Sumienie biznesu

Autor | Dodano
Kategorie: Media o nas | Tagi: , , , , , , , ,

BusinessWeekBusinessWeek, 8/2005


Dariusz Styczek

Przedsiębiorcy starają się przestrzegać dziesięciorga przykazań, mimo że nie jest to łatwe.

Tydzień żałoby narodowej po śmierci Jana Pawła II był dla polskich przedsiębiorców czasem, kiedy pokazali, że na co dzień drapieżny biznes czasami może mieć ludzką twarz. Pekao SA sfinansowało telebimy w kilku polskich miastach. Od eBaya i Jeronimo Martins po niewielki giełdowy MCI – wszyscy odwołali konferencje prasowe „ze względu na szacunek dla Jana Pawła II”. W dniu pogrzebu Warszawa przypominała wyludnione miasto, bo niemal wszyscy pracodawcy dali swoim pracownikom dzień wolny.

– Byłem zbudowany tym, że giełda czy hipermarkety były w tym dniu zamknięte i zrezygnowały z części zysków – mówi ks. Ryszard Krupa, zaangażowany w jedno z nielicznych w kraju Duszpasterstw Przedsiębiorców i Pracodawców (DPiP). Czy jest to tylko żałobna ekspiacja? A może z etyką i przywiązaniem do chrześcijańskich zasad w polskim biznesie nie jest tak źle, jak się powszechnie sądzi?

Zapytaliśmy o to tych przedsiębiorców i menedżerów, którzy nie ukrywają swojej głębokiej wiary i przywiązania do wartości chrześcijańskich.

Czas próby

Odrodzenie polskiej przedsiębiorczości po 1989 roku przywróciło szacunek dla wartości, jakie niesie własność prywatna i aktywność gospodarcza. Biznes prowadzony w warunkach wolnego rynku, w oparciu o chrześcijańskie zasady etyczne był atrakcyjną alternatywą dla nierynkowej, upolitycznionej gospodarki poprzednich 50 lat. Z upływem czasu ta atrakcyjność jednak malała.

Roman Kluska, były właściciel firmy komputerowej Optimus, którego historia sukcesu a potem wycofania się z biznesu jest powszechnie znana, z niepokojem mówi o stanie etyki wśród polskich przedsiębiorców. Jego zdaniem, jeszcze 10 lat temu sytuacja była znakomita. – Odbiorca, który miał kłopoty z płatnościami, zwykle uprzedzał o nich – przyjeżdżał do mnie z koniakiem i z prośbą o wydłużenie terminu. Dogadywaliśmy się i słowa dotrzymywał – opowiada Kluska. – Wtedy wystarczyła ustna umowa i to było piękne w biznesie – dodaje. Dziś, według Kluski, nie jest już tak dobrze.

Czy to oznacza, że obecnie nie można prowadzić interesu uczciwie, przestrzegając dziesięciorga przykazań? Zdaniem Andrzeja Bliklego, znanego warszawskiego cukiernika, a jednocześnie profesora matematyki, można, choć nie jest to łatwe. – W biznesie jest tak samo jak w życiu, codziennie staje się przed wyborami i pokusą pójścia na skróty – mówi wprost.

Inaczej ujmuje to Jan Krzysztof Bielecki, prezes banku Pekao SA. – Widzę tysiące przyzwoitych przedsiębiorców i klientów. The Economist napisał, że i moralnością rządzi rynek, więc w końcu musi zapanować popyt na przyzwoitość. Jestem optymistą – mówi z przekonaniem Bielecki.

Z wartościowaniem decyzji biznesowych: która jest grzechem, a która nie, jest, według Bliklego, podobnie jak w życiu codziennym. – Niezapłacenie dostawcy za towar jest kradzieżą, to jest grzech. Jeśli nie ma się pieniędzy na płatności, trzeba ogłosić upadłość. To nie jest ani wbrew etyce, ani nie jest grzechem. Nieetyczne jest natomiast ogłoszenie upadłości firmy, by za dwa tygodnie otworzyć podobną, już wolną od zobowiązań – wyjaśnia swój stosunek do etyki i grzechu w biznesie. Zauważa, że we Francji przedsiębiorca, który doprowadzi spółkę do upadłości, przez 15 lat nie może prowadzić innej.

– Nie można być uczciwym po godzinie 22.00, a wcześniej wyznawać inne zasady. Dlatego instynktownie oponuję przeciwko dzieleniu etyki i wyodrębnianiu etyki biznesu. To była najgorsza zasada PRL–u: prywatnie uważam tak, natomiast oficjalnie mówię co innego – mówi Jan Krzysztof Bielecki.

Etyczna firma nie oznacza jednak instytucji wolnej od grzechu. – Etyka w biznesie polega m.in. na tym, by na co dzień unikać strukturalnego grzechu, tj. wprowadzenia jako stałej zasady postępowania nieuczciwego, grzesznego. Na przykład: zatrudniam na czarno, nie płacę składek ZUS, zwlekam z płatnościami, ile się tylko da – wyjaśnia ks. Krupa.

Łatwiej walczyć z takimi pokusami, zdaniem ks. Krupy, w okresie hossy, gorzej, gdy jest recesja i każda decyzja obniżająca koszty może przesądzić o przetrwaniu firmy.

Winne jest państwo

Psucie państwa przez złe prawo i etatyzm zaszkodziło również etyce. Szczególnie widoczne jest to na styku działania biznesu i instytucji państwowych.

Prowadzić biznes tak, by się nie pobrudzić jest coraz trudniej, a zdaniem Romana Kluski, w niektórych branżach czy regionach wręcz niemożliwe. To bardzo skrajny pogląd. Inni nasi rozmówcy nie widzą problemu w aż tak ciemnych barwach, zgodnie jednak przyznają, że od połowy lat 90., kiedy państwo znowu wkroczyło na ścieżkę regulacji wszystkich dziedzin gospodarki, jest coraz gorzej. – Winne jest zbyt etatystyczne państwo i złe lub nieprecyzyjne prawo, które zachęca do grzeszenia – uważa Andrzej Blikle.

Największym grzechem jest grzech korupcji. Według Bliklego, łapówki płacone przez drobnych przedsiębiorców, by uzyskać to, co im się należy, to jedna rzecz, a druga to korupcja elit, które za pieniądze chcą uzyskać dodatkowe korzyści. – W pierwszym wypadku grzeszy ten, który bierze łapówkę, a nie ten, kto daje.

Korupcja to nie tylko styk biznesu i administracji. Sylwester Cacek, pomysłodawca i założyciel Dominet Banku SA, przytacza w rozmowie z Business–Weekiem ofertę korupcyjną, z którą spotkał się w czasie informatyzowania swojego banku. Właściciel firmy informatycznej z listy najbogatszych tygodnika Wprost spytał, co ma zrobić, by wygrać przetarg. – Odpowiedziałem: złożyć najlepszą ofertę – relacjonuje Cacek. – Nie ulegać szantażowi, zaprzeć się i nie płacić haraczu – podaje swoją receptę na walkę z korupcją.

Zdaniem Kluski, gorsze od korupcji jest złe i nieprecyzyjne prawo, które może zniszczyć każdą firmę, czego sam doświadczył. – Jeśli jeden urzędnik skarbowy interpretuje przepisy korzystniej od drugiego, to powstaje sytuacja nierównej konkurencji między firmami. Recepta? Radykalne ograniczenie koncesji, zezwoleń itp. Bez tego nie da się być uczciwym przedsiębiorcą – użala się twórca Optimusa.

Andrzej Blikle uważa, że jednym ze sposobów walki ze złym prawem i samowolą urzędników, które niszczą etykę jest organizowanie się w stowarzyszenia – i wywieranie nacisku zarówno na lokalną administrację, jak i na polityków.

Pracownik powinien być skarbem

Nie ma etycznego biznesu bez dobrych relacji pracodawcy z pracobiorcami i bez wzajemnego szacunku obu stron. Dziś, kiedy obciążenia z tytułu zatrudnienia na etat stanowią 85 proc. wynagrodzenia pracownika, te stosunki są szczególnie narażone na szwank. – Nie zatrudniam na czarno, płacę wszystkie składki i podatki, ale nie każdą firmę na to stać. Wielu przedsiębiorców staje przed problemem: zatrudnić na czarno lub w ogóle. Wtedy sprawa przestaje już być taka oczywista – uważa Blikle.

Jeszcze większym wyzwaniem etycznym jest zwalnianie pracowników. Jeżeli pracownik nie potrafi sprostać oczekiwaniom, po prostu musi odejść, ale uczciwość wymaga wcześniejszego zwrócenia mu uwagi na popełniane błędy i podjęcia próby pomocy w poprawieniu się. – Gdy mimo wszystko trzeba się rozstać, dobry pracodawca powinien umożliwić pracownikowi odejście na honorowych warunkach – uważa Mariusz Karpiński, prezes GE Money Bank. Jego zdaniem, zwalnianie pracownika jest jednak psychologicznie trudne, bo utrata pracy to bardzo często życiowy dramat. Stawianie kogoś w takiej sytuacji musi u normalnego człowieka powodować co najmniej dyskomfort. Dlatego, jeśli tylko można, należy szukać możliwości pomocy zwalnianemu pracownikowi, zwłaszcza gdy ma dodatkowo problemy pozazawodowe. Zdaniem innego bankowca, Jana Krzysztofa Bieleckiego, w tej sprawie znalezienie równowagi między efektywnością banku a godnością człowieka i pracownika jest wielkim wyzwaniem dla każdego zarządzającego.

Sylwester Cacek przed paroma laty musiał zwolnić 80 osób z 500–osobowej załogi przejętego Cuprum Banku. Jak to zrobił? Zwołując w miejscowym kinie spotkanie z całą załogą, wyjaśniając sytuację i sposób wyjścia z niej. Przeprowadził też ankietę wśród pracowników na temat nie tylko ich sytuacji rodzinnej, ale i profilu charakterologicznego. W efekcie dzięki outplacementowi 60 osób znalazło pracę w innych firmach, a 20 w Dominet Banku.

Zdaniem ks. Kazimierza Sowy, szefa Radia Plus, w wypadku zwolnień grupowych, a takie radio przeprowadziło trzy lata temu, najlepiej jest mówić prawdę prosto w oczy, zamiast zwodzić obietnicami bez pokrycia. – Tak jest uczciwiej.

Swój sposób na etyczne zwolnienia ma Marek Świeży, właściciel największej w Polsce hurtowni AGD Chomik spod Krakowa, który był jednym z inicjatorów Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców. – Staram się, by pracujący u mnie ludzie poznali się jak najlepiej, stali się jak najlepszymi fachowcami tj. uczyli się, studiowali, robili kursy. To daje im satysfakcję, a w wypadku zmiany pracy zatrudnienie u mnie staje się ważną rekomendacją – gwarancją dla nowego pracodawcy, że są specjalistami w swojej dziedzinie – wyjaśnia Świeży.

W Dominet Banku niezamierzony błąd, nawet jeśli powoduje straty, nie dyskwalifikuje pracownika. Dostaje on szansę poprawy. W wypadku kłopotów finansowych pracownik banku może prosić o pomoc przełożonego czy nawet prezesa, do gabinetu którego drzwi są zawsze uchylone, dosłownie. – Pomagam tym, którzy o to poproszą. Nie toleruję jednak tych, których ściga komornik i zatają ten fakt. Tacy ludzie nie mogą pracować przy pieniądzach – wyjaśnia prezes Sylwester Cacek.

Biznesmen biznesmenowi bratem

Roman Kluska wskazuje na kryzys etyki w środowisku przedsiębiorców. Ksiądz Kazimierz Sowa zwraca uwagę na inne zjawisko. Dziwi się, że w Polsce nie ma solidarności między przedsiębiorcami wyznającymi wspólny system wartości. – Powinni przynajmniej trochę się nawzajem wspierać – postuluje. I podaje przykład związanego z Kościołem Wacława Jopka, producenta ceramiki budowlanej, który reklamy swoich produktów zleca mediom katolickim.

– Należy współdziałać, ale nie tolerować wzajemnej nieuczciwości – uważa Świeży. Jego zdaniem, egzekwowanie należności od kontrahentów to obowiązek. – Robię to dla zasady, by była to dla nich nauczka, że nieetyczne postępowanie w biznesie nie popłaca.

Przedsiębiorcy uczestniczący w DPiP, a jest ich już około 400, uważają, że biznesmeni, którzy starają się być etyczni, są biznesmenami z powołania, tak jak mówi się o dobrych lekarzach czy nauczycielach, którzy nie tylko uczą, ale i wychowują.

– Powołanie to także obowiązek pomnażania talentów, jakie otrzymali od Boga – mówi Świeży i cytuje ewangelię wg św. Mateusza: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę, wejdź do radości Pana swego”.

Dążenie do coraz wyższego zysku nie jest niczym złym, niemoralnym. Ale to dążenie nie może być ponad wszystko, nie może być prowadzone kosztem wszystkich, przy lekceważeniu pracowników. Nie można dążyć do zysku, łamiąc prawo podatkowe – tego naucza ks. Krupa podczas spotkań DPiP. Takich ośrodków jest jednak niewiele. Szerzej poza krakowskim DPiP znana jest jedynie działalność Polskiego Stowarzyszenia Chrześcijańskich Przedsiębiorców.

Powrót etosu

Charakterystyczne dla środowiska zaangażowanego w krzewienie chrześcijańskiego etosu uczciwości jest zdziwienie, że grono etycznych biznesmenów jest takie liczne. „Myśleliśmy, że w naszej działalności jesteśmy nienormalni, że tylko my chcemy być uczciwi. Baliśmy się rozmawiać o katolickiej etyce w biznesie, by nie wzięto nas za oszołomów, a tutaj zobaczyliśmy, że jest nas więcej” – mówią członkowie duszpasterstwa. – Udział w DPiP jest okazją do porozmawiania o problemach moralnych przedsiębiorcy, o których trudno dyskutować w innym towarzystwie czy podczas spowiedzi – przyznaje Świeży.

O tym, że kryzys etyczny nie dotknął całego środowiska, świadczą tłumy przedsiębiorców na spotkaniach Romana Kluski, które odbywają się kilkanaście razy w miesiącu , niejednokrotnie przy tysięcznym audytorium. Były właściciel Optimusa poświęcił swoje pieniądze i czas Kościołowi – jest hojnym donatorem, prowadzi prelekcje w całej Polsce. Wykorzystując swoje doświadczenia w biznesie i w walce z fiskusem, mówi słuchaczom, czym jest uczciwy biznes, jakimi drogami do niego dążyć, co należy zmienić, by etyka nie była tylko przedmiotem wykładanym w szkołach biznesu. – Coraz więcej przedsiębiorców pyta, jak uczciwie prowadzić biznes, by nie tylko spać spokojnie, ale i mieć radość z tego, co się robi – mówi Kluska.

Polscy przedsiębiorcy pytani, czy działanie etyczne polega jedynie na przestrzeganiu prawa, odpowiadają, że to za mało. Że potrzeba czegoś więcej. Czego? Padają odpowiedzi: mieć na względzie dobro człowieka, dzielić się swoim sukcesem z innymi (pomnażać talenty), bezinteresownie pomagać kolegom przedsiębiorcom w wypadku zdarzeń losowych, brać pod uwagę dobro kraju.

Prezes Bielecki do powinności społecznych przedsiębiorcy zalicza odpowiedzialne prowadzenie biznesu czy prowadzoną bez rozgłosu działalność charytatywną. – Umiem się dzielić zarobionymi pieniędzmi poprzez stypendium fundowane z własnej pensji, oddawane honoraria, ale to nie są rzeczy, o których chciałbym mówić – zastrzega szef Pekao.

Biznesmeni zapewniają, że chcą działać uczciwie i etycznie, organizacje biznesowe mnożą kodeksy, ale tych, którzy otwarcie deklarują przestrzeganie chrześcijańskich zasad wiary w biznesie, wciąż jest niewielu. Nadzieja w tym, że jest rzesza, która trwa w ewangelicznym przekonaniu: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”.

Dariusz Styczek Współpraca: Piotr Aleksandrowicz, Radosław Omachel

Podziel się:

O autorze



Dodaj swój komentarz

Komentarze niepodpisane imieniem i nazwiskiem nie są publikowane.

© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.

Szanujemy Twoją prywatność.