwierząt. Odpowiedzialność stanowi szczególną właściwość istnienia człowieka. Polega ona na tym, że ponosimy obowiązek moralny lub prawny odpowiadania za swoje lub czyjeś czyny. Kiedy człowiek uchyla się od odpowiedzialności, odcina się od tego, kim jest w swojej istocie. Jest to niezmiernie ważna prawda, o której niestety nie mówi się często. Stajemy się prawdziwie sobą jedynie wówczas, gdy szczerze i bezinteresownie oddajemy się drugiemu w miłości. Podobnie prawdziwa dojrzałość człowieka polega na zdolności i faktycznym przyjmowaniu na siebie odpowiedzialności, czyli obowiązku zadbania o kogoś lub o coś, z całą tego konsekwencją. W pewnym sensie dojrzałość osobową człowieka można mierzyć jego odpowiedzialnością. Odpowiedzialność staje się także głównym narzędziem budowania dojrzałości człowieka. Dlatego też lider, który w swoim działaniu podejmuje odpowiedzialność nie tylko za siebie samego, ale także za innych, ma szczególną szansę dochodzenia do pełni dojrzałości osobowej.

Trudno jest udźwignąć odpowiedzialność rozumianą tak szeroko, szczególnie, że wpływ lidera na innych ludzi jest przecież ograniczony…

Może się to wydawać nieco dziwne, ale zazwyczaj odpowiedzialność obejmuje coś więcej niż to, co jesteśmy w stanie całkowicie kontrolować… W szczególny sposób odnosi się to do działalności lidera. Zatem jego odpowiedzialność często wykracza poza odpowiedzialność ściśle prawną. Wydaje się, że odpowiedzialność lidera jest podobna do tej z poziomu egzystencjalnego, gdyż podejmując pracę dla firmy, powinien on być nastawiony pozytywnie i wybierać „życie”, a nie śmierć. Lider nawet przy złej kondycji firmy musi podjąć pracę z nadzieją i ufnością, że uda się z trudności wyjść i rozwinąć działalność. Inaczej nie będzie prawdziwym liderem, a jedynie konsumentem przynależnych liderowi dochodów. Odpowiedzialność lidera jest związana z podstawą decyzją wyboru „życia” mimo możliwego zagrożenia śmiercią, czyli upadkiem firmy. Lider tym samym musi być człowiekiem nadziei. To jest fundamentalna decyzja konieczna w jego życiu: Czy chcesz żyć? Czy chcesz prowadzić coś, żeby to rozwijać? Czy prawdziwie szukasz Boga? Tak podjęte życie jest przygodą i szczególną sposobnością do doświadczenia duchowego.


O. Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu, a od 2013 dyrektor Jednostki Gospodarczej Opactwa. Od 2015 jednocześnie szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych w tym 3 tytuły z zakresu duchowości lidera: „Podstawy duchowości lidera” (2011), „Duchowość lidera. Wybrane zagadnienia” (2014), „Duchowe dylematy lidera” (2017).

 

Podziel się:

O autorze



Dodaj swój komentarz

Komentarze niepodpisane imieniem i nazwiskiem nie są publikowane.

© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.

Szanujemy Twoją prywatność.