Pielgrzymka do Ziemi Świętej

Autor | Dodano
Kategorie: Inne, Kronika wydarzeń

Drodzy Państwo!

Papież Benedykt XVI ogłosił rok 2013 Rokiem Wiary, by zwrócić uwagę Kościoła na konieczność poznania treści wiary oraz świadomego przyjęcia jej jako wielkiego Bożego daru. Jedną z dróg do realizacji papieskiego wezwania jest zapoznanie się z Piątą Ewangelią. Tak nazywana jest Ziemia Święta – miejsce narodzin, pracy i nauczania Syna Bożego, jedynego Zbawiciela świata Jezusa Chrystusa. Odpowiadając na wezwanie w dniach od 18 do 25 marca 2013 roku odbyła się kolejna pielgrzymka Duszpasterstwa Talent. Tym razem udaliśmy się do do Ziemi Świętej, do miejsc związanych z życiem Jezusa, Jego Matki i Apostołów.

Zachęcamy do przeczytania relacji pełnej wspomnień.

Takich decyzji nie podejmuje się w przypływie chwili. Takie decyzje dojrzewają w nas powoli, aby we właściwym momencie powiedzieć sobie: tak, to już ten czas, czas na spotkanie z Bogiem w Jego Ojczyźnie, na Jego Ziemi. Czas na odbycie rekolekcji życia w Ziemi Świętej. Dla mnie to czas jak najbardziej odpowiedni, bo mój „dzień już się nachylił i „ma się ku wieczorowi”.

A zatem wyruszam na tę jedyną i niepowtarzalną pielgrzymkę zorganizowaną przez Duszpasterstwo „Talent” w Krakowie, prowadzone przez Księży Sercanów. Grupa liczy 48 osób. Opiekują się nami i nie tylko duchowo – towarzyszą nam ks. Grzegorz Piątek- opiekun grupy, ks. Krzysztof Napora – przewodnik, ks. Robert Sasak oraz siostra Krystyna.
Trwa Rok Wiary, mamy przedostatni tydzień Wielkiego Postu. Czyż może być bardziej odpowiedni czas?

Wylatujemy do Izraela w dniu 18 marca 2013 roku.

Kiedy samolot wzbija się w przestworza, pozostawiam wszystko za sobą. Czas mierzony realiami życia „tu i teraz” zatrzymuje się, a ja wstrzymuję oddech – niedługo znajdę się w innym wymiarze czasu i rzeczywistości. Czy sprostam temu niezwykłemu wyzwaniu? Przecież i słowa, i wyobraźnia, i nawet nasze serca małe są, by uniosły kondensację nieskończonych treści…

I oto powoli zbliżamy się do celu – przed nami Ziemia Święta. Pierwsze wrażenie z okien samolotu – kamienny smutny pejzaż jakby wymarłego miasta.
Kiedy nieco później przejeżdżamy z Tel Awiwu do Tyberiady, krajobraz zaczyna „ożywać”, pojawia się coraz więcej soczystej jeszcze o tej porze roku zieleni, zaskakuje feeria barw kwiatów i krzewów; skaliste kaskadowo ułożone kamienne zbocza gór i pagórków będą nam towarzyszyć już do końca. W piękno palestyńskiej przyrody wpisują się tajemnica i majestat. Z zachwytem patrzę na galilejskie „wzgórza łagodne jak wersety Ewangelii”, u stóp których osiadły ludzkie domostwa i które teraz, o zmierzchu, jak ogniska jarzą się ciepłym blaskiem świateł.

Jesteśmy na miejscu, w Tyberiadzie, w gościnnym, sympatycznym hotelu „Restal”. Otwieram okno naszego pokoju i … widzę połyskującą w świetle spokojną toń Jeziora Galilejskiego.

„Jest noc.
Modlę się do Ciebie.
Lecz Ty nie przychodzisz.
Cóż mi z tego,
Że wiara
Jest przedłużeniem
Ludzkiego życia
W wieczność,
Skoro jestem człowiekiem
Małej wiary?
Modlę się do Ciebie.
Lecz Ty nie przychodzisz.
Przyjdź do mnie, Boże,
Galilejski Przechodniu (…)”

19. 03. 2013r. /wtorek/

Piękny słoneczny dzień. W sam raz na wizytę w Cezarei Nadmorskiej nad Morzem Śródziemnym, w mieście założonym kiedyś przez Heroda Wielkiego, całkowicie zburzonym w XIIIw. Oglądamy odkopane ruiny pałacu założyciela Cezarei, teatru, fragmenty kolumn. Podziwiamy piękną nadmorską roślinność, skały wchodzące w morze. Wieje lekki wiatr i szepce słowa przestrogi: „Przemija postać tego świata…”

Teraz gościmy na zboczach góry Karmel, w urokliwym nadmorskim portowym miasteczku, w Hajfie (to tu, gdzie ludzie pracują , w przeciwieństwie do Tel Awiwu, gdzie się bawią i Jerozolimy, gdzie się modlą – to cytat za ks. Krzysztofem).

W kościele Stella Maris należącym do klasztoru karmelitów mamy Mszę św. Towarzyszą nam tu Edyta Stein i prorok Eliasz. Osobliwością jest ołtarz usytuowany wysoko nad grotą, pod nim rzeźba Eliasza. W drodze powrotnej podziwiamy piękny amfiteatralnie ułożony ogród sekty „Żydzi chrześcijańscy”. Robi wrażenie!

„Tutaj uśmiechnięty Bóg
Pierwszym swoim cudem
Pomnożył radość, wesele
I pieśń nad pieśniami.”

Jesteśmy w Kanie Galilejskiej. „Spójrz przez okno Galilei …”. Kaplica, w ołtarzu sześć stągwi (jedna mieściła ok. 70-120 l wody).

„Wina nie mają, synu”. A potem:
„Goście, smakując napój,
Patrzyli przerażeni
Na wyciągnięte dłonie,
Wciąż jeszcze trwające
Nad wodą,
Która przestała być wodą.”

Powróciły tamte galilejskie gody. Ale były i inne, nasze, pielgrzymkowe. Naprzeciw siebie stanęli małżonkowie i odnowili przysięgę sprzed lat – 10, 15, 30… I chociaż dawno zwiędły kwiaty w ślubnym bukiecie i przygasł nieco blask złotych obrączek, Oni byli tak samo piękni jak przed laty w dniu swojego ślubu, pełni miłości i blasku w oczach, które teraz lekko zalśniły łzą wzruszenia. Państwo Młodzi …, dojrzali, bogatsi o wiele doświadczeń, wciąż szczęśliwi Bogiem i sobą.

„A Maryja uśmiechała się…”
„Wzgórza łagodne jak wersety Ewangelii
(..)
Gabriel leciał powoli i z trudem,
Bo miał zwiastować nowinę
Tak nieoczekiwaną,
Że uginał się pod jej ciężarem.
Drżał, nie wiedząc,
Czy ją zrozumie kobieta z krwi i ciała.”

Jesteśmy w Nazaret – miejscu, gdzie „Anioł Gabriel zwiastował Maryi”, gdzie Jezus mieszkał, modlił się i pracował.

Odwiedzamy Bazylikę Zwiastowania, schodzimy w dół, do groty, gdzie miało miejsce spotkanie Anioła i Maryi. W epoce, w której głośno krzyczy się Bogu na każdym kroku swoje butne „NIE!”, pokorne „FiAT” Maryi wydaje się prawie nierealnym. Bo czyż można aż tak Bogu zaufać? Tak skomplikować sobie życie, nie pytając „za ile?”

„Wielka była radość,
Gdy Dzieweczka
O czole z błękitu,
O spojrzeniu utkanym z ptaszęcych świergotów
Bez sprzeciwu przyjęła nowinę
I pochyliła w pokorze dłonie,
Na których spoczęła równowaga człowieka”

W Nazaret mamy okazję zobaczyć fragment odkopanego dawnego mieszkania znajdującego się w podziemnej grocie – tam spano, przechowywano żywność. Codzienne życie zaś toczyło się na powierzchni, na oczach sąsiadów. W świetle tej informacji zupełnie inaczej interpretujemy przypowieść o natrętnym przyjacielu. To uświadamia nam tez jeszcze wyraziściej, jak bardzo obrazy z przypowieści Jezusa osadzone są w realiach codziennego życia.

Modlimy się też w kościele św. Józefa, w miejscu, gdzie znajdował się Jego warsztat ciesielski. /Ksiądz uświadamia nam , że zawód cieśli był ówcześnie zawodem wysoko cenionym/.

„Drżący Józefie
(…)
Stoisz bezradny w środku nocy,
Jak w źrenicy zbliżającej się burzy,
I nic nie wiesz, co się dzieje
Za krawędzią Twojego ciała.
(…)
Ucisz swoje serce, Józefie. Nie bój się.
Wróć do domu, ułóż się do snu
I cierpliwie czekaj na przyjście anioła”

Powoli wracamy do Tyberiady. W blasku zachodzącego słońca sycimy oczy pięknem Galilei. Na wzgórzach zapalają się pierwsze światła domostw. Jest jak w raju…

20.03.13 /środa/

Ciszę złotego poranka przerywa wzmocniony megafonami głos muezina. Pierzchają z powiek resztki snu. Jest zatem czas na to, aby pozbierać myśli (wieczór jest to niemożliwe, emocje, przeżycia i zmęczenie przywołują – wbrew pozorom – szybki sen). Podchodzę do okna, w toni Jeziora Galilejskiego odbijają się słoneczne refleksy, unosi się lekka przeźroczysta mgła. Tyle ważnych spraw wydarzyło się w tym miejscu. Panie Jezu – może i teraz wędrujesz brzegiem Genezaret, błogosławisz rybakom powracającym z nocnego połowu, może układasz na żarzących się węglach rybę na posiłek? Gdzieś z dala dochodzi mnie dźwięk galilejskiej fletni, idę do Ciebie i odnajduję, gdy jesteś na odległość mojego szeptu …

Za niedługo jesteśmy nad Jeziorem Galilejskim i wyruszamy łodzią w rejs po jego wodach. Cisza, słychać tylko odgłos pracującego silnika, mocny wzruszający śpiew „Mazurka Dąbrowskiego” i łopot biało – czerwonej flagi. To taki sympatyczny ukłon załogi w naszą stronę.

Po jakimś czasie gasną silniki. Łódź kołysana ruchem fal, prawie stoi na środku jeziora. I znowu ta cudowna cisza przetykana promieniami ciepłego słońca, nasycona powiewem lekkiego wiatru.

Na łodzi pojawia się rybak – Piotr. Przystojny, postawny, z długimi włosami opadającymi na ramiona, w białej szacie, z siecią w ręku, którą sprawnie zarzuca w jezioro. Nie trzeba wielkiego wysiłku, aby przez moment znaleźć się w ewangelicznej rzeczywistości. Naprawdę czas się zatrzymał…

„Klęczę u stóp Góry Ośmiu Błogosławieństw.”

Msza św. w pięknym ogrodzie pełnym kwitnących kwiatów i krzewów. Wokół lśniąca tafla jeziora Genezaret. Nad nami – ptasi koncert. Przez korony ubranych odświętnie drzew prześwituje słońce. Jego ciepłe promienie dotykają naszych twarzy i zaglądają w oczy, jakby chciały sprawdzić, czy są wśród nas „błogosławieni cisi, miłosierni i czyniący dobro, czystego serca, ubodzy w duchu, pokój czyniący, ci, którzy płaczą, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”.

„Nie śmiałem podnieść głowy, ale słyszałem
Nad sobą głos, który był muzyką.
Każdy jej ton w przeciwieństwie do słów
Był jasny i ścisły. Taka była właściwość
Tego kazania, wygłoszonego na Górce”

Dajesz mi, Panie, „przepis” na życie, błogosławione, godne i piękne życie, ale

„Boże, kazałeś mi przeróść samego siebie,
Kazałeś mi stać się czymś więcej
Niż tym, czym jestem w rzeczywistości,
Podczas gdy ja jestem tak mały,
Że łatwiej potrafię zrozumieć
Treść pyłków, krążących w słonecznej smudze,
Niż jeden rozdział własnego życia.
(…)
Czekam na Twoją łaskę , wielki Boże”

Dalszy szlak naszej pielgrzymki prowadzi do Cezarei Filipowej (Banios).

Jesteśmy u źródeł Jordanu. Strumyczki wypływają z kilkunastu podziemnych miejsc. W potężnej skale widnieje ołtarz pogańskich bogów. Wszystko to znajduje się w urokliwym parku narodowym, przyroda tętni życiem, a rzeka Jordan – jak przed wiekami- nadal spokojnie toczy swe wody. Spokojnie, bo tu, w Cezarei Filipowej, wciąż brzmi pytanie Jezusa, które musimy i my usłyszeć, na które i my musimy udzielić odpowiedzi:

„- Za kogo ludzie Mnie uważają?
Wędrowcze, który nawet to, co najważniejsze,
załatwiasz w drodze.
Tułaczu bez węzełka i bez koszuli na zmianę.
Pielgrzymie, niestrudzenie wędrujący
od człowieka do człowieka,
idę w tłumie Twoich uczniów,
a kiedy dochodzę do Cezarei Filipowej,
słyszę odpowiedź różnych czasów:
prorok
i zbawiciel,
od Boga posłany
i syn Belzebuba,
idealny człowiek
i cudaczek,
Bóg
i ten, którego nie było – mit.”

Chryste – „jesteś Tym, który we mnie jest bardziej mną niż ja sam”.

Teraz jesteśmy na Wzgórzach Golan. Stąd roztacza się wspaniały widok na góry Hermon pokryte śniegiem.

Po drodze mijaliśmy wioskę, w której mieszkają Druzowie (sekta islamu). Mężczyźni noszą charakterystyczne białe czapeczki na głowach, kobiety zaś czarne stroje i duże białe welony owinięte wokół głowy i szyi.

A oto i Kafarnaum.

„Do nieba wraca spóźniona mewa,
Krąży nad pustym dziedzińcem świątyni
I żegna mnie łagodnym krzykiem.
Siedzę na zburzonych schodach
(…)
Synagogi w Kafarnaum”

Nie ma już tego miasta. Pozostały po nim bazaltowe ruiny domostw, a obok nich ruiny pięknej synagogi.

Nawiedzamy kościół – przez szklaną posadzkę widać fragmenty domu św. Piotra.

Tu, w Kafarnaum, Pan Jezus powołał w grono apostołów św. Mateusza.

„Spadł na nich
w jednym zawołaniu: „Pójdźcie za Mną.”
Spadł jednym zdaniem
w ich głowy,
w ich serca,
w ich dusze.
Zawirował im świat.
Podjęli decyzję:
zostawili sieci
i poszli za Nim.
Natychmiast…
nie rozważywszy „za i przeciw”,
nie pytając o warunki,
nie targując się przezornie „za ile”,
nie widząc żadnych korzystnych perspektyw”

Panie Jezu – dziękujemy Ci za wszystkich kapłanów, których postawiłeś i postawisz na naszej drodze, dziś szczególnie za ks. Grzegorza, ks. Krzysztofa i ks. Roberta.

Tabgha – miejsce cudu rozmnożenia chleba i ryb. Upamiętnia je nowoczesny kościół, w którym zachowano stare mozaiki w stylu egipskim. Mozaika przed ołtarzem przedstawiająca dwie ryby i kosz z pięcioma chlebami będzie nam towarzyszyć przez dalszą drogę pielgrzymki w postaci pięknej ceramiki, przywiezionej także, jako pamiątka, do domu.

W Tabgha znajduje się kościół Prymatu Piotra, upamiętniający ukazanie się Jezusa swoim uczniom po Zmartwychwstaniu, tuż nad Jeziorem Galicyjskim. Dźwięczy mi w uszach rozmowa Pana Jezusa z Piotrem, zwłaszcza to pytanie o miłość. Czy ja Cię miłuję, Panie? Pomóż mi, proszę, na tym niższym poziomie, jak Piotr, chociaż Cię tylko kochać…

„Emmanuel mieszka na Taborze”

Jesteśmy na Górze Przemienienia.

„Szukałeś spokojnego kąta na wzniesieniach i wśród gór.
Odchodziłeś od ludzi w krąg ciszy, aby spotkać Ojca”.
Twoi uczniowie, „po przebudzeniu, już w pierwszym błysku świadomości zobaczyli kawałek prawdziwego nieba
Doznali szczęścia, które poraża.
Spotkali radość, która zamyka usta.”

Do pewnego miejsca dojeżdżamy autokarem, potem – busikami. Na samym szczycie znajduje się Bazylika Przemienienia Pańskiego. Wokół piękny ogród i taras widokowy, z którego rozpościera się cudowny widok na dolinę Jezreel – mozaikowy wielobarwny dywan pól o różnych kształtach.
Wracamy.

„Po kładce złożonych rąk jeszcze raz biegnę na górę Tabor”.

Nadchodzi noc. Ostatnie spojrzenie na rozświetlone wzgórza Galilei. Jutro opuścimy to piękne miejsce. Czy jeszcze kiedyś tu powrócę? Na pewno tak, bo

„Zmartwychwstał jużChrystus
Pan mój i Nadzieja,
A miejscem spotkania
Będzie Galilea…”

21.03./czwartek/

Opuszczamy Galileę, kierujemy się powoli w stronę Judei i Jerozolimy.

Przystajemy nad rzeką Jordan, w miejscu niezwykle urokliwym. Jest ciepły przejrzysty poranek.

„Palce Jana były jeszcze lepkie
Od miodu i szarańczy, którą piekł
Nad ogniem
Nad Jordanem
Nad wodą pokuty i chrztu.”

Do tej samej wody wchodzi współczesny Jan Chrzciciel – ks. Krzysztof – i symbolicznie polewa nią nasze pochylone głowy. Odnawiamy przyrzeczenie Chrztu św., modlimy się za naszych rodziców i chrzestnych . Dziękujemy Bogu za dar wiary. Wiary, która wciąż stawia wymagania.

„Nie należy wciąż wierzyć tak samo, mój synu.
Codziennie należy wierzyć inaczej i mądrzej
I codziennie należy zmierzać do Boga
Inną drogą,
Tylko przez siebie samego odkrytą.
Albowiem wiara nie jest sadzonką w Hesebon,
Lecz Jordanem naszego nieustannego stawiania się.
Wiara płynie, mój synu.”

Zmierzamy do Jerycha. Jedziemy przez górzysty skalisty teren. Niższe partie gór lekko zielone, upstrzone biało – czerwonymi drobnymi kamieniami. Stada owiec i pilnujący ich, stojący jak posąg nieruchomo, pasterz. Pewnie ożywi się, gdy trzeba będzie szukać tej zaginionej. Jakże trudne i bezbronne jest życie wśród skał, a jednak – życie …

I oto jesteśmy w Jerychu.

„Może wiesz, gdzie rośnie tamta sykomora, gdzie biegnie droga, którędy przechodził Jezus?”

Stoimy pod starym ogromnym drzewem sykomory. Patrzymy w górę, ale już nie ma tam Zacheusza.

„Zacheuszu,
dlaczego porzuciłeś kolumny liczb,
dlaczego porzuciłeś worki złota bez opieki
i wybiegłeś beztrosko zza stolika poborcy podatników?
(…)
Wiem, że chciałeś Go tylko zobaczyć.
Pół majątku straciłeś natychmiast,
A potem jeszcze te krzywdy…
Straciłeś urobek całego życia.
Taka była cena oglądania Boga.
Cena, aby móc Go przyjąć we własnych progach.
Cena zbawienia.
Cena odnalezienia.”

Ja też jestem Zacheuszem, ty także.

„Zacheuszu,
Chrystus staje pod twoją sykomorą.
Słyszysz, do ciebie mówi!
– Zejdź prędko, albowiem dziś muszę
zatrzymać się w twoim domu.
Potrzeba ci jeszcze tylko prostego gestu,
zejść w zachwycie
i zawołać:
– Panie, potrzebuję Ciebie i Twojego przebaczenia”.

Idziemy na mszę świętą.

Powoli zbliżamy się do Morza Martwego. Po drodze zatrzymujemy się przy Górze Kuszenia.

„Człowiek codziennie wychodzi na pustynię
I nie zna granic tej pustyni.
I codziennie kuszony jest człowiek
I nie zna granic tej pokusy.
I codziennie walczy ze złem,
I nie zna granic tego zła.”

Morze Martwe – rzeczywiście martwe, opierające się o skalną ścianę. Wchodzimy do wody, stopy ślizgają się na wygładzonym błotnym dnie, rozpryskane krople wody osadzają na ustach drobinki soli, a ciała – też jakby „martwe” – bezwolnie unoszą się na powierzchni tego solnego żuru. Jest jakoś tak … smutnie, mimo że mocno grzeje słońce.

Dalej droga prowadzi przez Pustynię Judzką. Ten krajobraz wywiera na mnie niesamowite i chyba na długo niezatarte wrażenie. Gdyby te skały umiały mówić … Ileż rozpadło się imperiów, iluż wielkich tego świata minęło bezpowrotnie, ileż potęg rozbiło się w pył… A one trwają. Gdyby te kamienie mogły wydobyć z siebie głos, śmiałyby się z nas, ludzi początku XXI wieku, którym wydaje się, że są z Bogiem po imieniu, że wszystko mogą, że żyć na tej ziemi będą wiecznie.

Potężna skalista, tajemnicza pustynia i na niej ja – malutki okruch człowieka … Wobec tego obrazu nie przechodzi się obojętnie…

„Późną nocą przybyłem do Bethanii,
Do cierpliwego miasteczka,
Które o tej porze
Spało spokojnie,
Oparte o niebo
Jak błękitny mur.”

Bethania – dom przyjaciół Chrystusa: Marii, Marty i Łazarza. Tu odbyło się namaszczenie Jezusa przed Jego męką, tu zawitał Zmartwychwstały. W kościele – piękne mozaiki nawiązujące do Ewangelii. Modlimy się za naszych przyjaciół.

Bethania – to także cud wskrzeszenia Łazarza:

„Pukam do jaskini,
W której leży Łazarz
A jego ręce związane są opaskami,
A jego głowa jest owinięta w rytualne chusty,
A siostry, oparte o słone niebo,
Płaczą.”

Teraz już kierujemy się do Betlejem. Tu, w hotelu Continental, będziemy gościć przez ostatnie kilka dni naszej pielgrzymki.

Betlejem – „Dom Chleba”. Na terytorium Autonomii Palestyńskiej. Oddzielone murem od Jerozolimy. Z wojskowymi posterunkami z obu stron miasta. „Dom Chleba” – nie czuć tu zapachu chleba; za murami najeżonymi drutem kolczastym, w miejscu, gdzie rozedrgane powietrze drży niepokojem, nienawiścią, lękiem – chleb nie smakuje. Trudno mi pojąć paradoks historii – tu, na tej ziemi gdzie urodził się Bóg i gdzie aniołowie obwieścili pokój ludziom dobrej woli, nie ma spokoju, nie ma pokoju, nie ma ludzi dobrej woli i w „Domu Chleba”nie pachnie chlebem…

22.03.13 /piątek/

Lekko ściśnięte gardło, podwyższony poziom emocji, drżenie serca – jedziemy do Jerozolimy.
Śpiewam bezgłośnie mój ukochany psalm:

„Jerozolimo chwal Pana nad pany,
Ramieniem Jego mur twój opasany,
Górny Syjonie chwal swojego Boga,
Żadna cię przy Nim nie obędzie trwoga.”

Przez Bramę Jafską wchodzimy do Starego Miasta. Wąskie, kamienne uliczki wiją się wśród domostw. Od początku udziela się nam niezwykła, nabrzmiała od znaczeń, atmosfera miasta – wyciszamy się, wchodzimy „w siebie”.

Jesteśmy w dzielnicy chrześcijańskiej, w najważniejszym miejscu spośród wszystkich naszych świątyń – w Bazylice Grobu Bożego. Stajemy w niedużej kolejce, by po chwili znaleźć się we wnętrzu Grobu Chrystusa. Nie ma zbyt wiele czasu, aby zebrać myśli. Dotykam nagrobnego kamienia, ale w uszach natrętnie rozbrzmiewa Alleluja! Chrystus zmartwychwstał! Klęczę potem przed Grobem w bazylice i modlę się:

„Posłuchaj,
który słyszysz wszędzie.
Spraw,
niech serce moje nie stanie się nigdy
kamieniem przywalającym Twój grób.
Spraw
niech miłość moja będzie na tyle silna,
aby mogła przejść przez próg,
za którym wciąż czekasz.”

Idziemy na mszę świętą do kaplicy O. O. Franciszkanów (na terenie bazyliki). Zapadają głęboko w pamięć słowa homilii ks. Krzysztofa, których sens można streścić mniej więcej tak: my – już po zmartwychwstaniu Pana Jezusa – nie musimy czuć się bezbronni, tulić się do Niego – mamy odważnie i śmiało iść przez życie, dawać świadectwo.

Komunia święta pod dwiema postaciami – nie wytrzymuję napięcia, pęka jakaś wewnętrzna tama, łzy ciekną po twarzy, dotykam sercem Boga…
Jesteśmy na Syjonie Chrześcijańskim (poza murami miasta), potem w kaplicy świętej Heleny. Gościmy także w Wieczerniku, miejscu narodzin Kościoła.

„Zostali sami,
Patrząc z uwagą na Męża,
Który zamoczywszy w misie
Kęs przaśnego chleba,
Wyciągnął przed siebie dłoń
I częstował ich,
Każdego z osobna,
Tym niezrozumiałym dla nich pokarmem.
Rabbi rzekł:
„Ten chleb jest moim ciałem. Jedzcie go.
(…)
To wino jest moją krwią. Pijcie je.””

Ta kamienna sala emanuje jakimś smutkiem.

„Jakże mam odnaleźć Wieczernik?
– jak zasiąść wspólnie bez gniewu,
jak drzwi odtworzyć przed Tobą
Chryste – przychodzący bez zastępów
anielskich i bez miecza
jak pielgrzym stąpający boso
jak pasterz bez owiec…”

Udajemy się do dzielnicy żydowskiej, pod Ścianę Płaczu. Modlą się pod nią Żydzi (kobiety mają wydzielony odrębny „kawałek” dla siebie), jest dużo Afrykańczyków, słychać głośne zawodzenie, zwłaszcza kobiet. Szanuję modlitwę innych, ale mam mieszana uczucia, nie najlepiej się czuję w tym miejscu.
/Ks. Krzysztof wyjaśnia, że Żydzi noszą na głowie jermułkę jako znak, że ponad nimi jest jeszcze Ktoś wyżej/.

Od pustyni wieje wiatr, miejscami tworzy się piaskowa zasłona, tańczą w powietrzu drobniutkie kamyczki.

Mamy chwilę na prywatne spotkanie z Jerozolimą.

„Chodzę po ulicach starej Jerozolimy.
Bezzębne mury,
Otulone w liturgiczne chusty,
Zmawiają modlitwy jak starcy,
Którzy odnaleźli w sobie u kresu życia,
Gwiazdę zgubioną w młodości.”

Zakochałam się w kamiennych starych jerozolimskich uliczkach…

Gościmy też w domu rodziców Maryi – Joachima i Anny, obecnie – w kościele św. Anny. W podziemnej kaplicy odnajdujemy upamiętnione miejsce narodzin Matki Jezusa. Niedaleko znajdują się resztki sadzawki Betesda. Do dziś rozbrzmiewa w różnych miejscach świata skarga chorego, którego tutaj uzdrowił Jezus : „Panie, nie mam człowieka…”. Tyle ludzi dokoła, a wciąż nie ma człowieka…

„Jesteśmy rozproszeni
choć w coraz gęstszym tłumie
nie rozumiemy się wzajem
słowa mlemy na otręby
z których niepożywny chleb
naszych pustych godzin
(…)
Modląc się jak jerozolimscy kupcy
przeliczamy zysk wyciągamy procent
z każdego kroku
kierowanego nie ku samym sobie…”

I stało się – tu w Jerozolimie, tak jak 2000 lat temu Chrystus, – rozpoczynamy Drogę Krzyżową.

„Via crucis –
droga w ciemnościach mimo jaskrawego światła dnia.
Na kamieniach szukam śladów tamtych skrwawionych stóp
zadeptane przez pątników.
Słucham opowiadań uliczek, które widziały.
Głuszy je gwar krzykliwego miasta.
Czepiam się linii podchodzących wzgórz.
Nie pamiętają
kładły się wtedy zygzakami na niebie
kreślonymi Jego zmęczeniem.
Objąłbym drzewo krzyża.
Ale święta relikwia rozrosła się przez wieki do wielkości gaju.

Via crucis-
tutaj gdzieś na świętych przystankach
lub pomiędzy nimi
serca nabierają nowego krążenia
oczy blasku”

Nasza Droga Krzyżowa… Rozpoczyna się w dzielnicy muzłumańskiej, dalej biegnie obok łuku Ecce Homo.

„Coraz donośniej biły bębny
Szły szturmowe oddziały, szły powoli pod górę,
Przez Via Dolorosa, w chlamidach
Purpurowych od gniewu i słońca.
Na karkach kołysały się rogate łby.
Szli sędziowie i prokuratorzy,
Szli fałszywi świadkowie,
Krzywoprzysięzcy (…)”

Idziemy i my. Obijamy się o przechodzących uliczkami ludzi, nasza modlitwa miesza się z gwarem sklepików, dokucza nam trochę pustynny wiatr i chłód. Przy stacji IV wchodzimy do kościoła, trwa adoracja – Chrystus w pięknej polskiej monstrancji z bursztynu (Matka Boża Częstochowska zamiast Syna trzyma na ręku Hostię).

Kolejne przystanki, kolejne stacje.

Bazylika Bożego Grobu. Golgota. Stacja XII – Jezus umiera na krzyżu.

„Wszystko gotowe.
Jeszcze spojrzenie w dół, na tych, którzy zostają.
Spojrzenie w górę, na Tego, który czeka.
Z otwartymi ramionami żegnasz ziemię.
I tym samym gestem witasz niebo.”

Kalwaria. Na kolanach, w skupieniu podchodzimy do miejsca, gdzie „Wykonało się”. Srebrna gwiazda z otworem w środku, w którym – włożywszy głębiej rękę – dotykamy skały Golgoty. Tu zatknięty był krzyż, na którym umarł Pan Jezus.

Potem jest jeszcze dłuższa chwila na osobistą adorację.

„Trwam w cieniu Twojego rozpiętego ciała
które jest
moim ubezpieczeniem na wieczność..”

Panie Jezu Chryste

„Twoja droga krzyżowa nie skończyła się.
Idzie daleko poza Jerozolimą w czas i w przestrzeń.
Rozbiega się tuż za bramą Świętego Miasta
we wszystkie strony zamieniając starożytne
uliczki na gościńce i trakty, na polne
drogi i górskie ścieżki…
Od tamtej pory biegnie przez wszystkie
dni i noce nieprzerwanie…”

23.03.13 /sobota/

Od rana jesteśmy w Jerozolimie. Szabat, wyludnione ulice. Świeci słoneczko.

Dzisiejszy szlak pielgrzymkowy rozpoczynamy od Góry Oliwnej. Stąd – cudny, zapierający dech w piersiach widok na miasto. W dole – dolina Jozefata i największy żydowski cmentarz.

W kościele „Pater Noster” odmawiamy modlitwę „Ojcze nasz” – głośno i zdecydowanie brzmią nasze głosy. W otoczeniu świątyni, na kamiennych tablicach, zapisano tekst tej modlitwy w różnych językach, jest i w naszym, polskim.

Niezapomniane wrażenie wywołuje we mnie kolejny kościółek – w kształcie łzy – „Dominus Flevit”. W jego ołtarzu – mozaika i kokosz z kurczętami.

„Jeruzalem, Jeruzalem! (…) Ile razy
chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje
pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście” Łk 13, 34 – 35

Przez duże kute okno kościoła „Dominus Flevit” też widać wspaniałą panoramę Jerozolimy.

Dzisiejsza msza święta „dzieje się” w przyklasztornym ogrodzie, na polu, gdzie rosną drzewa oliwkowe.

Za chwilę znajdziemy się w Ogrodzie Oliwnym, Gethsemanii.

„Gdy smutna stała się Jego dusza aż do śmierci,
Odszedł na rzut kamienia i padł na oblicze
Swoje jak na oblicze światła.
Apostołowie odgrodzili się od Niego
Ścianą snu. O czym śnić mogą ludzie
W tłoczni krwi i potu? O czym?”

Niezwykła w swojej wymowie jest bazylika w Ogrodzie Oliwnym. Prowadzą do niej ozdobne drzwi, których metalowe elementy mają kształt drzew oliwkowych. Mrok wnętrza rozświetlają delikatne promienie światła padające przez witraże oddające wydarzenia ostatnich godzin Chrystusa; tu też witraż „Zdrada Judasza” ofiarowany przez Polaków.

I jeszcze kościół św. Piotra in Gallicantu, z figurami przedstawiającymi scenę wyparcia się Chrystusa przez apostoła.

„Piotrze, kamieniu, patronie zapierających się,
Patronie drżących ze strachu,
Patronie przeczących,
Patronie uciekających
(…)
Módl się za nasze tchórzostwo.”

Po południu jesteśmy w Betlejem. Wracamy do „Początku”.

W grocie na „Polu Pasterzy” śpiewamy kolędy, w Grocie Mlecznej słuchamy legendy z nią związanej, modlimy się za matki szczęśliwe macierzyństwem i te, które o tę łaskę proszą.

Wchodzimy do Bazyliki Bożego Narodzenia. Potężne wnętrze, rzędy kolumn, robiące wrażenie zabytkowe prawosławne lampy oliwne. Czekamy w kolejce, aby zejść do Groty Narodzenia. Oto i ona. We wnęce pod ołtarzem umieszczona jest czternastoramienna srebrna gwiazda: „Tu narodził się Chrystus, który jest Światłością świata”. Całujemy to miejsce ze wzruszeniem.

„Gdy wstąpili w jaskinię,
W werset Micheasza,
Marya powiła Syna
I położyła Go ostrożnie na sianie
Jak kruche szkło.”
I Słowo Ciałem się stało…

24. 03. 13 /niedziela/

Niedziela Palmowa. Niedziela Męki Pańskiej. A my w tym dniu w Jerozolimie. Chwilami aż trudno w to uwierzyć…
O godzinie 900 uczestniczymy w Mszy św. u Sióstr Elżbietanek, w Domu Polskim, w dzielnicy ortodoksyjnych Żydów.
Kaplica. Przez okno wpadają ciepłe promienie słońca (to naturalne misterium światła, prawie w każdy dzień, w osobliwy sposób dopełnia nasze pielgrzymowanie śladami Chrystusa).

Ewangelia – czytanie Męki Pańskiej. A my już o wiele bogatsi, rozumniejsi, w wielu miejscach byliśmy … klękaliśmy… wiemy…

Jakoś też trochę ciężko, wszak to ostatnie chwile w Ziemi Świętej. Niby nadmiar wrażeń, przeżyć i doznań, a zarazem jakby jakiś niedosyt duszy…

Komunia święta pod dwiema Postaciami. I znowu coś w środku pęka, wzruszenie ściska gardło, po twarzy płyną łzy…

„Panie, nie jestem godzien…”

Teraz jeszcze chwila na bardzo osobiste i ostatnie już spotkanie z Jerozolimą.

O godzinie 14.30 wyruszamy z Bethfage w procesji Niedzieli Palmowej.

Kilkutyesięczny wielobarwny i wielonarodowościowy tłum, z palmami i gałązkami oliwnymi w ręku. Przy akompaniamencie muzyki orkiestr, kapeli, ze śpiewem na ustach powoli posuwamy się wąską uliczką do Jerozolimy, do kościoła św. Anny na Starym Mieście. Chrześcijanie wielbią Boga, który 2000 lat temu na osiołku, w podobnej atmosferze radości i euforii, wjeżdżał przez Bramę Złotę do Jerozolimy. „Hosanna na wysokości! Błogosławiony, który idziesz w Imię Pańskie…”

Nad nami, przez cały czas trwania procesji, krąży izraelski wojskowy helikopter…

Już naprawdę po raz ostatni przemierzamy kręte uliczki Jerozolimy, idziemy jeszcze raz przez Via Dolorosa, wychodzimy przez Bramę Jafską. Zataczamy krąg.
Trzeba trochę czasu, aby to, co przywieźliśmy z tej jedynej w swoim rodzaju Pielgrzymki do Ziemi Świętej w sercu, w głowie, w duszy – poukładać, uporządkować, odtworzyć, przełożyć na swoje życie. Jedno wiem- to był błogosławiony czas dotykania Boga i osobistych z Nim spotkań. Czas ogromnej Łaski.

Śpiewając dziękczynne „Te Deum”, serdecznie dziękuję także ludziom, dzięki którym mogłam przeżyć te osiem dni w Ojczyźnie Boga: Księżom– Grzegorzowi i Robertowi, ks. Krzysztofowi – za Jego wspaniałą wiedzę, ale przede wszystkim za niespotykaną pokorę, wrażliwość i takt, siostrze Krystynie, Bernadetce – mojemu dobremu duchowi (nie tylko na Pielgrzymce), Przyjaciołom – Zosi i Krzysztofowi za wspólne wieczory, wymianę myśli, wszystkim Uczestnikom pielgrzymkowej Wspólnoty za to, że było pięknie, normalnie i za to, że na tej Pielgrzymce forma nie przerosła treści, za ciepło i serdeczność, Bóg zapłać i – da Bóg – może do zobaczenia?

Pamiętacie? „Pielgrzymka dopiero się zaczyna…”

/Halina Kasprzyk/

/We wspomnieniach wykorzystano fragmenty tekstów C. K. Norwida, R. Brandstaettera, ks. W. A. Niewęgłowskiego, Biblii./


Program Pielgrzymki do Ziemi Świętej

18 – 25 marca 2013 r.

 

18 marca (poniedziałek) – przelot z Warszawy (godz. 10.25) do Tel Avivu, przejazd do Tyberiady, nocleg w Tyberiadzie

19 marca (wtorek) – Cezarea Nadmorska, Hajfa, Nazaret, Kana Gelilejska

20 marca (środa) – Kafarnaum, Tabgha (Kościół Prymatu), Góra Błogosławieństw, Cezarea Filipowa, rejs łodzią po Jeziorze Galilejskim

21 marca (czwartek) – Góra Tabor, Jerycho, Morze Martwe, Betania, nocleg w Betlejem

22 marca (piątek) – Droga Krzyżowa, Bazylika Grobu, dzielnica żydowska, ściana płaczu, Kościół św. Anny, Ecce Homo

23 marca (sobota) – Góra Oliwna, Meczet Wniebowstąpienia, Kościół Pater Noster, panorama, Kaplica Dominus Flevit, Bazylika Narodów w Ogrodzie Getsemani, Grób Matki Bożej, Kościół Galicantu, Kościół Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny (Dormitio), Bazylika Narodzenia w Betlejem, Pole Pasterzy

24 marca (niedziela) – udział w procesji Niedzieli Palmowej, po niej czas wolny w Jerozolimie

25 marca (poniedziałek) – 1.30 w nocy – wyjazd na lotnisko, 6.00 – wylot do Warszawy (przylot 9.15)

 

Zobacz fotorelację z pielgrzymki do Ziemi Świętej (2009 r.)

O autorze


© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.

Szanujemy Twoją prywatność.