Pajęczyna sekt ekonomicznych

Autor | Dodano komentarze 44
Kategorie: 2007 nr 3-4, Biuletyn TALENT, Etyka biznesu | Tagi: , , , ,

Podejmując tematykę sekt, już na samym początku należy podkreślić, że wbrew opinii niektórych, iż do sekt trafiają jedynie osoby słabe, z marginesu lub „nieudacznicy życiowy”, zagrożeniem dla zdrowia i życia jednostki może stać się każda grupa, która stosuje na tyle skuteczne metody psychomanipulacyjne, że potrafi wciągnąć w swoje szeregi nawet największych sceptyków – przekonanych, że ich nikt nie jest w stanie zmanipulować i zwerbować. Wiele bowiem grup destrukcyjnych kamufluje się – działa jako stowarzyszenia, fundacje, kluby czy centra kształcenia (edukacyjne). Często, by pozbyć się złej opinii, która w powszechnym odbiorze towarzyszy tym grupom, zmieniają one swoje nazwy lub działają pod szyldem różnych organizacji fasadowych. Ciągle też powstaje wiele nowych grup tego typu, które oferują ludziom najróżniejsze wizje szczęścia i zbawienia. Cechą wspólną wszystkich grup destrukcyjnych jest fakt ukrywania przez nie celów i metod swej prawdziwej działalności.

Agitatorzy sekt

odnoszą duże sukcesy głównie dlatego, że potrafią bardzo szybko zinterpretować zachowanie osoby werbowanej i dobrze wiedzą, w jaki sposób ją przekonać, oferując to, czego pragnie najbardziej, w sposób maksymalnie zachęcający i pociągający, rozbudzając przy tym nadzieje i pragnienia. Są gotowi zrobić wszystko, byle tylko wciągnąć do grupy nowych adeptów. Werbujący są bowiem wyspecjalizowani i dobrze przygotowani – mają opracowane zaczepki, tematy do rozmowy oraz gotowe odpowiedzi na ewentualne pytania i wątpliwości.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że sekty „urabiają” swoich adeptów wyłącznie za pomocą słowa mówionego, tymczasem istnieje cały szereg pobocznych działań, które sprawiają, że człowiek staje się bardziej podatny na ich propozycję. Trzeba przy tym jasno podkreślić, że nie ma osób odpornych na werbunek – w każdym tkwią pewne potrzeby, które sekta może odnaleźć i próbować wykorzystać do własnych celów. Istotnym elementem powodującym, że oddziaływanie sekty na psychikę osoby jest tak skuteczne, jest zaangażowanie emocjonalne człowieka. Zaczyna się zazwyczaj od zachwytu nad czymś, potem trudno jest z tego zrezygnować, zatem człowiek zaczyna wmawiać sobie, że wszystko jest w najlepszym porządku. Okłamuje on sam siebie, by ukryć przed sobą fakt, że ten entuzjazm był niezupełnie uzasadniony, a przez to dalej angażuje się w działania grupy, brnie w uzależnienie od niej.

Pojęcie „sekta”

Warto także choć chwilę poświęcić przedstawieniu krótkiej definicji pojęcia „sekta”, gdyż to od razu ustawia we właściwej perspektywie nasze dalsze rozważania. „Za sektę można uznać każdą grupę, która posiadając silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków; która narusza podstawowe prawa człowieka i zasady współżycia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny”1.

Warto zauważyć, że w ujęciu tym nie ma żadnych odniesień religijnych – to bardzo ważne stwierdzenie, gdyż w potocznym rozumieniu słowo „sekta” kojarzy się głównie z działalnością religijną. A przecież oprócz sekt religijnych możemy spotkać także grupy ekonomiczne, edukacyjne czy terapeutyczne. Ograniczenie działalności sekt jedynie do sfery religijnej jest poważnym błędem, który może uśpić naszą czujność, a przez to narazić nas na poważne niebezpieczeństwa ze strony sekt destrukcyjnych.

Od dłuższego czasu zaobserwowano wzrost aktywności i działalności różnego rodzaju firm akwizycyjnych czy też sprzedaży bezpośredniej, które stosują klasyczne metody uwiedzenia i kontroli umysłu (psychomanipulacji) charakterystyczne dla sekt destrukcyjnych. Sposoby pozyskiwania nowych uczestników do tych gigantycznych finansowych szkół sukcesu przypominają bardzo metody werbowania nowych członków sekt. Pojawiające się w Polsce tego rodzaju firmy (których jest bardzo dużo i różnią się w niektórych punktach) wprowadzają styl życia oparty na kulturze konsumpcyjnej. Ów styl życia tworzy nowego człowieka, człowieka sukcesu o swoistym sposobie myślenia i działania.

Czym zatem jest

„sekta ekonomiczna”?

Pajęczyna sekt ekonomicznychTo grupa głosząca teologię sukcesu, odwołująca się do ludzkiej chęć posiadania, rozbudzająca nadzieję na potencjalny sukces życiowy czy uzyskanie niebotycznych korzyści finansowych przy niewielkim nakładzie sił i środków. Są to zazwyczaj prowadzące działalność rynkową potężne konsorcja finansowe o charakterze wielopoziomowym („multilevel-marketing” lub „network-marketing”). Niektóre z nich mogą, choć nie jest to wymóg formalny, posiadać charakter piramidalny, gdzie pieniądze są gromadzone za „zapisanie się” do tego „systemu”, zaś zarabianie (bogacenie się) polega na zapraszaniu (werbowaniu) innych, którzy później zrobią to samo, tzn. wprowadzą do grupy („systemu”) innych.

Firmy działające w systemie piramidy nazywają swoją działalność „grą” lub „wspólnotą interesów”. Uczestnik, chcąc wejść do „programu” („systemu”), musi wpłacić pewną sumę pieniędzy (najczęściej dużą kwotę). Chcąc ją odzyskać, musi znaleźć następnych chętnych, gotowych wpłacić identyczne kwoty. Za wciągniętą osobę zapraszający do „systemu” dystrybutor otrzymuje „premię” z pieniędzy, które wpłacił nowo wstępujący.

Każda z nowo wciągniętych osób musi oczywiście znaleźć kolejnych chętnych (by samemu zarobić) i w ten sposób tworzy się piramida finansowa złożona z wielu osób zaangażowanych w tę „grę”. Każdemu, kto sprzedaje produkty „firmy”, w gruncie rzeczy nie chodzi o to, ile sam sprzeda produktów, ale czy uda mu się zwerbować pożądaną ilość ludzi do „systemu”, aby samemu w ten sposób zarobić – odzyskać zainwestowane fundusze. W praktyce w tym „systemie” największy zysk przypada w udziale organizatorom owej piramidy, zaś najbardziej tracą ci, którzy przystępują do gry jako ostatni. Systemy prawne różnych krajów niejednoznacznie oceniają to zjawisko. W niektórych państwach europejskich piramidy finansowe są zakazane2.

„Marketing sieciowy”

(„direct sales” – sprzedaż bezpośrednia) to, najogólniej mówiąc, sprzedanie produktu lub usługi przez producenta konsumentowi poprzez powiązaną ze sobą grupę dystrybutorów danej firmy. Towary proponowane przez dystrybutorów nie są ogólnodostępne i najczęściej są bardzo dobrej jakości, choć dodać należy, że bardzo drogie, a w związku z tym trudne do rozprowadzenia. Asortyment produktów jest bardzo szeroki, gdyż firmy sprzedają niemal wszystko, co człowiek potrzebuje. Gdyby dystrybutor chciał ograniczyć się jedynie do sprzedawania towarów firmy, zarobiłby niewiele – firma bowiem nie płaci za rozprowadzanie swoich produktów, a zysk, jaki osiągnie dystrybutor, jest jedynie różnicą między ceną hurtową towaru a ceną jego sprzedaży3. Towary rozprowadzane są zazwyczaj głównie wśród znajomych, krewnych i sąsiadów. Bardzo ważną rolę odgrywa tu osobisty kontakt z klientem – sprzedaż odbywa się zwykle w miłej i przyjacielskiej atmosferze (w warunkach kameralnych), połączona z odpowiednio przygotowaną prezentacją.

Cała idea tego biznesu polega na tym, że wszyscy dystrybutorzy używają produktów jednej firmy. Dystrybutor sam niczego nie produkuje, to firma, którą reprezentuje, decyduje o wszystkim: cenach detalicznych i hurtowych, wysokości premii, asortymencie i o wszystkich innych sprawach. Dystrybutor decyduje jedynie o sprawach kupna-sprzedaży i sposobów agitacji. Posługuje się on wyuczonymi metodami socjotechnicznymi, które pozwalają mu umiejętnie wpływać na rozmówców, tak aby ci w rezultacie podjęli decyzję zgodną z jego zamierzeniami i nabyli proponowany (reklamowany) produkt.

Jedną z takich metod jest nieujawnianie od razu nazwy firmy. Zostaje ona podana dopiero po dłuższym czasie od rozpoczęcie prelekcji. Ten czas jest przeznaczony właśnie na zaszczepienie w rozmówcy żądzy sukcesu i pragnienia zarobienia dużej ilości pieniędzy, na związanie emocjonalnie werbowanego z działaniami firmy i na włączenie u niego myślenia życzeniowego (rozbudzenia oczekiwań i marzeń).

Słuchaczom wmawia się, iż są godni lepszego życia niż dotychczasowe – „I Ty możesz być bogaty!”. Aby wszystko uległo zmianie, wystarczy chcieć i odważyć się zrealizować swoje najskrytsze marzenia. Przy tym sugeruje się, że pierwszym i najważniejszym krokiem jest określenie swoich pragnień, nawet tych, które wydają się teraz nieosiągalne. W dalszej kolejności dystrybutor podaje sposoby osiągania owych marzeń. Dotyczą one dwóch dziedzin działalności dystrybutorskiej: budowania sieci w połączeniu ze sprzedażą oraz swoiście pojętej pracy nad sobą – rozwijania własnego potencjału.

Zasadniczym elementem jest „pozytywne myślenie” (chodzi o to, aby przez umysł nie przebiegały żadne negatywne myśli). Dochodzi nawet do tego, że poważnie traktujący swój biznes dystrybutorzy nie oglądają telewizji, nie czytają gazet, twierdząc, iż media przesiąknięte są negatywnymi myślami, które zawsze wpływają ujemnie na odbiorców. Osobom, które nie osiągają w firmie sukcesów, zarzuca się, iż sami są sobie winni, gdyż albo niedostatecznie się przykładali, albo niewłaściwie realizowali wskazania liderów. Według liderów brak osiągnięć w biznesie zawsze związany jest z negatywnym myśleniem. I odwrotnie, sukces osiągnie się wówczas, gdy będzie się w to mocno wierzyło.

Każdy wchodzący do „systemu” uczony jest pewnych technik mających zapewnić powodzenie we wszystkich dziedzinach życia. Należy przede wszystkim wyznaczyć sobie dokładnie cel materialny i niematerialny oraz określić konkretną datę osiągnięcia go. Cele te, wypisane na kartkach lub w formie ilustracji, muszą być umieszczone w widocznych miejscach w domu (w łazience, w kuchni, nad łóżkiem, przy biurku). „Zachęcano nas, abyśmy mieli wygórowane marzenia, bo one są najlepszą motywacją do pracy w tym biznesie. Ja również wypisałam sobie swoje cele. Czytałam je rano i wieczorem, przed modlitwą albo po modlitwie, a potem zamiast niej”4. Oprócz tego należy jak najczęściej w ciągu dnia głośno powtarzać wybrane życzenie. Trzeba przy tym mocno wierzyć, że zostanie ono zrealizowane.

Takie głośne powtarzanie zdań z zawartym w nich pragnieniem jest znaną techniką afirmacji. Wiąże się ona ściśle z inną techniką – wizualizacją, która polega na posługiwaniu się pozytywnymi wyobrażeniami wzrokowymi lub umysłowymi do osiągnięcia zamierzonych celów. Zwolennicy tych technik uczą, że przy wykorzystaniu mocy umysłu można tworzyć rzeczywistość taką, jaką się chce. Podstawą więc osiągania sukcesu w firmach „marketingu sieciowego” jest wiara w moc umysłu. U podstaw tej wiary leży przekonanie o nieograniczonym potencjale ludzkim. Techniki te są szeroko propagowane przez ruch New Age, którego filozofia w wielu przypadkach wiąże się z okultyzmem. Lektury zalecane dystrybutorom to przede wszystkim pozycje, w których bardzo wyraźnie forsowana jest ideologia New Age, choć sama ta nazwa nigdzie nie jest podawana.

„Network marketing” uważany jest za system XXI wieku. Chociaż „multilevelmarketingowy” sposób sprzedaży jest prezentowany jako najefektywniejszy, aż 70 procent produkcji rocznej tych firm zużytkowują sami dystrybutorzy. Powodem tego jest przede wszystkim niezmieniająca się zasada, że każdy dystrybutor musi być użytkownikiem tego, co sam sprzedaje – przez co sami wpadają w długi wobec grupy, a przez to jeszcze bardziej są z nią związani.

Należy więc zastanowić się, na czym polega

„biznes” w sieciach marketingowych.

Otóż, jeśli dystrybutor chce osiągnąć sukces, pracując w firmie, musi zacząć tworzyć i nieustannie rozwijać własną sieć dystrybucji, tzn. wprowadzić do „systemu” nowe osoby i przeszkolić je tak, aby zechciały włączyć się w działania firmy, tworząc dalsze struktury sieci poprzez wprowadzenie kolejnych chętnych. Im większą grupę zwerbuje taki dystrybutor, tym większe obroty osiągnie jego sieć i tym wyższą prowizję otrzyma on sam. Zatem zarobki dystrybutora zależą nie tyle od sprzedaży artykułów, ile od rozbudowy sieci. W związku z tym pracownicy sieci, chcąc osiągnąć sukces, muszą poznać skuteczne metody werbowania nowych członków. Tym celom służy uczestnictwo w różnego rodzaju seminariach, zebraniach, warsztatach czy konwencjach. Za udział w szkoleniach muszą oczywiście zapłacić z własnej kieszeni i nazywa się to zazwyczaj inwestowaniem w siebie.

Innymi formami dokształcania są książki i kasety (mówi się, że ambitny dystrybutor powinien kupić jedną kasetę tygodniowo). Są to materiały typu motywacyjnego. Zaleca się korzystanie z nich wielokrotnie w ciągu dnia. Na kasetach nagrane są publiczne wystąpienia osób, którym powiodło się w tym biznesie – liderów. Ich wypowiedzi mają na celu rozbudzenie w słuchaczu pragnienia osiągnięcia sukcesu (oddziaływanie na emocje słuchającego). W ten sposób dystrybutor ulega w mniejszym lub większym stopniu swoistemu programowaniu, które w rezultacie wpływa na zmianę sposobu myślenia i działania5.

Ważnym elementem szkolenia dystrybutorów wielu firm „network marketingu” są specyficzne spotkania gromadzące niejednokrotnie kilka tysięcy uczestników6. Są one bardzo dokładnie wyreżyserowane i zawierają liczne elementy oddziałujące bardzo silnie na psychikę – emocje uczestnika (bodźce wzrokowe: efekty laserowe, ukazujące się na wielkich ekranach twarze najbardziej zasłużonych dystrybutorów; bodźce słuchowe: fanfary, bębny czy chóry). Wszystko to sprzyja powstawaniu atmosfery zbiorowej euforii, pod której wpływem łatwo przyswaja się prezentowane treści. „Sukces” – słowoklucz (pojawia się w czasie takich spotkań bardzo często, niektórzy policzyli nawet, że co cztery minuty7 – ma ono być bowiem mocno zakodowane w świadomości obecnych) to fundament, na którym buduje się własny biznes w sieci. Ma ono szczególny związek z osiągnięciem dobrobytu materialnego, choć nie tylko. Wszystkie techniki stosowane podczas takich spotkań mają charakter manipulacyjny. Celem ich jest zmiana sposobu myślenia i działania, a przez to stworzenie człowieka sukcesu, jeszcze większe związanie osoby z firmą czy grupą, a także rozbudzenie „żądzy pieniądza”. Ale o tym już następnym razem.

1 Por. Międzyresortowy Zespół do Spraw Nowych Ruchów Religijnych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Rzeczpospolitej Polskiej, Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce, red. K. Wiktor, G. Mikrut, Warszawa 2000, s. 16-17.
2 Por. A. K. Wróblewski, Międzynarodówka piramid, „Polityka” nr 6/1997, s. 34-35; por. A. Marszałek, M. Bos-Karczewska, S. Wikariak, Titan, Skyline, Vanilla i ich polscy naśladowcy, „Rzeczpospolita” nr 90/1997, 17 IV, s. 4.
3 Por. L. Kraskowski, Z życia diamentów, „Życie” nr 32/1996, 5 XI, s. 10-11.
4 Por. Amway – budowniczowie snów, Kraków, Wyd. Rhema, [b.r.w], s. 35.
5 Por. A. Zielińska, I ty zostaniesz milionerem, „Kurier Poranny” nr 171/1995, 28-30 VII, s. 3, 6; por. Amway…, dz. cyt., s. 3-4; por. W. Szymczyk, Klamka od limuzyny, „Gazeta Wyborcza” nr 168/1994, 21 VII, s. 10.
6 Por. L. Kraskowski, Z życia diamentów, art. cyt., s. 10.
7 Por. M. Szczygieł, Zabierz nas do diamentu, „Gazeta Wyborcza Magazyn” nr 5/1996, s. 6.

Podziel się:

O autorze



komentarze 44

  1. ()

    Artykuł napisany został ponad 2 lata temu a nie widzę tutaj żadnych komentarzy. Czyżby kościelna cenzura nie pozwalała wypowiadać swojego zdania?

  2. ()

    -> Stanisław Tylenda
    Nie, nie ma cenzury, choć dyskusje są moderowane, aby zapewnić wysoki poziom merytoryczny wypowiedzi i nie dopuścić do obrażania kogokolwiek. Artykuł pochodzi z biuletynu z 2007 roku, ale serwis w tej postaci tj. z możliwością zamieszczania komentarzy funkcjonuje od niedawna.

  3. ()

    Panie ”x.P” Network Marketing to branża, która w większości krajów świata obecnie uważana jest za pokaźną gałąź gospodarki. Ta właśnie branża generuje obecnie na świecie blisko 100 miliardów dolarów rocznego obrotu. Network Marketingiem zajmuje się na świecie prawie 50 milionów ludzi, z czego 1/4 traktuje tą działalność, jako jedyne źródło utrzymania.
    Drogi Panie czy twierdzi Pan, że ci wszyscy ludzie to jakaś sekta?

    Autor tego tekstu zrzucił tu wszystko do jednej „beczki” – sekty, piramidy, sprzedawców bezpośrednich i prawdziwych Networków.
    Sądząc po treści i sformułowaniach, jakie są przedstawione w tym artykule osoba pisząca miała jakieś własne doświadczenia z tym związane, ale jak mi się wydaje pewnie w skutek niepowodzeń i własnych błędów postanowiła tym artykułem zadość uczynić własnej bezradności.

    Ogólnie mówiąc cały ten artykuł nawet mi się podoba, jest w nim poruszonych wiele ciekawych tematów z dziedziny rekrutacji, psychologii i budowania własnej wiary. Wiele technik rekrutacyjnych i budowania biznesu jest tam nieźle opisana i ogólnie stosowana w Marketingu Sieciowym. Powiem więcej większość tych reguł i działań stosuje się także i w biznesie tradycyjnym, bo przecież nie ważne co robimy i w jakiej branży działamy, jeśli nie mamy wiary w to co robimy to marnie nam będzie to wychodzić.

    Ludzie w biznesie tradycyjnym dzielą się na dwie grupy, pracodawców i pracowników.
    Pracodawca to człowiek, który między innymi dzięki swojej wierze w to, że może być czymś więcej niż zwykłym pracownikiem na etacie założył swój biznes i stał się pracodawcą.
    Pracownik to człowiek, któremu z reguły brak takiej wiary, wiary że on także może być kimś innym niż jest.
    W MLM nie ma pracowników ani pracodawców są tylko partnerzy i wspólnicy.
    Network Marketing polega na współpracy, ciągłej edukacji i zdobywaniu wiedzy, tyle że trochę innej niż uczą nas w szkołach. Uczy nas wiary w siebie i w swoje możliwości, pokazuje jak dzięki pomaganiu innym pomagamy sobie.
    W przeciwieństwie do tradycyjnej pracy na etacie gdzie regułą jest, że aby ktoś awansował to ktoś musi spaść z tego stołka w Marketingu Sieciowym jest dokładnie odwrotnie, jeśli ja chcę awansować i lepiej zarabiać to zmuszony jestem, aby pomóc swoim partnerom, aby oni także lepiej zarabiali.
    Tu jest cały sekret i wyższość tej branży nad tradycyjnym sposobem biznesu.

    Jak mówi stare przysłowie „Wiara góry przenosi” i właśnie to przysłowie jest myślą przewodnią każdego dobrego Networka. Czy to źle?

  4. ()

    Bardzo mi przykro, ale po przeczytaniu tego artykułu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jego Autor kilkakrotnie dopuścił się wprowadzenia Czytelników w błąd. Rozumiem, że tekst powstał 1 grudnia 2007, a najświeższe źródło bibliograficzne pochodzi z 2000 roku. Niemniej Administrator Portalu powinien zapoznać się z faktami i dokonać poprawek lub usunąć tekst.
    Szczęść Boże,
    Anna Pfutzner-Kopcińska

  5. ()

    -> Anna Pfutzner-Kopcińska

    „Administrator Portalu powinien zapoznać się z faktami i dokonać poprawek lub usunąć tekst.”

    Ale to by była cenzura! A jak już wyjaśniałem Panu Stanisławowi, tu nie ma „kościelnej cenzury”. Myślę, że właściwszą metodą – do czego też Panią zachęcam – jest dyskusja z faktami i przedstawienie innych źródeł.

  6. ()

    Panie „xP” chce Pan faktów, proszę bardzo.
    Nie wiem czy Pan wie, jest taki magazyn – Network Magazyn, zapraszam do lektury, tam znajdzie Pan fakty i mity – http://www.networkmagazyn.pl

    Może idę na łatwiznę odsyłając Pana do samodzielnego zapoznania się z faktami, ale zabrakłoby tu miejsca gdybym je tu zaczął wszystkie wymieniać i omawiać.

    Nie zamierzam tutaj wysławiać całego MLM i twierdzić, że wszystko w tej branży jest w należytym porządku, bo przecież wszędzie zdarzają się „czarne owce”, ale znaczna większość ludzi, która działa w Network Marketingu znalazła się w nim z powodu tego, że odkryła w nim dużo lepszą metodę zarabiania pieniędzy niż oferuje nam tradycyjny rynek.
    Nikt ich tam na siłę nie wciągnął i nie robił wody z mózgu, to oni sami zrozumieli, że mogą w tej branży dużo więcej osiągnąć nie tylko w sferze finansowej, ale i psychicznej (duchowej).
    Takim przykładem jestem ja sam. Przez 20 lat prowadziłem własną firmę i wydawałoby się powinienem być zadowolony, ale tak nie było, bo bycie przedsiębiorcą to tylko pozornie jest przyjemne w rzeczywistości jest całkiem inaczej. Tradycyjny biznes to ciągła nerwówka i stres, walka z konkurencją, biurokracja itp.
    Do Marketingu Sieciowego wszedłem na skutek własnej przemyślanej decyzji, bo odkryłem, że ta branża to najbardziej sprawiedliwy biznes na świecie.

    MLM tak jak każda inna branża to ludzie i to jak postrzegany jest MLM zależy tylko od ludzi jacy w nim działają. W historii Marketingu Sieciowego było wiele przykładów i działać zbliżonych do sekciarskich manipulacji, nie będę temu zaprzeczał, ale to nie jest cały MLM, nie można wszystkich razem szufladkować i twierdzić, że cały Marketing Sieciowy opiera się na otumanianiu ludzi i wciąganiu ich do sekty.
    Takie traktowanie sprawy to nic innego jak kamienowanie bogu ducha winnych i uczciwych ludzi, nie wygląda mi to na „duszpasterstwo przedsiębiorców i pracodawców” wręcz przeciwnie.

    Według mnie autor tego tekst nie ma pełnej wiedzy w temacie, który porusza a wiec nie powinien się na ten temat wypowiadać.
    Powstaje tu pytanie, czemu ten artykuł ma służyć? Czy po to, aby wypaczyć czyjeś spojrzenie na sprawę innych metod zarabiania pieniędzy niż tradycyjne?

  7. ()

    Widzę, że artykuł księdza Andrzeja Wołpiuka zaczyna spełniać swoje zadanie – prowokuje do dyskusji.

    Można by zarzucać księdzu, że nie zna tematu, myślę, że warto jednak pamiętać, że ksiądz jest osobą, która w zasadzie codziennie spotyka się z ludźmi z różnymi problemami i wątpliwościami dotyczącymi większości dziedzin życia ludzi wierzących. Więc choć być może nie dotyka tematu własnoręcznie testując go na sobie, to jednak ma zwykle dość szeroki zakres widzenia i rozeznania danego tematu.

    Jeśli o mnie chodzi, to temat MLMu jest mi dość bliski, współpracowałem z dwiema firmami i wiele kolejnych poznałem „obracając się” w branży.

    Coś co mnie zastanowiło, po pewnym czasie, to fakt, że zwykle większość z osób trafiających w jakiś sposób na MLM w swoim życiu, wybiera jedną z dwóch dróg:
    1. rezygnacja ze współpracy
    2. zawierzenie swojemu sponsorowi i sobie samemu, że ten sukces się musi udać

    Po obserwacji pracy wielu ludzi w MLMie doszedłem do wniosku, że MLM nie jest dla wszystkich. A przede wszystkim nie jest dla wierzącego katolika.

    Dlaczego? Ano dlatego, że jeżeli postanawiam zawierzyć sobie i swoim siłom, to tak naprawdę spycham Pana Boga na dalszy plan i zaczynam brnąć w MLM, zamiast się w nim rozwijać.

    A co dzieje się, kiedy jednak nie zawierzam tylko sobie, a idę przede wszystkim z Panem Bogiem w MLM? Z mojego doświadczenia i obserwacji kilku MLMów wygląda, że to niewykonalne. Pan Bóg dając nam jakieś zadanie do wykonania zawsze daje nam wolną wolę. W MLMie wolna wola jest w pewien sposób zakłócona przez:
    – ciśnienie ze strony Sponsora, któremu zależy na budowaniu grupy, żeby z każdego uzestnika systemu mieć swój procencik
    – żądzę pieniądza, podsycaną wieloma szkoleniami i spotkaniami biznesowymi ze współpartnerami w MLMie
    – w dalszych etapach, przez procenty otrzymywane z własnej grupy współpartnerów

    Jeśli ktoś uważa, że nadal ma wolną wolę w momencie jeśli jego biznes w MLMie się rozwija, to mam proste pytanie: czy mógłbyś zostawić w tej chwili MLM, gdybyś rozeznał, że Pan Bóg obrał dla Ciebie jednak inną drogę?

    Uważam, że MLM to system zniewalający, w związku z tym nie polecam go wierzącemu katolikowi.

    Mam świadomość, że podchodzę do tematu nieco subiektywnie, aczkolwiek starając się najbardziej obiektywnie jak się tylko da, korzystając z doświadczenia i obserwacji kilkudziesięciu osób pracujących w strukturach MLM.

    Pozdrawiam serdecznie

    Dariusz Bogacki

  8. ()

    Panie Dariuszu widzę, że jednak Pana wiedza w temacie MLM jest także nie pełna, powiem także dosadniej, bardzo mała.
    Idea Marketingu Sieciowego opiera się na pomaganiu ludziom a nie na wywieraniu na nich wpływu.
    Tak jak pisałem wcześniej wszędzie zdarzają się „czarne owce”, ale to my sami dokonujemy wyboru, kogo wybieramy na sponsora i z jaka firmą chcemy współpracować.
    Działam w MLM już wiele lat i z nie jedną firmą miałem do czynienia, ale to, z kim obecnie współpracuje i w jakim gronie ludzi się obracam jest moją osobistą decyzją. Nikt na mnie nigdy nie wywierał żadnej presji i nie próbował mi narzucić swoich wymagań. Oczywiście MLM to jest pewien system działania, który musi być w pełni wykonywany i powielany przez grupę ludzi, ale tylko dla tego, że są to metody sprawdzone i dające pewność, że działają. System jednak jest to tylko jedynie schemat działania, który pozwala na indywidualne metody wprowadzania go w życie.

    Tak ma Pan rację MLM nie jest dla wszystkich tak samo jak bycie murarzem, rolnikiem, pilotem czy naukowcem. Nie ma na świecie takiego zawodu czy zajęcia, które mogliby wykonywać wszyscy to i bardzo dobrze, bo dla tego mamy tyle branż i zawodów. Jak by wyglądał świat jak by wszyscy byli w MLM? Kto by budował domy, kto by produkował żywność, itd?
    MLM jest dla ludzi, którzy widzą w nim swoją szansę i możliwości na spełnienie swoich potrzeb.

    Nie zgodzę się także z Panem, że MLM nie jest dla wierzącego katolika, wiara w Boga w niczym tu nie przeszkadza, wręcz przeciwnie jest tu niezmiernie pomocna i potrzebna. To, co mówi się w Marketingu Sieciowym na szkoleniach o zdobywaniu własnej wiary w słuszność tego, czym się zajmujemy to nic innego jak tylko potwierdzenie tego, co naucza kościół. Czyż nie prawdą jest, że każdy z nas dostał jakiś talent od Boga, który powinien w pełni wykorzystywać i pomnażać jego owoce? Czy aby wykorzystać te talenty nie powinniśmy mieć właśnie głębokiej wiary w to, co robimy? Wiara w siebie i w swoje siły to nie spychanie Boga na dalszy plan to według mnie działanie zgodne z prawami danymi nam właśnie przez Boga.
    Wystarczy przypomnieć tu sobie wielkich ludzi tego świata i ich działania, które doprowadziły do tego, że dziś nie tkwimy dalej w epoce kamienia łupanego. Nie będę tu przytaczał wszystkich nazwisk tych osób, bo byłaby to wielka lista, ale wymienię tylko kilka bardziej znanych – Archimedes, M.K. Skłodowska, I. Niuton, M. Kopernik, T. Edison. Czyż nie znamy ich teraz dzięki temu, że oni sami mieli właśnie wielką wiarę w siebie i w to, co robili? Czy ta ich wiara według Pan – wierzącego katolika przeszkodziła, komu kol wiek w jego wierze w Boga?

    Jeśli zaczniemy rozgraniczać wiarę w Boga i wiarę w siebie i swoje siły to popadamy w paranoję gdyż tak naprawdę jedno z drugim jest ściśle związane i nie rozerwalne. Moim zdaniem, jeśli nie uporządkujemy swoich spraw duchowych i kwestii wiary to w żadnym przedsięwzięciu nie możemy liczyć na powodzenie i nie ważne czy to jest MLM czy jakieś inne przedsięwzięcie, nawet posługa kapłańska wymaga takiego uporządkowania, o czym często dowiadujemy się, że nie zawsze tak jest.

    Panie Dariuszu zadaje Pan pytanie – „czy mógłbyś zostawić w tej chwili MLM, gdybyś rozeznał, że Pan Bóg obrał dla Ciebie jednak inną drogę?” Tak oczywiście uczyniłbym to bez wahania tak samo jak zostawiłem swoje 20 lat pracy, jako właściciel firmy budowlanej, kiedy zrozumiałem, czym tak naprawdę jest Multi Level Marketing i co można w nim osiągnąć. Może właśnie taką drogę obrał dla mnie Pan Bóg?

    Pozdrawiam serdecznie
    Stanisław

  9. ()

    Witam Panie Stanisławie,

    Panie Dariuszu widzę, że jednak Pana wiedza w temacie MLM jest także nie pełna, powiem także dosadniej, bardzo mała.
    Idea Marketingu Sieciowego opiera się na pomaganiu ludziom a nie na wywieraniu na nich wpływu.

    Myślę, że nie powinien Pan oceniać zakresu wiedzy współrozmówców, proponuję pozostać przy rozmowie na temat MLM, dzieląc się swoją wiedzą i spostrzeżeniami, bo o nich tutaj rozpoczęliśmy dyskusję.

    Idea marketingu sieciowego, według mnie, to najogólniej mówiąc: powielanie (duplikacja) schematu postępowania prowadząca do rozwoju systemu MLM i danego człowieka, który go stosuje.

    Może się to odbywać na zasadzie pomagania, wspierania, nauczania drugiego człowieka. Może też się pojawić manipulacja, kłamstwo i oszustwo. To tak jak Pan napisał zależy od ludzi, a ludzie to tylko ludzie.

    W MLM można wybrać dwie drogi:
    1. jako konsument – można korzystać z produktu wprowadzonego na rynek przez dany system MLM dzięki płatnemu przystąpieniu do tegoż systemu (bezpłatne przystąpienie zdarza się bardzo rzadko), np. suplementy diety: preparat Alveo, sok MonaVie itp. Może się to odbywać coraz taniej, dzięki systemowi rabatów, lub nawet za darmo, jeśli korzystają z produktów nasi znajomi, którym także pokazaliśmy produkt danej firmy MLM.

    2. jako handlowiec/biznesmen/menadżer/lider – jakkolwiek by tej drogi nie nazwać, polega ona na zapraszaniu do zarabiania dzięki systemowi MLM, zarówno znajomych, jak i obcych ludzi. Osoba zapraszająca jest zwyczajowo nazywana Sponsorem. Bierze ona na siebie odpowiedzialność, przeszkolenia nowej osoby z zakresu wiedzy na temat produktu, a także systemu MLM z omówieniem wszelkich możliwych sposobów na zarabianie pieniędzy oraz gratyfikacji związanych z uzyskiwaniem kolejnych stopni menadżerskich, dzięki którym zarobki stale wzrastają.

    Ad. 1.
    Pierwsza droga, ta konsumencka, w większości przypomina zwykłą sprzedaż bezpośrednią, czyli odwiedza nas ktoś, kto omawia zalety produktu bądź jesteśmy zaproszeni na taką prezentację np. u znajomych.

    Produkty dostępne dla konsumenta w danym MLM zwykle mają wyraźnie wyższą cenę od porównywalnych produktów w sprzedaży tradycyjnej. Oczywiście rekompensuje to specjalna właściwość danego produktu: rewelacyjne oczyszczanie organizmu, mniejsze spalanie samochodu, czystsze szyby, bardziej wydajny preparat itp. itd.

    Oczywiście taki zabieg jest marketingowo poprawny, gdyż cena potwierdzona jest jakąś niespotykaną cechą, wyróżniającą dany produkt na tle konkurencji.

    Droga konsumencka, jest bardzo bliska tradycyjnemu biznesowi – klient kupuje produkt, osoba przedstawiająca produkt-handlowiec zarabia prowizję.

    Ad. 2.
    Tę drogę, przyszły lider/menadżer systemu MLM z reguły poznaje, jako kilka pewników-aksjomatów:

    1) Przystępując do MLM będziesz mieć swój własny biznes
    2) Stabilność – w MLM nikt Cię nie może zwolnić z pracy.
    3) Brak limitów. Tylko od Ciebie zależy wysokość zarobków.
    4) Network marketing nie wymaga wiekszych nakładów finansowych.
    5) Twoja rodzina i znajomi będą twoimi najlepszymi klientami.
    6) MLM to zajęcie, które nie wymaga wielkiego nakładu czasu.
    7) MLM to ogromna, nieporównywalna z niczym, okazja.

    To właśnie w tej drugiej drodze upatruję możliwość kłopotów natury psychologicznej, duchowej oraz także ekonomicznej. Istnieje tutaj niebezpieczeństwo zachwiania integralności i moralności wewnętrznej danego człowieka.

    Jeśli będzie taka potrzeba, postaram się rozwinąć ten temat.

    Nie zgodzę się także z Panem, że MLM nie jest dla wierzącego katolika, wiara w Boga w niczym tu nie przeszkadza, wręcz przeciwnie jest tu niezmiernie pomocna i potrzebna.

    Sęk w tym, że tutaj właśnie zachodzi potrzeba zweryfikowania i zastanowienia się, czy jestem chrześcijaninem-katolikiem i będąc blisko Boga rozeznaję, że taki właśnie system MLM jest moją drogą do Boga, którą On dla mnie przygotował, czy też jestem w MLM, a Boga doklejam jako „pomoc i potrzebę”, gdy coś nie idzie tak jak mi się wydawało – bo system MLM i jego powielanie jest w tym momencie ważniejsze.

    To, co mówi się w Marketingu Sieciowym na szkoleniach o zdobywaniu własnej wiary w słuszność tego, czym się zajmujemy to nic innego jak tylko potwierdzenie tego, co naucza kościół.

    Zdobywanie wiary w słuszność tego czym się zajmuję, odbieram jako potwierdzanie, że to co robię jest słuszne – mam nadzieję, że dobrze zrozumiałem Pana myśl.
    Idąc tym tropem oznaczałoby to manipulowanie własnym umysłem i sumieniem, aby potwierdzać, że dane działanie jest poprawne i słuszne. A to nie jest to, czego uczy nas Kościół – z ambony kościelnej raczej usłyszymy „rozeznaj, poznawaj swoje powołanie, które Pan Bóg Ci daje, a nie szukaj potwierdzenia swojego własnego działania w oczach Boga”.

    To tak jak z podatkami, czy ZUSem – niesłusznie jest je płacić, bo są marnotrawione przez kolejne rządy, taki można mieć na przykład pogląd. W tym przypadku można samego siebie przekonać do wiary w słuszność tego poglądu i nie płacić, albo szukać wszelkich możliwych sposobów, aby płacić jak najmniej.

    Pan Bóg jednak w takim przypadku daje jasną odpowiedź: „Oddajcie Cezarowi co należy do Cezara, a Bogu co należy do Boga”. I można dojść do jeszcze jednego wniosku – skoro ode mnie zależy wybór osób zarządzających pieniędzmi Państwa, czyli podatkami i zusami, które płacę to mam wpływ na wysokość tych świadczeń na rzecz Państwa i pozostałych obywateli, dzięki instrumentowi wyborów parlamentarnych, możliwości zgłaszania obywatelskich projektów ustaw, blokowania ustaw niezgodnych z moją wiarą – veto obywatelskie itp.

    Czyż nie prawdą jest, że każdy z nas dostał jakiś talent od Boga, który powinien w pełni wykorzystywać i pomnażać jego owoce?

    Oczywiście, że tak – to nawet Święta Prawda. Pytanie do każdego z nas, czy my rozeznaliśmy, jakimi talentami Pan Bóg nas obdarzył?

    Dla jednego/jednej z nas jednym z talentów jest np. cierpliwość/wytrwałość w działaniu, dla innego/innej – empatia itd.

    Co do prowadzenia biznesu, pracy w danym zawodzie, bycia księdzem, mężem, matką to są to powołania, a nie talenty. I oczywiście każdy z nas ma inne powołanie/powołania np. jako przedsiębiorca/mąż/ojciec/syn, a na innym etapie życia emeryt-społecznik/mąż/ojciec/dziadek/syn itd.

    Czy aby wykorzystać te talenty nie powinniśmy mieć właśnie głębokiej wiary w to, co robimy?

    Pytanie: Wierzę w Boga i Bogu, że wskaże mi to co dla mnie najlepsze i jemu się podoba, czy wierzę w to co ja robię?

    Wiara w siebie i w swoje siły to nie spychanie Boga na dalszy plan to według mnie działanie zgodne z prawami danymi nam właśnie przez Boga.

    Pytanie tylko, jak wygląda ta moja wiara w siebie i swoje siły – czy nie jest czasem ważniejsza od przykazania nr 1 „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”?

    New Age karmi nas stale sloganami: „To od Ciebie zależy Twój sukces!”, „Ty jesteś panem swojego życia”, „To Ty jesteś odpowiedzialny za swoje życie, sukces i szczęście” itp.

    Wystarczy przypomnieć tu sobie wielkich ludzi tego świata i ich działania, które doprowadziły do tego, że dziś nie tkwimy dalej w epoce kamienia łupanego. Nie będę tu przytaczał wszystkich nazwisk tych osób, bo byłaby to wielka lista, ale wymienię tylko kilka bardziej znanych – Archimedes, M.K. Skłodowska, I. Niuton, M. Kopernik, T. Edison. Czyż nie znamy ich teraz dzięki temu, że oni sami mieli właśnie wielką wiarę w siebie i w to, co robili? Czy ta ich wiara według Pan – wierzącego katolika przeszkodziła, komu kol wiek w jego wierze w Boga?

    Jaką wiarę w siebie i w Boga mieli poszczególni, wymienieni przez Pana ludzie, to chyba nie jest temat na ten wątek. Ja takiej wiedzy nie posiadam, jedynie o Koperniku wiem, że był duchownym katolickim, ale także przy nim, nie wiem jaką miał wiarę w siebie i w swoje możliwości.

    Jeśli zaczniemy rozgraniczać wiarę w Boga i wiarę w siebie i swoje siły to popadamy w paranoję gdyż tak naprawdę jedno z drugim jest ściśle związane i nie rozerwalne.

    Pan Bóg chce od nas jednego – abyśmy CAŁĄ swoją wiarę pokładali w Nim. Bóg nas wtedy uzdolni do wypełnienia naszego powołania i pracy na Jego chwałę. Bóg dał nam wolną wolę, dzięki której możemy wybrać, czy chcemy zrobić coś według Jego woli, czy po swojemu.

    Wiara w siebie i we własne siły to nic innego jak kłamstwo Szatana, który wmawia nam, że sami sobie możemy być bogiem, że to tylko od nas zależy jak będzie wyglądało nasze życie.

    Moim zdaniem, jeśli nie uporządkujemy swoich spraw duchowych i kwestii wiary to w żadnym przedsięwzięciu nie możemy liczyć na powodzenie i nie ważne czy to jest MLM czy jakieś inne przedsięwzięcie, nawet posługa kapłańska wymaga takiego uporządkowania, o czym często dowiadujemy się, że nie zawsze tak jest.

    Zgadzam się, to od jakości naszej więzi z Bogiem w Trójcy Św. i naszej zgody na działanie Ducha Św. w naszym życiu zależy jakie przedsięwzięcia będziemy realizować oraz w jakim stopniu będą one owocne i się powiodą, czyli w jakim stopniu będą na chwałę Panu.

    Ja właśnie w ten sposób rozumiem sukces i powodzenie – to Pan Bóg daje mi powołanie, a ja wypełniając je na Jego chwałę osiągam Życie Wieczne – największy sukces i nagrodę jaką można otrzymać oprócz miłości i miłosierdzia Pana Boga do nas.

    Panie Dariuszu zadaje Pan pytanie – „czy mógłbyś zostawić w tej chwili MLM, gdybyś rozeznał, że Pan Bóg obrał dla Ciebie jednak inną drogę?” Tak oczywiście uczyniłbym to bez wahania tak samo jak zostawiłem swoje 20 lat pracy, jako właściciel firmy budowlanej, kiedy zrozumiałem, czym tak naprawdę jest Multi Level Marketing i co można w nim osiągnąć. Może właśnie taką drogę obrał dla mnie Pan Bóg?

    Ta inna droga, którą zawarłem w pytaniu, to inna droga od tej światowej, czyli droga Światłości, to propozycja dla mnie, abym oddał swoje życie, swoje siły i talenty do dyspozycji Bogu, aby to Bóg prowadził mnie w życiu, to również korzystanie z Jego nauki przekazanej nam w Biblii oraz w Tradycji Kościoła, także np. o finansach – Biblia o finansach czy też o prowadzeniu biznesu chrześcijańskiego tutaj, na stronie Duszpasterstwa Talent.

    Zdaję sobie sprawę, że nieco odbiegliśmy od tematu MLM, ale to zawsze można nadrobić. Mam przekonanie, że temat ten nie pojawił się, aby chwalić MLM pod niebiosa czy też go obrzucać błotem, ale pokazać i obnażyć zagrożenia jakie czyhają na katolika i w tym kierunku wolałbym poprowadzić tę dyskusję.

    To podobnie jak z prowadzeniem firmy, zatrudnianiem pracowników, zarządzaniem firmą itp. W tych dziedzinach też pojawiają się zagrożenia moralne i duchowe jak np. lewe faktury, ukrywanie dochodów, niezręczne przepisy, naginanie przepisów… Tutaj pomaga nam, przedsiębiorcom i pracodawcom właśnie Duszpasterstwo Talent – poprzez Biblię, Tradycję i Naukę Społeczną Kościoła.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Dariusz Bogacki

  10. ()

    Panie Dariuszu pozwoli Pan, że sam będę decydował, co powinienem a czego nie a jeśli chodzi o mój osąd na temat Pan wiedzy to wynikał on tylko z tego, co łaskaw był Pan przedstawić w poprzednim wpisie. Powiem Panu szczerze, że i ostatni Pan wpis nie zmienił mego zdania na temat tejże wiedzy. Oczywiście bardzo pięknie opisał Pan kilka popularnych regułek, które możemy znaleźć w prawie każdym podręczniku o MLM czy też na pseudo MLM-owskich forach internetowych tyle, że większość tej lektury została napisana przez ludzi, którzy w 90% procentach nie mieli i nie maja nic wspólnego z działaniem w Marketingu Sieciowym.
    Oczywiście nie zgadzam się w wielu kwestiach, które tu tak pięknie Pan opisał, ale chyba jak mi się wydaję mam do tego prawo. Proszę nie odbierać tego, jako moją impertynencje czy zarozumiałość, ale jako wyrażenie opinii w temacie, który osobiście mnie dotyczy.
    Nie będę tu komentował Pana wypowiedzi na temat Konsumenta i Menadżera, choć wiele rzeczy jest tam nie do końca zgodnych z prawdą, bo nie chcę niepotrzebnie rozpisywać się na tematy niezwiązane z artykułem nad którym dyskutujemy. Ograniczę się tylko do tematyki bezpośrednio związanej z „Pajęczyna sekt ekonomicznych”.

    MLM nie wymaga od nikogo żadnej weryfikacji bycia z Bogiem czy bez Boga. Proszę nie demonizować MLM-u, jest to tak dobre zajęcie jak każde inne.
    Czy bycie np. kolejarzem, listonoszem, nauczycielem, prezydentem kraju wymaga weryfikacji swojej wiary w Boga? Czy dobry katolik nie może być tym, kim chce w życiu zawodowym? To gdzie ten dobry katolik powinien pracować? Czy tylko na plebani?
    Czy myśli Pan, że tylko w system MLM stosuje się szkolenia motywacyjne i techniki wywierania wpływu na innych ludzi? Jeśli tak to się grubo Pan myli.
    W prawie każdej większej instytucji czy firmie korporacyjnej pracownicy są regularnie szkoleni w tym zakresie, aby mogli wykonywać swoją pracę z większym zaangażowaniem i motywacją. Dzisiaj nie wystarczy dać menadżerowi podwyższę kilka set złotych, aby zwiększyć jego wydajność. Te czasy minęły bez powrotnie. Network Marketing pod tym względem nie wyróżnia się już z pośród innych branż.
    Sęk w tym jak my, jako osoby, które korzystamy z tych szkoleń przełożymy ta wiedzę na soje postępowanie i czy potrafimy ją wykorzystać w odpowiedni sposób. Jeśli jesteśmy ludźmi myślącymi i mającymi już wcześniej wyrobiony i ukształtowany pogląd na temat naszego duchowego istnienia i wyższości Boga nad wszystkim innym to nie bójmy się takich doświadczeń. Chyba, że nasza wiara jest tylko pozorna i celebrowana na pokaz i dla uzyskanie poklasku pewnych sfer.
    Zdobywanie wiary w siebie nie ma nic wspólnego z manipulowaniem umysłem czy sumieniem. Wręcz przeciwnie umysł jest nam do tego potrzebny, aby tą wiarę zdobyć a sumienie po to, aby wykorzystać ją w etyczny i poprawny sposób. Według mnie w 80 procentach to, jaki mamy pogląd na życie i czy nasze sumienie ma zdolność weryfikacji dobrych i złych uczynków zależy od otoczenia, w jakim dorastaliśmy, jacy byli nasi rodzice, z jakimi ludźmi spotykamy się na co dzień i tu powinniśmy szukać podwalin naszej duchowej wiary lub jej braku.
    Oczywiście edukacja jest bardzo ważna w każdym wieku, ale jak to się mówi pewne rzeczy „wyssaliśmy z mlekiem matki” i w większości sfera duchowa każdego z nas została ukształtowana już w wieku młodzieńczy.

    Mówiąc o TALENCIE mam namyśli umiejętności człowieka pozwalające wykonywać jakiejś czynności lub zawodu i tu ogólnie mówi się, że albo się ma talent do czegoś albo nie. Według mnie jest trochę inaczej. Oczywiście jest tak, że niektórzy ludzie jak to się mówi rodzą się już z jakimś talentem, ale według mnie można także dzięki swojej nauce i zaangażowaniu nabyć pewnych umiejętności i to właśnie rozumiem, jako pomnażanie swoich talentów w kontekście Pisma Świętego.

    Co do terminu „powołania” to zgadzam się z Panem, że bycie księdzem, matką, ojcem, przedsiębiorcą, itp. należy tak nazwać. Idąc dalej tym tropem według mnie nie wystarczy mieć tylko POWOŁANIE do jakiegoś zawodu czy posługi, potrzebny tu jest jeszcze talent, czyli odpowiednia umiejętność, aby swoje powołanie dobrze wykonywać i tu wkraczamy znowu w sferę nauki, szkolenia i między innymi motywacji i wiary.
    Jak by się nie obrócić i gdzie by nie skierować swojego życia w końcu wracamy do kwestii wiary w to, co robimy i w to czy podołamy temu, czego się podjęliśmy.
    A może właśnie to czy taką wiarę posiadamy czy nie jest spowodowane i kierowane właśnie przez Boga, a ci, co nasz szkolą i wywierają na nas wpływ to tylko jego narzędzia?
    Czyż nie jest to takie same wywieranie wpływu na ludzi jak pseudo kazanie księdza na ambonie, który próbuje sprytnymi fortelami ukierunkować swoje „owieczki”, na kogo maja głosować idąc do urn wyborczych.

    Jak wygląda nasza wiara to pytanie do nas samych i proszę się nie uciekać do cytatów jak Pan twierdzi z New Age, bo wkracza Pan na dosyć grząski grunt…
    …………………………………………………………………………………………………………………………………
    Założenia kultury duchowej New Age:
    – Wszystko we wszechświecie jest ze sobą powiązane, jest jednością.
    – Wszystko jest emanacją kosmicznej energii, którą można nazwać na przykład Bogiem albo Absolutem.
    – Wszystko, co istnieje posiada moc współtworzenia rzeczywistości.
    – Najwyższym dobrem i celem istnienia jest miłość w najszerszym rozumieniu.
    – Nauka nie jest w stanie wytłumaczyć wszystkiego, ponieważ jest tylko niedoskonałym instrumentem naszego poznania. Alternatywne metody mogą być niekiedy skuteczniejsze od naukowych.
    – Życie ziemskie jest tylko stanem przejściowym, jednym z etapów rozwoju. Śmierć nie jest finałem istnienia, to tylko proces transformacji energii w inną formę.
    – Człowiek, tak jak i wszystko inne, jest uduchowiony, posiada nad fizyczną jakość.
    – Świat zmieni się, gdy ludzkość osiągnie odpowiedni poziom rozwoju duchowego.
    – Najważniejszym narzędziem człowieka jest wolna wola. Może on dokonywać w każdym momencie życia dowolnego wyboru, bez narażania siebie na osąd, krytykę bądź aprobatę o ile czyni to świadomie i zdaje sobie sprawę z konsekwencji swojego postępowania.

    Kultura duchowa New Age nie prowadzi żadnych nagonek, namawiań ani przymuszeń. Zwolennicy New Age uznają wolną wolę każdej istoty ludzkiej za najwyższe dobro i szanują każdą decyzję każdego człowieka. W New Age nie istnieje żaden władca ani guru, gdyż ideologia ta głosi, że każdy jest równy każdemu.
    New Age jest także często łączony z psychologią wieczną, o której mówił, między innymi, Aldous Huxley mając na myśli wiedzę o duchowości i jedności człowieka ze światem, bliskiej temu, o czym mówi panteizm, która istniała od dawna, lecz została zapomniana, lub celowo ukryta przez zorganizowane kościoły.
    …………………………………………………………………………………………………………………………………………………

    Osoby, które przytoczyłem, jako przykład w poprzednim wpisie to, może poza Archimedesem, wspaniali odkrywcy i wynalazcy, ludzie którzy właśnie dzięki swojej wierze w siebie i w to, co robili dokonali odkryć i wynalazków, które umiesiciły ich już na stałe w historii naszej cywilizacji. Wszyscy oni dzięki swojemu uporowi i wytrwałym dążeniu dotarli do celów w które wierzyli. Pomimo że większość ich działań kończyła się fiaskiem i niepowodzeniami, pomimo że byli wyśmiewani i prześladowani za swoje wzniosłe myśli, także i przez kościół, oni ciągle ponawiali próby aż do skutku.

    Myślę, że nie warto się tu dłużej rozpisywać i przekomarzać się, kto ma tu rację w kwestii wiary w Boga, wiary w siebie i wiary w to, co robimy. Dla mnie jest to ściśle połączone i nie rozerwalne.

    Uważam, że porównanie przez autora tego artykułu przedsiębiorczość i umiejętności ludzi działających w MLM do działań sekciarskich spowodowane było tym, że potępia on dążenie do zdobywania wartości materialnych, które w Marketing Sieciowy są mocno akcentowane. Jak mi się wydaje to jest główny powód, którym się kierował autor i to spowodowało jego nie obiektywne podejście do tematu.

    Nad tym czy dobra materialne więcej szkodzą czy pomagają w życiu to też penie moglibyśmy się trochę pospierać, ale tu muszę przyznać, że w pewnych kręgach MLM dążenie do bogactwa jest nagannie propagowane i ma w większości zły wpływ na ludzi a co za tym idzie na ich działania i kształtowanie wizerunku tej branży.
    Tyle, że i każdy biznes tradycyjny ma także na celu uzyskanie jakichś korzyści materialnych, ale jakoś nikt go nie porównuje do sekty ekonomicznej. Według mnie najlepszym przykładem sekty ekonomicznej to jest właśnie nasz Polski ZUS, o którym Pan wcześniej wspominał. Idąc dalej tym tropem to oprócz sekty niebawem jeszcze będziemy mogli go także porównać do „piramidy finansowej” – wszyscy płacimy składki a nikt emerytury nie otrzyma…

  11. ()

    Myślę, że właściwszą metodą – do czego też Panią zachęcam – jest dyskusja z faktami i przedstawienie innych źródeł.

    Słusznie, dyskusja z faktami poparta źródłami i świadectwami osób jest rzeczywiście najlepszym sposobem do dochodzenia do prawdy. Zagalopowałam się w mojej prośbie o „cenzurowanie” artykułu, bo wydał mi się bardzo jednostronny i krzywdzący branżę marketingu sieciowego.

    Bardzo ciekawe są wypowiedzi p. Dariusza, w których opisuje on zagrożenia, jakie niosą zwyczaje struktur MLMowych dla spójności duchowej człowieka. Warto mieć to na względzie.
    Ale czy MLM jest jedyną branżą, gdzie człowiek jest uzależniony od pieniądza i podlega presji przełożonych? I musi żyć i pracować w konflikcie sumienia i nie używa wolnej woli, bo boi się utraty źródła utrzymania? Chyba nie.
    A szkolenia motywacyjne oparte o techniki NLP, wywierania wpływu na ludzi i tzw. samorozwoju i pozytywnego myślenia są prowadzone we wszystkich dziedzinach gospodarki, a szczególnie w sprzedaży.

    Pozdrawiam serdecznie
    Anna

  12. ()

    Gwoli śisłości. Powyższy atrykuł został napisany w 2007r. Materiały źródłowe nie wychodzą za 2000. To dość szczególny sposób wybierania tekstów źródłowych. Artykuły powyższe są napisane z według z góry założonej tezy. Nie ma w nich żadnego obiektywizmu a nawet autorzy nie starają się w nich nawet o takie złudzenie. Ciekawe, że tylko MLM został poddany tak „ciekawemu” studium przypadku?
    Na przyszłość popełniając podobny artykuł proponuję lekturę http://www.pssb.pl
    Z 2 strony zaintrygowaliście mnie Biblją o finansach. Cieszę się, że nie masz Darku zamiaru MLM obrzucać błotem. Chwalić pod niebiosa nie ma co to tylko biznes a prosty ale wcale niełatwy. A jaki biznes jest łatwy? Jakie są łatwe pieniądze?
    Pozdrawiam

  13. ()

    Witam serdecznie,

    Panie Stanisławie, dziękuję za odpowiedź. Skupię się jedynie na argumentach:

    Oczywiście bardzo pięknie opisał Pan kilka popularnych regułek, które możemy znaleźć w prawie każdym podręczniku o MLM czy też na pseudo MLM-owskich forach internetowych tyle, że większość tej lektury została napisana przez ludzi, którzy w 90% procentach nie mieli i nie maja nic wspólnego z działaniem w Marketingu Sieciowym.
    Oczywiście nie zgadzam się w wielu kwestiach, które tu tak pięknie Pan opisał, ale chyba jak mi się wydaję mam do tego prawo. Proszę nie odbierać tego, jako moją impertynencje czy zarozumiałość, ale jako wyrażenie opinii w temacie, który osobiście mnie dotyczy.

    Nie starałem się pięknie opisać, a jedynie tak jak faktycznie funkcjonują te mechanizmy w wielu MLMach, a nie na forach o MLMach.

    Ma Pan prawo do nie zgadzania się, jednak samo nie zgadzanie się, bez poparcia argumentami, dialogiem i dyskusją na temat tego z czego wynika Pana zdanie, czy opinia niewiele wnosi do rozważań na temat określenia „sekta ekonomiczna”, które zostało użyte także wobec zagrożeń pojawiających się w MLMach.

    Nie będę tu komentował Pana wypowiedzi na temat Konsumenta i Menadżera, choć wiele rzeczy jest tam nie do końca zgodnych z prawdą, bo nie chcę niepotrzebnie rozpisywać się na tematy niezwiązane z artykułem nad którym dyskutujemy. Ograniczę się tylko do tematyki bezpośrednio związanej z „Pajęczyna sekt ekonomicznych”.

    Byłbym wdzięczny jednak, za wyjaśnienie tych niezgodności z prawdą.

    MLM nie wymaga od nikogo żadnej weryfikacji bycia z Bogiem czy bez Boga. Proszę nie demonizować MLM-u, jest to tak dobre zajęcie jak każde inne.

    Daleki jestem od demonizowania systemów MLM – wolę się skupić na możliwości uświadomienia katolikom zainteresowanym przystąpieniem do współpracy z firmą Marketingu Sieciowego, że istnieją w związku z tym określone zagrożenia duchowe.

    Dokładnie tak samo, jak robię to w przypadku osób zajmujących się otwarciem, czy prowadzeniem tradycyjnego biznesu.

    To samo dotyczy pracowników na etacie, w zasadzie każdej grupy społecznej.

    Mogą to być takie zagrożenia jak: pracoholizm, zaniedbanie rodziny, żądza pieniądza, manipulacja itp. itd.

    Czy bycie np. kolejarzem, listonoszem, nauczycielem, prezydentem kraju wymaga weryfikacji swojej wiary w Boga?

    Moim zdaniem tak, przede wszystkim dlatego, że każdy wymienionych przez Pana zawodów wymaga odpowiedzialności przed Bogiem za innych ludzi, za życie innych ludzi, za miłość do innych ludzi.

    Czy dobry katolik nie może być tym, kim chce w życiu zawodowym?

    Myślę, że zależy to od tego kim to on chciałby być: człowiekiem-prezesem, człowiekiem-handlowcem, człowiekiem związanym z MLM itp. po drugie w jakim celu?: aby mieć władzę, pieniądze, poważanie, rozwijać się itp.

    Bo jeśli katolik chce być prezesem – to najpierw wynika to z jego wiary i związku z Bogiem, a dzięki temu ma on świadomość odpowiedzialności za:
    – funkcjonowanie firmy, którą zarządza,
    – pracowników, czyli ludzi, którzy w niej pracują,
    – klientów, którzy używają produktów lub korzystają z usług świadczonych przez firmę

    Jeśli natomiast handlowcem – to myślę, że Bóg pokazuje mu zanim podejmie decyzję o wyborze tego akurat zawodu, że ma pewne talenty ku temu, np.:
    – umiejętność empatii i rozpoznania potrzeb klienta
    – kierowanie się miłością do bliźniego
    – umiejętność doradzania, nawet za cenę nie sprzedania produktu/usługi
    – odpowiedzialność – za swoje działania, w konfrontacji z wizerunkiem firmy, produktu, usługi

    Jako MLMowiec? Myślę, że podobnie jak u handlowca – z dodatkiem oferowania tego typu działalności TYLKO osobom, które doskonale rozumieją ten sposób pracy i będą chętnie pomagać zarówno klientom, jak i osobom współpracującym z tym MLM.

    To tylko 3 przykłady, a już można przytoczyć kilka niebezpieczeństw, które czyhają na każdego z tych katolików:
    – nacisk ze strony rady nadzorczej o zastosowanie lewych faktur
    – późne powroty do domu
    – specjalne systemy prowizyjne i nierealne progi obrotów do wykonania co miesiąc
    – manipulacja informacjami
    – zarobki za małe w stosunku do „obiecywanych” lub za duże, aby ogarnąć wiarą i wykorzystać na chwałę Panu

    Z takimi problemami, zagrożeniami moralności i duchowości musi się zmierzyć katolik każdego dnia.

    To gdzie ten dobry katolik powinien pracować? Czy tylko na plebani?

    Nie pytałbym gdzie powinien, ale bardziej w jakim celu. A wtedy łatwiej, bo „dobry katolik” wie w jakim celu żyje, a jeśli nie wie, to podpowiem – życie wieczne z Bogiem. A żyjąc jeszcze po tej stronie, żyć w taki sposób, aby uzyskać życie wieczne. W związku z tym każdemu z nas, dzięki doradcom, także duchowym jasne zaczynają być możliwości wyboru zawodu, dzięki rozpoznaniu talentów danych nam od Boga.

    Czy myśli Pan, że tylko w system MLM stosuje się szkolenia motywacyjne i techniki wywierania wpływu na innych ludzi? Jeśli tak to się grubo Pan myli.

    Nie myślę w ten sposób, idąc dalej wnioskuję, że dzięki temu się grubo nie mylę.

    W prawie każdej większej instytucji czy firmie korporacyjnej pracownicy są regularnie szkoleni w tym zakresie, aby mogli wykonywać swoją pracę z większym zaangażowaniem i motywacją.

    I mniejszej również. Ważne, aby odpowiednio dobrać szkolenie oraz osoby szkolące.

    Dzisiaj nie wystarczy dać menadżerowi podwyższę kilka set złotych, aby zwiększyć jego wydajność. Te czasy minęły bez powrotnie.

    To jest pewnie w wielu firmach sporna kwestia, podejrzewam, że w jednych działa, a w innych nie. Trzeba by wziąć jakiś konkretny przykład.

    Sęk w tym jak my, jako osoby, które korzystamy z tych szkoleń przełożymy ta wiedzę na soje postępowanie i czy potrafimy ją wykorzystać w odpowiedni sposób.

    Zgadzam się.

    Jeśli jesteśmy ludźmi myślącymi i mającymi już wcześniej wyrobiony i ukształtowany pogląd na temat naszego duchowego istnienia i wyższości Boga nad wszystkim innym to nie bójmy się takich doświadczeń.Chyba, że nasza wiara jest tylko pozorna i celebrowana na pokaz i dla uzyskanie poklasku pewnych sfer.

    Przytoczyłbym pewien przykład: Ja osobiście mam jasno sprecyzowany stosunek do palenia papierosów – nie palę i nie pozwalam na palenie w mojej obecności, jeśli byłoby to dla mnie uciążliwe.

    Proponuje Pan, abym się nie bał doświadczeń i jednak spróbował zapalić papierosa – czyli, skoro mam ustalony pogląd, który wynika w moim przypadku z przykazania „Nie zabijaj” powinienem spróbować, bo to nie zachwieje moją wiarą, choć jest niebezpieczeństwo popadnięcia w nałóg.

    To mam na myśli pisząc o zagrożeniach – dotyczą one zarówno ludzi bardzo blisko Boga, jak i ludzi z wiarą katolicką bardzo luźno związanych, albo wcale. A wystawianie się na próbę tym bardziej może sprzyjać problemom, jakie mogą się pojawić z tego, że „nie będę się bał doświadczeń”.

    Zdobywanie wiary w siebie nie ma nic wspólnego z manipulowaniem umysłem czy sumieniem. Wręcz przeciwnie umysł jest nam do tego potrzebny, aby tą wiarę zdobyć a sumienie po to, aby wykorzystać ją w etyczny i poprawny sposób.

    Zdobywanie wiary w siebie samo w sobie pewnie nie ma nic wspólnego z manipulowaniem. Pytanie tylko w jaki sposób do tej wiary dochodzimy: wmawiając sobie coś, czy obserwując, co Bóg mówi do nas dzięki naszym bliskim.

    Według mnie w 80 procentach to, jaki mamy pogląd na życie i czy nasze sumienie ma zdolność weryfikacji dobrych i złych uczynków zależy od otoczenia, w jakim dorastaliśmy, jacy byli nasi rodzice, z jakimi ludźmi spotykamy się na co dzień

    Tak, jest to na każdym etapie naszego życia jakiś punkt wyjścia. Należy pamiętać, że Bóg potrafi uzdrawiać zranienia z dzieciństwa, uczy przebaczania, jest miłosierny i to wszystko co do tej pory wydarzyło się w naszym życiu, a nie było dobre, może nie mieć znaczenia w momencie, gdy się nawrócimy, gdy każdego dnia będziemy się nawracać.

    i tu powinniśmy szukać podwalin naszej duchowej wiary lub jej braku.

    Katolik powinien szukać podwalin duchowej wiary w Bogu i wspólnocie, a nie w przeszłości.

    Oczywiście edukacja jest bardzo ważna w każdym wieku, ale jak to się mówi pewne rzeczy „wyssaliśmy z mlekiem matki” i w większości sfera duchowa każdego z nas została ukształtowana już w wieku młodzieńczy.

    Tak jak wyżej, sfera duchowa została ukształtowana do momentu, w którym się znajdujemy – Bóg pozwala nam każdego dnia iść do Niego i jeśli przeszkadza nam w tym nasza przeszłość, pomoże nam ją przepracować.

    Mówiąc o TALENCIE mam namyśli umiejętności człowieka pozwalające wykonywać jakiejś czynności lub zawodu i tu ogólnie mówi się, że albo się ma talent do czegoś albo nie. Według mnie jest trochę inaczej. Oczywiście jest tak, że niektórzy ludzie jak to się mówi rodzą się już z jakimś talentem, ale według mnie można także dzięki swojej nauce i zaangażowaniu nabyć pewnych umiejętności i to właśnie rozumiem, jako pomnażanie swoich talentów w kontekście Pisma Świętego.

    Ciekawa interpretacja.

    Co do terminu „powołania” to zgadzam się z Panem, że bycie księdzem, matką, ojcem, przedsiębiorcą, itp. należy tak nazwać. Idąc dalej tym tropem według mnie nie wystarczy mieć tylko POWOŁANIE do jakiegoś zawodu czy posługi, potrzebny tu jest jeszcze talent, czyli odpowiednia umiejętność, aby swoje powołanie dobrze wykonywać i tu wkraczamy znowu w sferę nauki, szkolenia i między innymi motywacji i wiary.

    Też uważam, że powołanie nierozerwalnie łączy się z talentami, jakie każdy z nas ma – zarówno te oszlifowane, jak i te nieoszlifowane-nierozeznanie jeszcze.

    Jak by się nie obrócić i gdzie by nie skierować swojego życia w końcu wracamy do kwestii wiary w to, co robimy i w to czy podołamy temu, czego się podjęliśmy.
    A może właśnie to czy taką wiarę posiadamy czy nie jest spowodowane i kierowane właśnie przez Boga, a ci, co nasz szkolą i wywierają na nas wpływ to tylko jego narzędzia?
    Czyż nie jest to takie same wywieranie wpływu na ludzi jak pseudo kazanie księdza na ambonie, który próbuje sprytnymi fortelami ukierunkować swoje „owieczki”, na kogo maja głosować idąc do urn wyborczych.

    Ciekawe podejście do tematu. Myślę, że zależy to od tego co jest mówione. Jeśli np. „Pan Xiński niedawno wyraził swoje zainteresowanie metodą in vitro oraz poparcie dla aborcji – jest to alarmujący fakt dla wierzącego katolika.” Myślę, że jest to stwierdzenie faktu i zachęta do refleksji, czy aby na pewno na tego Pana warto zagłosować – oczywiście dla wierzącego katolika odpowiedź jest jasna.

    Jak wygląda nasza wiara to pytanie do nas samych i proszę się nie uciekać do cytatów jak Pan twierdzi z New Age, bo wkracza Pan na dosyć grząski grunt…

    Jak wygląda nasza wiara oceni Bóg.

    New Age wypacza obraz Boga, zastępuje kłamstwami lub go całkowicie likwiduje w swoich publikacjach. Katolik ma obowiązek mówić o tym drugiemu katolikowi – ku przestrodze i aby napomnieć, gdy poszedł za tym nurtem.

    Osoby, które przytoczyłem, jako przykład w poprzednim wpisie to, może poza Archimedesem, wspaniali odkrywcy i wynalazcy, ludzie którzy właśnie dzięki swojej wierze w siebie i w to, co robili dokonali odkryć i wynalazków, które umiesiciły ich już na stałe w historii naszej cywilizacji. Wszyscy oni dzięki swojemu uporowi i wytrwałym dążeniu dotarli do celów w które wierzyli. Pomimo że większość ich działań kończyła się fiaskiem i niepowodzeniami, pomimo że byli wyśmiewani i prześladowani za swoje wzniosłe myśli, także i przez kościół, oni ciągle ponawiali próby aż do skutku.

    Niezależnie od tego, jakie nazwiska zostałyby przytoczone – Nie wiara w siebie prowadzi katolika do Boga, ale to Bóg prowadzi katolika do wiary w Niego, a ta wiara w Boga uzdalnia do pracy nad sobą i do pracy dla innych. (np. Dawid wierzył w Boga i wierzył, że to Bóg pomoże mu wygrać z Goliatem, a nie własnymi siłami – dalszy ciąg znamy).

    Myślę, że nie warto się tu dłużej rozpisywać i przekomarzać się, kto ma tu rację w kwestii wiary w Boga, wiary w siebie i wiary w to, co robimy. Dla mnie jest to ściśle połączone i nie rozerwalne.

    Nie taki cel ma ta dyskusja, racja.

    Uważam, że porównanie przez autora tego artykułu przedsiębiorczość i umiejętności ludzi działających w MLM do działań sekciarskich spowodowane było tym, że potępia on dążenie do zdobywania wartości materialnych, które w Marketing Sieciowy są mocno akcentowane. Jak mi się wydaje to jest główny powód, którym się kierował autor i to spowodowało jego nie obiektywne podejście do tematu.

    Nie wiem jaki był zamysł autora. Mam natomiast własne przemyślenia w temacie sekt ekonomicznych, o których już pisałem wcześniej – chodzi o zagrożenia, pokusy, jakie czyhają na katolika będącego w systemie MLM.

    Nad tym czy dobra materialne więcej szkodzą czy pomagają w życiu to też penie moglibyśmy się trochę pospierać, ale tu muszę przyznać, że w pewnych kręgach MLM dążenie do bogactwa jest nagannie propagowane i ma w większości zły wpływ na ludzi a co za tym idzie na ich działania i kształtowanie wizerunku tej branży.

    „moglibyśmy się trochę pospierać” – nie myślałem o tej dyskusji, która się toczy tutaj jak o spieraniu, ale o obiektywnym podejściu do tematu „Katolik w MLM – możliwe zagrożenia duchowe”.

    Dążenie do bogactwa to nie jest dobry kierunek.

    Tyle, że i każdy biznes tradycyjny ma także na celu uzyskanie jakichś korzyści materialnych, ale jakoś nikt go nie porównuje do sekty ekonomicznej.

    Myślę, że chociażby dlatego, że tutaj użył Pan nieco innych słów – bo uzyskanie korzyści materialnych, bliższe jest rozdysponowaniu ich na utrzymanie firmy, domu, dzieci, jakiegoś celu, który wspieramy.

    Natomiast dążenie do bogactwa, bogacenia się, nie wygląda jakby było rozdysponowaniem dóbr materialnych, ale bardziej jak ich zagarnięciem tylko dla siebie i gromadzeniem (w Biblii jest sporo na ten temat w wielu miejscach – odsyłam ponownie do Konferencji Biblia o finansach oraz Edukacja Finansowa CROWN).

    Według mnie najlepszym przykładem sekty ekonomicznej to jest właśnie nasz Polski ZUS, o którym Pan wcześniej wspominał. Idąc dalej tym tropem to oprócz sekty niebawem jeszcze będziemy mogli go także porównać do „piramidy finansowej” – wszyscy płacimy składki a nikt emerytury nie otrzyma…

    Ciekawe porównanie.

    Pozdrawiam serdecznie

    Dariusz Bogacki

  14. ()

    Pani Anno:

    Słusznie, dyskusja z faktami poparta źródłami i świadectwami osób jest rzeczywiście najlepszym sposobem do dochodzenia do prawdy.

    I to właśnie jest miejsce na taką dyskusję :-)

    Zagalopowałam się w mojej prośbie o „cenzurowanie” artykułu, bo wydał mi się bardzo jednostronny i krzywdzący branżę marketingu sieciowego.

    Na pewno opisuje wybrane zagadnienie i w ramach tego zagadnienia podane są tylko niektóre przypadki. Jest publikacją na konkretny temat.

    Bardzo ciekawe są wypowiedzi p. Dariusza, w których opisuje on zagrożenia, jakie niosą zwyczaje struktur MLMowych dla spójności duchowej człowieka. Warto mieć to na względzie.

    Dziękuję :-) Nie chodzi tutaj o MLM jako system, ale o ludzi, którzy w danym MLMie funkcjonują. Każdy z nich narażony jest na pokusy i grzech, a że system budowany jest w oparciu o relacje i zaufanie, bardzo łatwo jest powielić błędy, spowodować lub popaść lawinę grzechów.

    Ale czy MLM jest jedyną branżą, gdzie człowiek jest uzależniony od pieniądza i podlega presji przełożonych? I musi żyć i pracować w konflikcie sumienia i nie używa wolnej woli, bo boi się utraty źródła utrzymania? Chyba nie.

    Bardzo dobre pytanie – oczywiście, że nie tylko w MLM. Także w tradycyjnym biznesie, jako pracownik etatowy, jako kolejarz, a także jako ksiądz.

    Jednak uważam, że z uwagi na to, że jest to bardzo młody system pracy, większość ludzi jest w ogóle nie przygotowana do przystąpienia do MLM. Już tutaj pojawia się zagrożenie, że osoba wspierająca taką osobę nie wykaże się zrozumieniem i pomocą, a tylko zadowoli się zrekrutowaniem i pozostawieniem osoby samej sobie, tylko dlatego, że być może trzeba by tej osobie poświęcić o jeden miesiąc więcej nauki.

    A szkolenia motywacyjne oparte o techniki NLP, wywierania wpływu na ludzi i tzw. samorozwoju i pozytywnego myślenia są prowadzone we wszystkich dziedzinach gospodarki, a szczególnie w sprzedaży.

    Jest to bardzo alarmujące zjawisko i ciągle zbyt mało się mówi o niebezpieczeństwie związanym z tymi technikami i szkoleniami. Dlatego trzeba mówić, świadczyć, aby kolejne osoby nie narażały się na pokusy i zagrożenia swojej moralności i duchowości.

    Pozdrawiam serdecznie

    Dariusz Bogacki

  15. ()

    Piotrze:

    Gwoli śisłości. Powyższy atrykuł został napisany w 2007r. Materiały źródłowe nie wychodzą za 2000. To dość szczególny sposób wybierania tekstów źródłowych. Artykuły powyższe są napisane z według z góry założonej tezy. Nie ma w nich żadnego obiektywizmu a nawet autorzy nie starają się w nich nawet o takie złudzenie. Ciekawe, że tylko MLM został poddany tak „ciekawemu” studium przypadku?

    Myślę, że artykuł skłania do refleksji i dyskusji – w ten sposób możemy go odczytać.

    Na przyszłość popełniając podobny artykuł proponuję lekturę http://www.pssb.pl

    To dobry pomysł, aby przestudiować tę stronę, jako źródło informacji w tym temacie.

    Z 2 strony zaintrygowaliście mnie Biblją o finansach.

    Temat bardzo potrzebny w obecnym, materialistycznym czasie.

    Cieszę się, że nie masz Darku zamiaru MLM obrzucać błotem. Chwalić pod niebiosa nie ma co to tylko biznes a prosty ale wcale niełatwy. A jaki biznes jest łatwy? Jakie są łatwe pieniądze?

    Ważne jest, aby przeanalizować temat, a nie oceniać. Ten biznes nie należy do łatwych, jest to biznes oparty na pracy z ludźmi, nie każdy potrafi się tego nauczyć, nie każdy potrafi to robić.

    Łatwe pieniądze – ciekawy temat. Mi do głowy przychodzi na razie jedynie, że pieniądze np. znalezione na ulicy idąc do parku odpocząć po pracy.

    Pozdrawiam serdecznie

    Dariusz Bogacki

  16. ()

    Łatwe pieniądze to m.in wygrana w totka. Jeśli wierzyć zasłyszanym statystykom 85% zwycięzców (główna wygrana) wraca do punktu wyjścia z przed wygranej.
    Wracając do artykułu. Nie jest nawet odrobinę wywarzony. Pod względem treści przypomina artykuły na jakie się powołuje jako źródła. Tania sensacja. Jeśli takie artykuły mają skłaniać do refleksji i dyskusji to wynik jest z góry przesądzony, bo teza i przesłanie jest jednoznaczne. Inna strona godna polecenia http://www.networkmagazyn.pl
    MLM analizuję blisko 20 lat.
    Pozdrawiam

  17. ()

    „Jak wygląda nasza wiara to pytanie do nas samych i proszę się nie uciekać do cytatów jak Pan twierdzi z New Age, bo wkracza Pan na dosyć grząski grunt…”

    New Age zarówno „twardy” jak i „miękki” to rzeczywiście bardzo grząski grunt i to nie tylko dla chrześcijanina. Zachęcam do odwiedzenia strony
    http://newage.info.pl/
    można tam wiele poczytać o zagrożeniach duchowych jakie niesie za sobą.

    Mnie osobiście interesuje czy i ewentualnie na ile techniki stosowane w MLM są zbieżne z ideologią New Age, bo jeżeli mają z nią cokolwiek wspólnego, to zacytowałabym Św. Pawła: unikajcie wszystkiego co ma choćby pozór zła.

    Pozdrawiam

  18. ()

    Szczęść Boże

    Chciałam zauważyć, że w artykule myli się marketing sieciowy z piramidą finansową i na dodatek niepotrzebnie złe praktyki Amway zarzuca się innym firmą networkowym. Jestem osobą wierzącą, praktykującą. Współpracowałam kilka lat z jedna firmą MLM i zrezygnowałam, bo za bardzo „uwielbiano” jedną z dystrybutorek wyżej postawionych i dopatrzyłam się manipulacji. Sama firma MLM nie jest zła sama w sobie, to ludzie niektórzy sięgają do praktyk NLP, aby się wzbogacić itd podkreślam NIEKTÓRZY! Teraz współpracuję z inną firmą, gdzie na pierwszym miejscu liczy się Bóg, na drugim rodzina , a na 3 miejscu kariera – taka była wizja założycielki firmy – katoliczki! W firmie nie stosuje się żadnych praktyk manipulacji itd. Być może ktoś trafi się w firmie i będzie praktyki NLP itp stosował na swoich dystrybutorach, ale większość tego nie robi! Ja tego nie robię! Zarabiam więcej na sprzedaży niż na budowie sieci dystrybucji, bo tak plan marketingowy założycielka stworzyła, aby głównie zarabiać na sprzedaży. Co złego jest w tym, że oferuje komuś współpracę, aby mógł sobie dorobic do pensji? Co złego jest w tym, że uczę kogoś, jak sprzedawać bez manipulacji!? I co w tym złego, że dostanę % premii za to, że przeszkoliłam osobę, że razem jeździmy po salonach kosmetycznych i organizujemy warsztaty z pielęgnacji dla stałych klientek? MLM to biznes jak każdy inny. I jak w każdym biznesie trafiają się czarne owce, które jeżdżą na szkolenia z NLP i inne okulstyczne szkolenia. Biznesmen z tradycyjnego biznesu też często jeździ na takie szkolenia, ale o tym się już nie mówi. Z góry zakłada się, że MLM jest zły a biznes tradycyjny jest OK. A te biznesy same w sobie nie są złe! To ludzie, którym brakuje Boga w życiu i nie poddają się jego woli robią z tych biznesów ZŁE RZECZY!
    Podobnie kiedyś było z muzyką rockową. Pamiętam akcję na rekolekcjach oazowych, że muzyka rockowa jest szatańska itd, że nie wolno słuchać itd. A tak nie jest jest muzyka rockowa na chwałę Bożą i muzyka, która rzeczywiście kultuje w słowach szatana. Ale jak już zauważyliście, sama muzyka sama w sobie nie jest zła – dopiero to co robią ludzie z tą muzyką, może być złe.
    I tak jest z marketingiem sieciowym.
    Ja nie manipuluję. Biznes uczy mnie pokory, staram się omawiać wszystko z Panem Bogiem, bo Jemu zawdzięczam wszelkie sukcesu w firmie MLM i dziękuję Mu, ze w firmie Mary Kay mogę rozwijać talenty, którymi mnie obdarzył i że w Mary Kay szanują NIEDZIELĘ. Tu nikt nie pracuje, jest zakaz zamówień w niedzielę i nie ma żadnych realizacji zamówień – Niedziela jest święta!
    Nikt mnie nie wyśmiewa, gdy publicznie dziękuję Bogu za sukcesy.

    Kochani MLM sam w sobie na prawdę nie jest zły i nie jest sektą!
    Dopiero ludzie mogą zło z tego uczynić.

    Nóż też sam w sobie nie jest zły. Pomaga np. kroić chleb.
    Z kolei zły człowiek może użyć noża, by kogoś zabić.
    Ale nóż sam w sobie nie jest zły.

    W MLM nie wykupuje się wpisowego za sporą ilość pieniędzy. W piramidach finansowych owszem – są one zakazane w Polsce i toczą się sprawy w sądach przeciwko firmom, które podają się za MLM, a tak naprawdę nimi nie są.

    Proszę nie mylcie piramidy finansowej z MLM i nie rzucajcie cienia złych praktyk AMWAY na inne firmy networkowe, które działają zgodnie z prawem, nie robią prania mózgu na szkoleniach i działają etycznie.

    Pozdrawiam w Panu

  19. ()

    Moja żona niestety związała się z firmą Mary Kay około 1,5 roku temu. Na jej przykładzie mogę stwierdzić, że filozofia konsultantek MK jest taka, że nawet jak się wali i pali koło ciebie masz być miła i uśmiechnięta. Ja jako jedyny żywiciel czteroosobowej rodziny z pensją ok. 3000 zł. mam utrzymać dom, opłacić czynsz i jedzenie. A tu trach.. ze wspólnego konta znika mi 1900 złotych. Okazało się, że żona bez mojej wiedzy i zgody wyciągnęła te pieniądze. Później zobaczyłem na wyciągu zakup kosmetyków MK za ok. 1800 złotych. Ostatnio byłem z nią na zakupach. Nie miała 60 złotych na buty
    dla dziecka ale miała za to kilkaset złotych na wyjazd do czeskiej Pragi oczywiście z firmy Mary Kay. Ja z całą dpowiedzialnością mogę powiedzieć, że moja żona po tych spotkaniach z MK ma wyprany mózg a Mary Kay jest dla niej bogiem. Na życie nie dokłada nic, bo musi ponownie inwestować w kosmetyki i tak na okrągło…to już ok. 1,5 roku. Byłem na takim jednym spotkaniu konsultantek na Okęciu. Żenada. Ci ludzie klaszczą i piszczą naprawdę jak zaprogramowane osoby. Na przykładzie mojej żony mogę stwierdzić że jest ona jak zoombie – osiągać cel za wszelka cenę, niszczyć przeszkody po drodze, nawet rodzinę, aby zostać dyrektor…Czy warto?? … To tylko kropla. Pozostaję ufny w Panu, bo tylko On mi został.

  20. ()

    No cóż, tak też bywa, jak opisał Krzysztof. Ale czuję się bardzo oszukana, gdy w sklepie kupuję produkt z gwarancją i okazuje się, że zrobiono ze mnie balona. Czuję się źle, gdy nie mogę sobie poradzić ze spłatą pożyczki w banku, gdy jedzenie przyniesione ze sklepu trzeba wywalić do kosza.., gdy buty mi się po miesiącu rozwalają..itd. Bardzo źle się czuję, gdy idę do apteki i wydaję pieniądze na leki, które powoli mnie wyniszczają. Okropnie – gdy płacę za wizytę u lekarza (kwota coraz to wyższa), a ona sprowadza się do przepisania starej recepty, bez jakiejkolwiek nawet weryfikacji. Daje mi się nadzieję, a tu na każdym kroku rozczarowanie. Kim są ci ludzie, co tak mnie oszukują? (sekta ekonomiczna?) Działają legalnie, nikt z nimi nie dyskutuje, cena usługi lub produktu jest jawna, firma – też.., niby wszystko w porządku. A ja jestem oszukiwana. Nawet nie mam się do kogo udać, żeby znaleźć pocieszenie. W obliczu prawa i tradycyjnej sprzedaży robi się mnie w konia i jeszcze nazywa naiwniaczką. Nikt nie czuje się odpowiedzialny za usługę i produkt. Telewizja „nawija” dalej swoje reklamy, manipuluje ludźmi, ich emocjami.., też się nie czuje za nic odpowiedzialna – zarabia. Uczciwie? Tak, wszyscy uczciwi, tylko dlaczego tylu pokrzywdzonych?
    Pracuję od niedawna w MLM, a znajomi sami proszą mnie o produkty, mogą również ze mną pogadać o cenie, są zadowoleni. Rodzina? Nie cierpi nędzy z powodu mojego nowego zajęcia. Faktycznie, używa m.in. firmowych produktów, bo sama twierdzi, że są świetne. Inaczej, nikt by ich do niczego nie zmusił. Mają swoje zdanie. Wiedzą również, co to piramida finansowa.
    Jesteśmy rodziną katolicką i wiemy, że nikogo nie wolno oszukiwać, począwszy od samych siebie.
    To dobrze, że takie tematy są poruszane, ale … nie można wszystkich (wszystkiego) sprowadzać do wspólnego mianownika.
    Pragnę jeszcze dodać, ze zanim zaczęłam oferować produkty moim znajomym, rodzinie, sama wypróbowałam ich skuteczność. Nigdy nie próbowałabym sprzedać czegokolwiek mając świadomość, że to szajs. A że zarabiam? No przecież po to pracuję:) W poprzedniej pracy okradałam rodzinę dostatecznie długo, gdy ciągle dokładałam (30 lat), żeby móc skutecznie wykonywać swoją pracę. Niestety. Tak też bywa.

    Pozdrawiam serdecznie:)

  21. ()

    Dnia 21.01.2010 pan Tylenda napisał: „nie ma pan wiedzy w temacie…” Kiedy tylko widzę (słyszę), że ktoś ma coś do powiedzenia „w temacie”, a nie na temat, od razu mam przed oczami Wałęsę, który jest niechlubnym i znanym autorem tego sformułowania i nic już tego nie zmieni: dla mnie pan Tylenda to uczeń Wałęsy. A że nie każdy może być na przykład nauczycielem, zostało już wyżej powiedziane. Do innych licznych błędów formalnych i merytorycznych nie będę się czepiać.

  22. ()

    Nie wiem po co autor tekstu poruszał w ogóle temat MLM, ale skoro taki jest rozeznany, teraz proponuję, bo dobrał się do Franczyzy jak McDonald czy KFC. Wszelkie firmy ubezpieczeniowe, banki, rozprowadzają swoje usługi mniej lub bardziej na zasadach MLM.

    Zero chęci obiektywnego ogarnięcia tematu + wrzucenie do jednego worka piramid i MLM – dla każdego choć trochę zorientowanego w temacie to jest niestety kiszka a nie jakiekolwiek źródło informacji. Spodoba się starszym babciom, które lubują się w narzekaniu, do czego to dochodzi na tym świecie.

    Młody człowiek, o otwartym umyśle (tak, wiem, zaraz mi ktoś tu zarzuci New Age), po przeczytaniu połowy tego artykułu powie „pierdoły” i zamknie okno przeglądarki.

    Proponuję, by autor pozostał w swojej branży, a o MLM faktycznie niech piszą ludzie zaznajomieni z tematem.

  23. ()

    Zachęcam i proszę o dyskusje „na argumenty”, a nie na emocje.

  24. ()

    Poczytałem sobie powyższe wypowiedzi i śmiać mi się chce zarówno z tych, którzy wszystkie MLM-y wrzucają do 1 wora samego zła i totalnej destrukcji psychiki „wciągniętych” oraz ich rodzin, majątków i Bóg wie czego jeszcze, jak i z drugiej strony z tych, którzy z otwartą przyłbicą i do krwi ostatniej bronią zaciekle wartości które widzą w (zapewne swoich) MLM-ach! – jak widać temat (własnych!) wartości ustawicznie podnosi Polakom poziom adrenaliny pod samo niebo :-)

    Owszem – zastanawiam się, czy ten bądź co bądź bardzo tendencyjny artykuł Ks.Wołpiuk napisał z premedytacją czy nie? czy opis istoty MLM w oparciu wyłącznie o 1 wybraną firmę był celowy, czy wynikał ze skromnej wiedzy autora? – nie ma co tego roztrząsać – zgadzam się z x.Przemkiem – pozostańmy przy rzeczowych argumentach, pomijając emocje.

    Czy wiecie, że w Polsce istnieje (co najmniej) 1 MLM, gdzie:
    – zasady działania są zgodne z wartościami Bożymi
    – są organizowane (w miarę regularnie) rekolekcje
    – wielu z tych „na górze” to głęboko wierzący katolicy udzielający się w duszpasterstwach, kręgach Domowego Kościoła, pozostający w stałym kontakcie z opiekunami duchowymi (księżmi oczywiście)
    – są zdrowe zasady organizacyjne (np. promujące pary małżeńskie)
    – jest polityka prorodzinna (nie mylić z prokreacyjną)
    – ci z większymi zarobkami prowadzą różne fundacje, domy życia, działalność charytatywną i to „w ukryciu”(!), tzn. nie trąbią o tym przed sobą jak faryzeusze, ale można to sobie wygooglać :-)
    – itd. itp.

    i co Wy na to ???
    :-)))

  25. ()

    Żona Pana Krzysztofa najwyraźniej nie potrafi korzystać z możliwości jakie daje firma Mary Kay. Znam wiele kobiet które nie mają spranych mózgów i utrzymują rodzinę za dużo więcej niż 3 tysiące miesięcznie :) Myślę że nie należy oceniać w zły sposób firm tylko dlatego że sposób sprzedaży jest bezpośredni.
    pozdrawiam
    Magdalena

  26. ()

    przede wszystkim nie należy usprawiedliwiać chęci uzyskania uznania wszelkim kosztem – z tego też powodu nie rozumiem, jak można zaciągać długi – by sprostać wymaganiom lub utrzymać status „dyrektor” w jakiejkolwiek firmie..
    Według mnie jest to zachwiany system wartości.. Mam stałą pracę, jestem członkinią MLM, od prawie roku wychowuję samotnie rocznego synka, po tym jak mąż od nas odszedł. Właśnie ta firma pomogła mi na nowo uwierzyć w siebie, ale ode mnie zależało jak wiele z niej wyciągnę. Pomogli mi zbudować wartości na nowo, wyżywić dziecko w najtrudniejszym dla mnie momencie. Nie było łatwo, musiałam prowadzić spotkania kosmetyczne; nic z nieba nie spadało, a jak już byłam bliska wpadnięcia w błędne koło by zarobić więcej i więcej, właśnie osoby z MLMu zastopowały mnie przypominając, że wiara, rodzina, kariera.. że mam synka i on mnie w tym momencie potrzebuje najbardziej i muszę o tym pamiętać.

  27. ()

    Wszystkie znane mi osoby, które zostały „wkręcone” w maszynkę networku i jemu podobnych, są tak oszołomione chęcią uzyskanie sukcesu, że nie są w stanie myśleć krytycznie. Z nimi się nie da rozmawiać o czym innym jak tylko o „byznesie” i wypowiedź tych „chwalców” systemu Network mnie nie dziwi. Szczególnymi obrońcami są „generałowie” z żołnierzyki muszą ciągle inwestować i nie mają za co dzieciom butów kupić. Są to obłędne praktyki zniewolenia, o których traktat można napisać. Same te prezentacje to takie nadęte teatrum, które widać dopiero stojąc z boku. Nie wplatam wątku Pana Boga, bo samo ludzkie spojrzenie na sprawę wskazuje na to, że w tym systemie ma być tylko ozdobnikiem, a powołanie się na Niego ma tylko uwiarygodnić ludzki sukces wątpliwy zresztą i bez………

  28. ()

    zjawisko firm marketingu sieciowego obserwuję od ok. 1992r, miałem kilka podpisanych umów w  2-3 podjąłem działania by cos zrobić, tak więc jakąś wiedze na ten temat posiadam
    zastanawiające jest ,że osoby , które krytycznie wypowiadają się na ten temat mają wiedzę z  obserwacji, literatury lub nieudane próby działania z  tą lub inną firmą.
    Mam propozycję dla tych osób: załóż firmę w  biznesie tradycyjnym,
    poprowadź taki biznes 2-3 lata, oby z  sukcesami , później podejmij współpracę z  firmą marketingu sieciowego – która np.  funkcjonuje w  Polsce 10-15 lat , a  później porównaj obydwa sposoby prowadzenia działaności gospodarczej i  wyciągnij wnioski.
    ….a jak zechcesz się wypowiadać to wówczas faktycznie masz do tego prawo….
    ….a Bóg? no cóż zazwyczaj pomaga lepiej przygotowanym.

    życzę powodzenia wszystkich , którzy faktycznie chcą coś w  życiu osiągnąć pomagając innym osiągac sukcesy.

    Józef Ł.

  29. ()

    Działałem w tej maszynce do ogłupiania i wyszedłem z tego po 2 latach, bo trudno było mi wciskać znajomym „kit” .Całe nieszczęście tej formy sprzedaży polega na tym, ŻE MUSISZ WMÓWIĆ ZNAJOMEMU, ŻE ON TEGO POTRZEBUJE. To jest manipulacja człowiekiem, a jak mu nie wmówisz, to nie masz zysku. To nie jest sytuacja, gdzie potrzebujący produktu spotyka się ze sprzedawcą. Tu potrzebę się tworzy na pokazach, wyłudza się od gospodarzy telefony i nazwiska osób /w zamian daje sie jakąś błahostkę w postaci bonusa/ wykorzystując wartości wyższe, jak przyjaźń, rodzinne związki do czczych rzeczy. Pana Boga zostawmy w spokoju, bo objawienie zbawienia przekazał ludziom wcale do tego nieprzygotowanym, a nie dobrze przygotowanym mędrcom tego świata.

  30. ()

    Witam
    Jestem katolikiem, wierzącym praktykującym, będącym we wspólnocie.
    Od 2 lat z powodzeniem prowadzę działalność w marketingu sieciowym i napiszę krótko – artykuł jest bardzo słaby i bardzo nierzetelny . Autor kompletnie pomieszał wszystko – wrzucił wszystko do jednego.

    Dodam że PRZEZ TO artykuł jest BARDZO SZKODLIWY PONIEWAŻ MOŻE WYPACZYĆ SPOJRZENIE NA BRANŻĘ w której jak w każdej innej są ludzie uczciwi i nieuczciwi. Porównałbym to do paszkiwIli pisanych o kościele i pedofilii – czy to że może kilku osobom się zdarzyło oznacza że cały kościół jest zły – OCZYWIŚCIE ŻE NIE ALE POPRZEZ TAKIE ARTYKUŁY MAMY ODNIEŚĆ TAKIE WRAŻENIE !!!!!! I TU JEST TAK SAMO.

    Jak chodzi o manipulację wpływ na ludzi i techniki sprzedaży to te z powodzeniem wykorzystywane są w każdej większej korporacji, urzędzie wojsku, kościele i tak dalej. Na stacji paliwowej jak sprzedawca mówi: a może płyn do spryskiwaczy – to już jest technika. Generalnie każdy kontakt z inna osobą i próba przekonania jej do swoich poglądów jest wpływem i manipulacją.

    Kolejna sprawa marketing sieciowy jest systemem dystrybucji produktu w którym firma zamiast wydawać pieniądze na pośredników i reklamę (a każdy wie że są to ogromne kwoty) wypłaca je osobą polecającym/dystrybutorom.
    To daje ludziom możliwość zarabiania a często pomaga w beznadziejnej sytuacji finansowej – jak autor zna lepsze sposoby na dorobienie 500zł miesięcznie (bo tak większość osób to traktuje) w elastycznym czasie, bez przymusu – to niech wypowie.

    Zupełnie inna sprawą jest nurt pozytywnego myślenia – obecny wszędzie nie tylko w marketingu sieciowym (czego autor już nie napisał i co sugeruje że tylko w ms tak się dzieje). Tu muszę napisać, że również jest przeciwnikiem i przestrzegam przed tym, że nurt ten niesie wiele złego w sobie. Samo pozytywne myślenie nie jest złe i każdy powinien myśleć pozytywnie – nurt ten jednak wyklucza realizm i nie daje możliwości pomyśleć inaczej co jest kompletnym wynaturzeniem. Poza tym stawia człowieka na pierwszym miejscu i naucza że absolutnie wszystko zależy od niego – co stoi w sprzeczności ze słowem Bożym i przez to jest nie do przyjęcia. To bóg powinien być na pierwszym miejscu. Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu to reszta jest na właściwym.

    Mam nadzieję że autor się opamięta i więcej takich nierzetelnych paszkwili nie napisze. Jak chce mogę mu podać numer telefonu i chętnie podyskutuję jako katolik na ten temat
    pozdrawiam
    Marek Kalkowski

  31. ()

    „Pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha żywota” na tych ludzkich słabościach bazuje marketing sieciowy ale jak cię dopadnie taki „sieciowy” to musisz się człowieku dobrzy się nakombinować żeby się od niego „opędzić”.Nawet jeśli coś proponują to nie masz wyboru nie jesteś wolny w swojej decyzji ponieważ on ma tylko jeden produkt , wcale nie tani, a ciebie na ten produkt nie stać zaraz proponują dogodne raty i wpędzają cię w kłopoty finansowe na prezentacji i tylko wtedy cena jest promocyjna (niższa) a potem nie tak jakby ta chwila cudownie obniżała cenę – nie wiadomo dlaczego?
    Cenię sobie dobrych sprzedawców umiejacych dobrze zachęcić do zakupów nawet chętnie kupię towary których w danej chwili bardzo nie potrzebuję, nawet jeśli są nieco droższe ale mam możliwość wyboru nie muszę podawać listy znajomych którym można zająć czas aby mogli wysłuchać pogadanki na temat wyzszości naszego produktu nad wyrobami sprzedawanymi w sieci sklepow.
    Pewną mutacją marketingu sieciowego są telefoniczne oferty przygotowanego specjalnie dla mnie produktu właśnie przed chwilą dzwoniła miła panienka.
    I nie dociera do niej że ja nie chcę aby kontynuowała swoją tyradę.
    Jeszcze raz podkreśam jest to wymuszanie potrzeb (uzależnienie od rzeczy) aby znaleźć potrzebującego trzeba się nastarać to zajmuje i zaprząta myśli (uzależnienie ducha) a prorocze słowa:”Marto,Marto niepokoisz się i troszczysz o wiele a potrzeba tak mało a może tylko jednego”

  32. ()

    Z zainteresowaniem przyglądam się tej dyskusji i dopiero Pan Marian poruszył istotę działania MLM. Wszystkie organizacje gospodarcze działają na rynku. Może to być rynek globalny a może osiedlowy, może być to rynek paliw albo kukurydzy, w końcu grupą docelową będą bogaci albo niezamożni. Tak działa gospodarka tradycyjna. Od wieków doskonalone są również techniki sprzedaży. Obok także techniki manipulacji.
    MLM różni od tradycyjnej organizacji rynek. Targetem w tym wypadku są znajomi, a często podwładni w podstawowym miejscu pracy dystrybutora. Zatem konsumenta nie spotykamy w sklepie, na bazarze czy w internecie, ale we własnym domu, lub domu przyjaciół. Konsument nie jest anonimowy jak w przypadku handu tradycyjnego. Jest ze sprzedawcą związany w sposób emocjonalny, a często i służbowy. Dopiero ten aspekt daje przewagę konkurencyjną firmie MLM.
    Sprzedawca, aby mógł prowadzić swą działalność z sukcesem, musi wierzyć w to co robi. Niewielu ludzi stać na cyniczne traktowanie rodziny i znajomych (łatwiej jest z podwładnymi). Jeżeli cena towaru jest wyższa od podobnego stojącego w supermarkecie, a mamy go sprzedać własnej babci emerytce, to musimy wierzyć, że jest to produkt najlepszy na świeci. W tym momencie otwiera się pole do stosowania technik manipulacyjnych (opisanych zresztą w opracowaniach z zakresu psychologii i socjologii) stosowanych przez firmę w stosunku do swojego sprzedawcy i z kolei przez sprzedawcę wobec klienta.
    Nawiasem, przynajmniej w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, techniki te były na rynek polski przenoszone wprost z amerykańskiego i nie przynosiły spodziewanych efektów ze względu na inne uwarunkowania kulturowe.
    z poważaniem
    Andrzej Tomana

  33. ()

    Firmy mlmowskie oferują możliwość zarabiania dodatkowych pieniędzy. Od człowieka jego systemu wyznawanych wartości zależy czy ulegnie wyścigowi szczurów i czy pieniądze przesłonią mu świat czy też nie. Sprzedaż jest jedną z dziedzin życia gospodarki i w żaden sposób nie wypacza kwestii wiary.

  34. ()

    Nazwisko autora do wiadomości redakcji.
    Witam serdecznie wszystkich czytających. Pragnę się podzielić historią naszego małżeństwa dla dobra innych osób aby również nie dały się wciągnąć w tego typu tematy. Mianowice były to lat 93 94 kryzys w Polsce już nie jeden i nie ostatni interes nam pada. Znajomi proponują biznes dobre szybkie pieniądze zapraszają nas na spotkanie w domu tam mamy prezentacje firmy Amway. I tu się zaczęła cala historia znajomego tak przerobili w ciągu 1 tygodnia ze jego własna nie mogła do niego dotrzeć. On natomiast oczarowany diamentami rollem itd brnął w  temat. Dzięki Bogu gdy ja uczęszczałem na spotkania odnowy w Duchu św otrzymałem słowo od Pana Boga na spotkaniu list św Jakuba 1 cały. Gdy znajomemu przeczytałem słowo Boże on natychmiast podjął decyzje zrezygnował i my tez dalej jednak wkrada się ten biznes do nas poprzez firmę act ściereczki itd dalej firma lama gold pościel wełniana dalej firma Akuna zbiór witamin na wszystko dalej firma tuperware miseczki itd dalej firma zepter garnki dalej firma rainbon odkurzacze princ lion dalej firma worwerk termomix naczynie garnek wielofunkcyjny to wszystko sumując to sprzedaż bezpośrednia nie muszę pisać o co tu chodzi jest groch z kapusta mlm nlp itd marketing psychomanipulacja żadna to tajemnica i nowość w temacie wiadoma w większości osób co ciekawe to to te wyroby są dobrze wykonane niestety niebotycznie drogie aż zal tych co dacza się namówić pod wpływem chwili napiec i emocji a później i w większości nie ma co do garnka włożyć bo trzeba spłacać raty to 1 owoc takich zakupów dalsze konsekwencje to bardzo ważne zaczyna się poważnie burzyć i rozwalasz wspólnotę małżeńską i inie tylko bo rodzina i bliski bo co pieniądz staje się bożkiem na 1 miejscu zapomina się o wartościach etyce moralnej a co istotne o człowieku ja tu jestem i żyję czy mnie widzisz i jeszcze dostrzegasz jako osobę wszystko jest w życiu ważne praca pieniądze itd ale nie najważniejsze od pana boga człowieka rodziny bliźniego powiada polskie przysłowie jeśli jest pan bóg na 1 miejscu to wszystko jest na swoim miejscu istotne jest tez fakt ze człowiek dużo potrafi sobie usprawiedliwić wytłumaczy czy zagłuszyć własne sumienie w zależności od danej potrzeby czy sytuacji czytałem wiele wypowiedzi na te temat ile ludzi tyle rożnych opinii i dobrze bo różnorodność jest piękna i ciekawa lecz warto stanąć w prawdzie i zrobić rachunek sumienia sobie dla siebie wydobywając refleksje czy warto życie stracić i zatracić dla wartości pt mamona czy powierzyć pan bogu i jego wartością prowadzącym ku życiu wiecznemu tu jesteśmy tylko pielgrzymami warto nie zapominać a czy ktoś wierzy czy nie to jego własny wybór i to szanuje i kwestia czasu odnalezienie swoje drogi życia i sensu konkretnie to owocem pracy naszego małżeństwa w tych firmach to poważne kryzysy sięgające prawie do rozwodu ciągłe kłótnie awantury pt ja to zarabiam a ty co mężu mało co przewartościowanie życia w innym kierunku co po pieniądzach gdy zaczyna tracić się bliskich oddalają się czy warto wcześniej czy później przyjdzie ogromna pustka owocu egoizmu mogą co dla niektórych osób te argument nic nie mówić przemawiać tez ich szanuje życząc dużo w życiu prawdy bo ona pomaga i wyzwala żyć w wolności nie zakłamaniu czy fałszu nie dajcie się kochani zwariować szanujcie siebie i innych zakończę tymi ważnymi słowami od św Jakuba kto doznaje pokusy niech nie mówi ze bóg go kusi bóg nie podlega pokusie ku złemu ani tez nikogo nie kusi to własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci my dzięki bogu z  tymi firmami i praca zerwaliśmy współprace naprawdę szkoda życia i lat są dobre prace w winnicy pańskiej dziękuję wszystkim za przeczytanie i życzę wszystkim dobrej pracy aby mieli i owocnej która niesie radość i zadowolenie pozdrawiam

  35. ()

    Dlaczego nie zastanawiamy się robiąc zakupy w „Sieci” spożywczej czy przemysłowej nad jej etyką?
    Nad tym kto i ile na tym zarabia?
    Nad jakością towaru na półce w markecie?
    Wierzymy ślepo reklamie w mediach!
    Nie oceniamy pod kątem wiary, wartości, Boga (może tylko czy otwarte w niedzielę czy nie)?!?!
    A lekarze i apteki i firmy farmaceutyczne? – tu też nie oceniamy – Pani Doktor przepisze, my kupujemy za ostatnie grosze!

    Jestem katolickim przedsiębiorcą współpracującym z Firmą sprzedającą nie w markecie ale bezpośrednio. Firma Oriflame, bo o niej mowa oddaje dystrybutorom 30% swojego zysku – za wykonaną pracę oczywiście.

    Moja praca przypomina pracę przedstawiciela handlowego, z tym że nie przekupuję lekarzy żeby przepisywali ten a nie inny lek, nie ustawiam towaru na półkach sklepowych, aby w bardziej sugestywny sposób zaproponować go ludziom.

    Po roku współpracy i inwestycji (czas i pieniądze – nieporównywalnie mniejsze niż przy rozpoczynaniu klasycznego biznesu) zaczęliśmy wraz z żoną zarabiać pieniądze, jakich nigdy nie zarobilibyśmy pracując na etacie. Pomogliśmy też kilku osobom stanąć na nogi, odważyć się, wziąć życie w swoje ręce. To na prawdę wielka radość, jak ktoś dzięki naszej pomocy dźwiga się i staje się niezależny również finansowo/

    To jaki jest tzw. MLM zależy od ludzi, którzy go tworzą. Naszą misją (jeśli idzie o ten biznes) jest zmiana jakości pracy dystrybutorów. Uczymy jak nie namawiać, jak nie manipulować, jak proponować uczciwie, aby każdy w sposób wolny mógł decydować o swoim życiu.

    Jest to biznes dla każdego, ale nie każdy będzie potrafił się tu odnaleźć.

    Jak tłumaczył o.Fabian Błaszkiewicz w rekolekcjach dla przedsiębiorczych o Błogosławionym Bogaczu.
    Jeśli coś mnie złości w rzeczywistości, która mnie otacza – to może jest to element mojej misji, do której powołał mnie Bóg. Jeśli uważam, że firmy działające w sprzedaży bezpośredniej działają źle i wbrew zasadom, to może tu jest moje (Twoje) miejsce na działanie w kierunku zmiany.

    Pozdrawiam i zapraszam do rozmowy

    Maciej Zagwojski
    e-mail: zagwojski@wp.pl, tel. 693 422 665

    p.s.
    dla porównania tradycyjny biznes (założyłem w grudniu 2010 firmę transportową) doprowadził mnie na skraj bankructwa (mam około 100 tys zł długu), będąc podwykonawcą Firmy Kurierskiej i zatrudniając 3 pracowników. Czy też mam pisać o nieuczciwości i naciąganiu?

  36. ()

    Witam

    Bardzo proszę o Bożą rzetelność wobec ks. Andrzej Wołpiuk i o poprawienie tego artykułu. Został on napisany w 2007 roku i podpiera się artykułami z 1997 na temat firmy Amway, która rzeczywiscie w tym okresie stosowała ostrą manipulacje.

    Ale na podstawie artykułów napisanych 15 lat temu na temat jednej firmy nie można opierać swojej wiedzy o Marketingu Wielopoziomowym !!!!

    Tak właśnie mój sąsiad niestety myśli o kościele, gdzie raz usłyszał o jednym księdzu, który miał kochankę i dziecko i teraz twierdzi, że każdy ksiądz musi mieć kochankę i dziecko.

    Jeżeli ks. Andrzej chce być obiektywną osobą to proszę zapoznać się z zasadami działalności i praktykami innych firm szeroko działającymi na rynku Polskim np. FM Group, Forever Living Products, Avon, Oriflame czy Akuna.

    Dla mnie MLM jest takim samym sposobem zarabiania pieniędzy jak każdy inny sposób, jeżeli ks. Andrzej znajdzie bardziej rzeczowe artykuły oraz bardziej aktualne to z miłą chęcią przyłączę się do dyskusji.

  37. ()

    No i polecam ten artykuł: http://www.duszpasterstwotalent.pl/mlm-2/ jako rzetelna odpowiedź.

  38. ()

    W podpisie artykułu zapomniano dipisać „ks. Andrzej Wołpiuk – ignorant”. Niech wypróbuje obserwacji uczestniczącej zamiast pisać artykuły opisane na podstawie opowieści innych oraz książek. Najwięcej uczymy się robiąc. Pozdrawiam

  39. ()

    Przypominam i proszę o wysoką kulturę dyskusji. Używajmy argumentów, a nie epitetów.

  40. ()

    Zastanawiam się po co ta cała „dyskusja”. Kto wróblem się urodził orłem nie umrze …

  41. ()

    Witam,
    Zaobserwowałam wiele emocji w trakcie dyskusji na temat artykułu.
    Pozwolę sobie wyrazić swoją opinię.Dla mnie osobiście MLM jest biznesem XXI w. Polecam książkę: Robert Kiyosaki,”Biedny Bogaty Ojciec”. Z MLM -em jestem związana od niedawna, a przygoda moja z tą branżą zaczęła się od poszukiwania produktu, który pomógłby w odzyskaniu zdrowia osobie z mojej rodziny (lekarstwa nie pomagały). Po zastosowaniu produktu , byliśmy szalenie zaskoczeni jak dolegliwości zaczęły ustępować. Ten moment spowodował u mnie chęć niesienia pomocy innym ludziom, dzielenia się swoimi doświadczeniami, dzielenia się produktem :) Kapitalne jest to, że mogę pomagać tym, którzy chcą i potrzebują pomocy, a przy tym generować dochód pasywny.
    Dzisiaj dziękuję Bogu, że postawił na mojej drodze osoby, które podzieliły się z moją rodziną wiedzą na temat suplementu i nauczyły mnie stawiać pierwsze kroki na drodze w MLM-ie. Kończąc dodam: z mojego punktu widzenia, porównywanie marketingu społecznościowego do sekty jest nietakltem.
    Pozdrawiam ciepło :)
    Brygida
    brygida.kryszewska@wp.pl

  42. ()

    Komu jak komu ale księdzu nie wypada nie zbadawszy wpierw dogłębnie tematu – oceniać coś czego nie zna.
    Artykuł bardzo nierzetelny i tendencyjny.
    Pozdrawiam

  43. ()

    Pisząc tego typu artykuł trzeba zadbać o rozróżnienie cech sekt ekonomicznych od zwykłych mechanizmów marketingowych, które nie mają nic wspólnego z sekciarstwem a są zdrowym biznesem. Brak rozróżnienia i wrzucanie wszystkiego do jednego worka jest nierzetelne, niesprawiedliwe i samo w sobie prowadzi do przekłamań i wręcz manipulacji. Nie zakładam złej woli Autora, ale brak wiedzy i umiejętności rozeznania, wynikającej m.inn. z negatywnych osobistych doświadczeń.

  44. ()

    Taka dygresja: Ja już chyba kiedyś czytałem ten artykuł na apologetyka.pl – serwis prywatnej osoby, który dzięki drażliwemu i nierozpoznanemu na owe czasy tematowi dobrze się pozycjonował w wyszukiwarkach internetowych. Mówimy o przełomie lat ’90/2000.
    Jeśli to nie ten artykuł to na pewno bibliografia identyczna. Opierając się na takiej i tylko takiej bibliografii żaden autor nie jest wstanie napisać wiarygodnego tekstu o marketingu sieciowym – koniec dygresji.

    A wracając do tematu to mam parę pytań do ks. Andrzeja Wołpiuka.
    Czy ksiądz ma jakiekolwiek osobiste, empiryczne doświadczenie w prowadzeniu działalności w marketingu sieciowym?
    Czy może ksiądz jest duszpasterzem, moderatorem jakiejś grupy przedsiębiorców działających w marketingu sieciowym?

Dodaj swój komentarz

Komentarze niepodpisane imieniem i nazwiskiem nie są publikowane.

© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.

Szanujemy Twoją prywatność.