Uczciwy biznes to nie grzech

Autor | Dodano | Jeden komentarz
Kategorie: Media o nas | Tagi: , , , , , , , , , ,

Wojciech Chełchowski

Opoka - serwis edukacji ekonomicznejProwadzenie firmy w zgodzie z etyką, z chrześcijańskim przesłaniem, nie musi być trudne. Firma „Chomik” od lat jest najlepszym tego przykładem.

W kilku potężnych halach dziesiątki niekończących się wysokich regałów wypełnionych po brzegi tysiącami produktów. Wokół tego kręcący się ludzie, którzy muszą zapanować nad ogromem towaru. Na olbrzymim placu zapakowane palety czekają na kolejnych kontrahentów. „Chomik”, firma mieszcząca się w niewielkim podkrakowskim Gdowie, jest dziś największym w Polsce dystrybutorem artykułów AGD. Firmę założył niemal 16 lat temu Marek Świeży, prowadzi ją obecnie wraz ze Zdzisławem Kowalskim. Kierują blisko 80-osobowym zespołem. I robią to tak, że mówią o nich, że to przyzwoity biznes.

Co jest normą?

Ktoś próbuje oszustwem zaoszczędzić na podatkach, ktoś nie płaci ich w ogóle, ktoś zachowuje się po cwaniacku na rynku stosując nieuczciwe metody, oszukując kontrahentów, wspólników, pracowników. Być może wielu ludziom takie prowadzenie interesów wydaje się normą, bo przecież podstawowa zasada biznesu polega na zarabianiu jak największych pieniędzy, na kumulowaniu zysku. Oczywiście tak. Jednak wszystko zależy od sposobów, jakimi ten zysk i sukces na rynku zostaje osiągnięty.

– Problemem najczęściej jest nie tyle nieuczciwa walka pomiędzy przedsiębiorcami, ale walka samego przedsiębiorcy z samym sobą – być czy nie być uczciwym – mówi Marek Świeży.- Chociażby niewłaściwe płacenie podatków – wypada się zastanowić, czy jest to potyczka z państwem czy z własną pokusą biznesmena. Ważne moim zdaniem jest, by zauważyć, że problemem takiego człowiek jest to, że on w ogóle staje się nieuczciwy.  Celem powinno być uzdrowienie stosunku każdego przedsiębiorcy do zasad moralnych, przykazań, nauki Kościoła. Jeśli uda się to osiągnąć – wówczas rzeczą naturalną będzie uczciwe podejście do pracowników, regulowanie należności czy płacenie podatków.

Słoiki a sprawa polska

Samo powstanie firmy to niezwykła historia. Marek Świeży w 1991 roku pracował jako inżynier w Krakowie. Żona poprosiła go, by kupił większą partię słoików na zimowe przetwory. Wizyty w kilku sklepach nie przyniosły rezultatów – słoików nie było.  Pan Marek postanowił więc znaleźć producenta tego deficytowego towaru, by kupić towar u źródła. Hutę znalazł aż w Opolu. Okazało się jednak, że nie można kupić „zaledwie” 100 sztuk, które były potrzebne. Zamówienie mogło opiewać minimum na 1000 słoików i na dokładkę niezbędna była zarejestrowana działalność gospodarcza. I tak, z braku słoików w sklepie, pojawiła się firma Marka Świeżego „Chomik”. Słoików nowy przedsiębiorca kupił nie tysiąc a dwa tysiące.  Dziś na firmowym placu stoi ich tyle, że nie sposób tego policzyć.

Teraz, gdy wszyscy trąbią o kryzysie, kiedy upadają firmy – utrzymanie się na powierzchni nie jest niestety proste.

– Złotej reguły oczywiście nie ma. – nie ukrywa pan Marek. – Uważam jednak od dawna, że w żadnym momencie nie należy panikować. Trzeba robić swoje.  Czasem takie trudne chwile w firmie są pożyteczne- zwraca się wówczas uwagę na sprawy, na które nie patrzy się, gdy jest dobrze. Szuka się możliwości ograniczania kosztów, zmian w organizacji pracy.

W „Chomiku” także daje się odczuć wpływ ponurej sytuacji w gospodarce. Postanowiono jednak, że nie będzie żadnych redukcji zatrudnienia czy obniżek wynagrodzeń dla pracowników. Wręcz przeciwnie. Pewnie, w jako jednej z nielicznych firm pojawiły się tam podwyżki płac. Nie było to jednak podyktowane tradycją firmy.

– Wyniki finansowe pierwszego kwartału okazały się na tyle dobre, że chcąc być uczciwym wobec siebie i innych, podjęliśmy taką właśnie decyzję. Przyznam, że nieco „z duszą na ramieniu”, bowiem zdawaliśmy sobie sprawę z zagrożeń – nie byliśmy w stanie przewidzieć rozwoju sytuacji. Dlatego listę podwyżek, przed pokazaniem jej pracownikom, miałem przy sobie w Kaliszu na pielgrzymce do św. Józefa.

Włączyć pozytywne myślenie

Początki polskiego kapitalizmu to czasy prawdziwej „wolnej amerykanki” na naszym rynku. Za towar płaciło się dopiero w momencie, gdy się go sprzedało, płatności regulowano zdecydowanie „po zbójecku”. Zaufanie między ludźmi wystawione było na olbrzymią próbę.

Prezes „Chomika” twierdzi, że olbrzymie znaczenia miała świadomość, że inne postępowanie, rozliczanie się ze wszystkimi w terminie, podchodzenie do tego jak do najważniejszej zasady, bardzo szybko przynosi pozytywne efekty. Nagle okazuje się bowiem, że kontrahenci zaczynają mówić o takim przedsiębiorcy, gotowi są powierzyć mu swój towar niemal „w ciemno”. Taka informacja szybko się rozprzestrzenia, opinia solidnej firmy i dobrego biznesmena buduje silną pozycję. Mówiąc krótko – przyzwoite, klarowne zasady zaczynają działać korzystnie w wymiarze biznesowym. Przedsiębiorca może też spać spokojniej i pracować w komforcie psychicznym, rozmawiać z każdym z podniesioną głową.  Może pozytywnie myśleć o rozwoju swojego przedsiębiorstwa, zamiast kombinować jak zrobić sztuczne koszty, oszczędzić drobnym oszustwem na podatkach, wycisnąć coś więcej z pracowników bez stosownego wynagrodzenia.

Twarde zasady, dobre zasady

Etyczne postępowanie biznesowe nie oznacza oczywiście bezkrytycznego altruizmu.  Reguły są twarde. Jeśli trafia się na nieuczciwego pracownika – jego obecność w firmie trwa zaledwie chwilę. Skomplikowane relacje z kontrahentami podlegają wszystkim przyjętym zasadom, jeśli rozliczenia nie są regulowane w terminie wysyłane są ponaglenia a w niektórych przypadkach sprawy trafiają do sądu. Nie ma przy tym jednak negatywnych emocji. Bo tak właśnie powinno być w dobrze pojętych stosunkach kupieckich.

– Podań o pracę mamy tyle, że nie potrafimy wszystkim pozytywnie odpowiedzieć. – opowiada pan Marek. – Coraz bardziej się przekonuję, że jesteśmy postrzegani jako ktoś, kto wywiązuje się z tego, co obiecuje. Od początku istnienia firmy, przez 16 lat nie spóźniliśmy się z wypłatą dla pracowników. Można być pod kreską, czasem tak bywało, ale na wypłaty pieniądze zawsze muszą się znaleźć. Zdaję sobie sprawę, i otwarcie mówię to na spotkaniach z zespołem, że nie wszystko jest idealne, ale dążymy do tego, by każdy rok przynosił coraz lepsze efekty, by razem realizować kolejne założenia.

Każdy ma swój talent

Marek Świeży jest również inicjatorem powstania Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców „Talent” – działającego już 10 lat. Idea utworzenia tej struktury jest kolejnym niezwykłym zdarzeniem. Jej początek wziął się bowiem z rozmowy Marka Świeżego z… Janem Pawłem II.

W 1997 roku, podczas pielgrzymki Ojca Świętego do Polski, pan Marek wysłuchał w telewizji kazania w Legnicy, skierowanego do osób zatrudniających pracowników.

– Ojciec Święty mówił, by wystrzegać się wszelkich form wyzysku, by nie było to wyrzutem przy dzieleniu się chlebem eucharystycznym. Czułem, że mówi do mnie. Był to początek polskiego kapitalizmu. Prowadziłem firmę zaledwie kilka lat, zatrudniałem wówczas niespełna 25 osób. Problemów była naprawdę mnóstwo, o prowadzeniu prawdziwego biznesu niewiele wówczas wiedziano. O kwestiach moralnych i etycznych z tym związanych, a byłem przecież człowiekiem wierzącym, nikt nie mówił, słyszałem jedynie z rożnych stron, że trzeba być dobrym i uczciwym biznesmenem. Ale jak to wszystko pogodzić, o tym ani słowa.  Słuchałem kazania Ojca Świętego i narastał we mnie swego rodzaju bunt, byłem przekonany, że muszę szukać sposobów, by znaleźć odpowiedzi na dręczące mnie pytania.

Idź z tym do swojego biskupa

Wkrótce pojawiła się możliwość wyjazdu do Rzymu. Marek Świeży oczywiście z niej skorzystał. Liczył, że uda się uzyskać prywatną audiencję grupy u papieża i wówczas będzie mógł opowiedzieć o swoich spostrzeżeniach. Nadzieję szybko rozwiano, prywatnego spotkania z Janem Pawłem II nie będzie. Jedyną szansą spotkania z Ojcem Świętym była więc audiencja generalna. Jednak jak pośród tysięcy innych pielgrzymów przykuć uwagę papieża i jeszcze zdołać zamienić z nim kilka słów? Okazuje się, że są rzeczy niewytłumaczalne.

– Udało mi się stanąć w takim miejscu, w którym przechodził Jan Paweł II. Przystanął tuż obok. Zebrałam siły i powiedziałem, nawiązując do jego kazania w Legnicy, o tym, że kościół napomina, by być dobrym biznesmenem, a to zbyt mało, potrzebna jest pomoc duchownych, by te moralne i etyczne zasady dobrze wcielać w życie. Wysłuchał mnie, popatrzył i odpowiedział: idź z tym do swojego biskupa.

Myśli o papieskich słowach brzmiały w głowie Marka Świeżego przez wiele miesięcy. Zastanawiał się, w jakiej formie próbować działania, o którym mówił papieżowi – czy założyć stowarzyszenie, czy może związek chrześcijańskich pracodawców.  W końcu poprosił o audiencję u Kardynała Franciszka Macharskiego i został przyjęty.  Po tym spotkaniu doszedł do przekonania, że zamiast stowarzyszenia, gdzie mogłyby pojawić się zupełnie niepotrzebne aspekty polityczne czy biznesowe, musi założyć, służące każdemu duszpasterstwo. Dzięki pomocy przyjaciół ze Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego (których założyciel ojciec Leon Dehon już XIX wieku pracował z robotnikami i ich pracodawcami), 12 grudnia 1999 roku zainicjowano pierwsze spotkanie Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców „Talent”.  Pojawiło się na nim 11 osób. Był to początek inicjatywy, która przerodziła się w duży ruch – dziś na liście adresowej jest ponad 600 firm.

Bóg nie zabrania się bogacić

– Początki nie były łatwe. Jednak te pierwsze spotkania uświadomiły mi, że ludzi myślących tak jak ja, którzy chcieli prowadzić biznes zgodnie z etyką i czuli się w tamtej rzeczywistości jak „samotna wyspa”, jest więcej – twierdzi Marek Świeży.

Obecnie spotkania gromadzą osoby z różnych zakątków Polski, z najróżniejszych branż.  Nie jest to struktura, gdzie płaci się składki członkowskie czy zobowiązuje kogokolwiek do stałego uczestnictwa.  Na coroczne rekolekcje zjeżdża ponad setka ludzi biznesu. Do członków rozsyłany jest specjalny biuletyn, organizowane są spotkania dla małżeństw, warsztaty tematyczne poświęcone aktualnym problemom – ostatnio były to, prowadzone w Krakowie, wykłady dotyczące finansów w dobie kryzysu.  Dużym zainteresowaniem cieszą się także spotkania organizowane w Zakopanem (tematem ostatniego było gospodarowanie własnym czasem).  Duszpasterstwo „Talent” dba też o rekreacyjny aspekt – organizuje chociażby spływy kajakowe.  To wszystko sprawia, że wiele osób może znaleźć ludzi podobnych sobie, porozmawiać, wymienić poglądy czy po prostu wspólnie odpocząć.

Uczciwych przedsiębiorców, którzy nie mają potrzeb kontaktów z Bogiem zapewne także jest wielu. Prowadzą swoje firmy wzorowo, w zgodzie z moralnymi zasadami. Dlatego nikt nie twierdzi, że członkowie duszpasterstwa są lepsi od innych, że jedynie oni mają panaceum na wszelkie bolączki. Jest im być może łatwiej rozwiązywać pewne problemy, wytłumaczyć je sobie i innym i spokojniej prowadzić działalność. Celem duszpasterstwa nie jest także nakłanianie właścicieli firm do rozdawania wszystkiego, co zarobią. Godziwy, uczciwy zysk nie stoi w żadnej sprzeczności z naukami Kościoła – wręcz przeciwnie, jeśli osiągnięty jest dobrymi metodami, powinien być jak największy i przynosić ludziom, którzy go wypracowują jak największe korzyści i satysfakcję.

Artykuł pochodzi z portalu Opoka – zobacz na stronie Opoki

Podziel się:

O autorze



Jeden komentarz

  1. ()

    Oszuści i naciągacze. Sprzedają towar którego nie mają. Brak kontaktu mail, telefon. Nie można odzyskać pieniędzy.

Dodaj swój komentarz

Komentarze niepodpisane imieniem i nazwiskiem nie są publikowane.

© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.

Szanujemy Twoją prywatność.