O. Jan Leon Dehon Założyciel Sercanów

Autor | Dodano
Kategorie: O. Dehon | Tagi: ,

O. Leon Jan Dehon

Karol Klauza

O. Jan Leon Dehon Założyciel Sercanów
szkic biograficzny

OD AUTORA
KORZENIE

KU KAPŁAŃSTWU
ŚLADAMI CHRYSTUSA ROBOTNIKA
KOLEGIUM I ZGROMADZENIE
CONSUMMATUM EST
ZMARTWYCHWSTANIE
„ABY ŻYCIE MIELI…”
BRAT PRZECIW BRATU
DLA CHRYSTUSA


ŚLADAMI CHRYSTUSA ROBOTNIKA

Europa przeżywała pełen sukcesów, szalony koniec XIX wieku. Okres tzw. Drugiego Cesarstwa (1852-1870) oznaczał dla Francji czas szybkiego bogacenia się ludzi przedsiębiorczych. Podwoił się eksport. Rodzący się przemysł mógł i  chciał produkować jeszcze więcej. Rozbudowywały się fabryki. Ze wsi napływała do nich tania siła robocza. Rosły przemysłowe miasteczka północnej Francji. W 1876 roku Saint-Quentin miało 37 000 mieszkańców (w  1900 roku miało ich liczyć 50000). Posiadacze i potentaci fabryczni zyskiwali tu 90% dochodu, klasy średnie — już tylko 9,5%. Dla robotników zostawało zaledwie 0,4%, pomimo że stanowili przytłaczającą większość mieszkańców, zaludniającą ciasne i wilgotne uliczki dzielnic nędzy. Około 30000 dorosłych ludzi żyło za cenę sprzedawania swojej niewolniczej pracy za płacę tak skalkulowaną, by z trudnością starczała na przeżycie robotniczych rodzin. Bez żadnej szansy awansu — raczej z  perspektywą przedwczesnej, schorowanej starości, odmierzanej smutnymi dniami, karmionej czarnym chlebem i namiastką kawy, upływającymi w  zimnych, ciasnych murach mieszkań przy bulwarze Richelieu, na wzgórzach św. Jana, a niekiedy w cieniu bazyliki.

Nawet stąd było daleko do Kościoła. Ale i Kościół nie posyłał tu swoich ludzi — chyba, że na rytuał pogrzebu. Nic dziwnego, że szybko przylgnęło do księży określenie cmentarnych ptaków. Ich drogi przebiegały gdzie indziej. Wielu nie wierzyło w apostolski sukces w pracy z robotnikami. Choć i tak było ich tylko ośmiu na blisko 40000 miasto, to wysiłek docierania tam, gdzie najtrudniej podjął dopiero Ksiądz Dehon — najmłodszy z wikarych. W  podziale obowiązków kapłańskich otrzymywał zadania wymagające ofiarności i poświęcenia. Nie zważano na jego doktoraty. Był młody — miał niespełna 30 lat i zaczynał swe kapłańskie posługiwanie. Mógł pracować.

To właśnie on miał przebić się przez skorupę robotniczej nieufności do kapłana. Z dnia na dzień stawał się kimś przynoszącym nadzieję dla żyjących w apatii i  wrogiej pogardzie dla wszystkich mających się lepiej.

Najpierw zajął się dziećmi. To dyktowała skala potrzeb społecznych i duszpasterska strategia wychodzenia z zamkniętego kręgu nędzy rodzącej nędzę, w którym brak środków do życia owocował zbrodnią, alkoholizmem, prostytucją i  analfabetyzmem. Praca nie miała już wartości religijnej. Nie wiązano jej ze skutkami grzechu pierworodnego ani tym bardziej nie dostrzegano w  niej środka współstwarzania i uświęcania się człowieka. Była zwykłą, niewolniczą koniecznością, by móc podtrzymać jałową egzystencję, z  brakiem stabilizacji, ciągle zmieniającymi się płacami i jeszcze szybciej rosnącymi cenami, pogłębiającą się zależnością od przedsiębiorcy. Tak nadal owocowała wielka rewolucja francuska. Praca ludzka stała się formą ograniczania bliźniego w jego rozwoju, cywilizowaną formą agresji i zniewolenia, kryterium oceny prawa do życia — będziesz żył, jeśli oddasz mi swój czas, siły, zdrowie…, siebie samego. Niekiedy nie starczało czasu nawet na niedzielną Mszę świętą.

Ksiądz Dehon znał tę „przemysłową dżunglę” zarówno z książek, jak i paryskich doświadczeń. Teraz był świadomy jej podatności dla udzielonego mu przez Boga kapłaństwa; to przecież z woli Stwórcy, dla tysięcy robotników droga zbawienia biegła właśnie przez fabryczne hale. Dlatego młody wikary chciał, żeby Kościół był tam obecny, żeby otaczał modlitwą te „zaklęte rewiry”. To spod pióra Księdza Leona wychodziły nowe wezwania maryjne w  rodzaju „Matko Boża Fabryczna — módl się za nami”. Wiedział, że czyniąc w ten sposób, pozostaje wierny wielowiekowej tradycji kościelnej, sięgającej czasów św. Pawła i jego zbiórek pieniężnych na potrzeby ubogich wspólnot jerozolimskich. Potem były sławne diakonie rzymskie, świadczące pomoc materialną wszystkim potrzebującym. To samo czyniły następnie organizacje cechowe i brackie, zakony i liczne stowarzyszenia ludzi świeckich. W XIX wieku w szczególny sposób dojrzewała świadomość obecności Królestwa Bożego w znamionach doczesności — nie tylko w  granicach widzialnego Kościoła, ale także wszędzie tam, gdzie w  zubożonym i prześladowanym robotniku sam Chrystus doznawał głodu, cierpienia i odrzucenia.

W Saint-Quentin nie było tradycji apostolatu społecznego. Młody Ksiądz nie miał żadnych punktów oparcia dla swojej duszpasterskiej inicjatywy, która musiała przełamywać bariery uprzedzeń — także ze strony niektórych środowisk kościelnych, owładniętych błędami gallikanizmu i liberalizmu. Jedynie z  trudem i wyrzeczeniem można było odzyskiwać utraconą wierzytelność przepowiadania.

Mieszkał we wspólnocie kapłańskiej przy rue de l’Official. Żyli raczej ubogo, mieli jednak w  mieście autorytet. Liczono się z ich sugestiami w decyzjach dotyczących miasta. Ksiądz Dehon, jako najmłodszy, szybko zyskał popularność wśród chłopców z okolicznych domów. Spotykali się początkowo w jego pokoju. Potem zdobył teren i środki finansowe na budowę domu dla młodzieży. Już w marcu 1873 roku mógł odprawić Mszę świętą w kaplicy założonego przez siebie Dzieła Świętego Józefa. Dysponował budynkiem z czytelnią, salą sportową, biblioteką, pomieszczeniami na kasę oszczędnościową, kółka zainteresowań, prób orkiestry… i z pierwszym w jego życiu ołtarzem, jaki postawił Bogu, by gromadzić wokół niego potrzebujących. Dzieło Świętego Józefa utrzymywał z własnych funduszy. Skutecznie udało mu się zachęcić do pomocy świeckich, czym na wiele lat uprzedził jedną z metod działania Akcji Katolickiej.

W sierpniu 1873 roku na Kongresie Katolickich Kół Robotniczych w Nantes Ksiądz Dehon spotkał pierwszy raz Leona Harmela. Odtąd drogi ich życia biegły blisko siebie. Dla niektórych właśnie Harmel stał się jaśniejszą gwiazdą społecznych doświadczeń Kościoła, pomimo że ich dokonania były wspólne. Leon Harmel miał fabrykę w Val-des-Bois. Ułożył panujące w niej stosunki zgodnie z  zasadami chrześcijańskimi i przyczynił się do spopularyzowania tzw. patronatu, czyli daleko idącej opieki materialnej i duchowej pracodawcy wobec robotników. Ksiądz Dehon, zachęcony przez innego sławnego społecznika katolickiego, Alberta de Muna, jeszcze tego samego roku założył w Saint-Quentin Katolickie Kółko Robotnicze, skupiające starszą, pracującą młodzież.

W tym czasie problematyka społeczna zaczęła wypełniać jego kazania. Stały się one źródłem nadziei dla jednych i powodem obrazy dla tych, którzy słusznie czuli się adresatami gorzkich słów prawdy i surowej oceny nadużyć moralnych, mających miejsce w stosunkach społecznych. Wykazywał, bogato argumentując przykładami z najbliższego otoczenia i odwoływaniem się do autorytetów teologicznych, jak niedostatek i niesprawiedliwe warunki pracy spychają robotników na drogę przestępstw, a w konsekwencji prowadzą do utraty wiary i zbawienia. Mówił też, że wysiłki Kościoła, by wychować społeczeństwo w duchu moralnej prawości, doceniające pracę i  poświęcenie, staną się bezużyteczne, jeśli nie zostaną wsparte przez właścicieli. Ich odpowiedzialność przed Bogiem sięga przecież dalej niż parkan własnej fabryki.

Prowadzenie Dzieła Świętego Józefa, działalność kaznodziejską, wspierał Ksiądz Dehon wykładami z ekonomii społecznej, organizowaniem w mieście Konferencji Świętego Wincentego à Paulo i rozszerzaniem na terenie diecezji sugestii podjęcia specjalistycznego duszpasterstwa robotników. W tym dziele zyskał uznanie i pomoc biskupa Doursa z Soissons. Dzięki temu mógł jeszcze bardziej poświęcić się Dziełu, które stało się jego życiową pasją. Rozpoczął z czasem drukowanie materiałów pomocniczych dla innych księży, pragnących — jak on — poświęcić się pracy z robotnikami. Pisał setki listów, opracowywał sprawozdania, organizował kongresy w większych miastach diecezji, by możliwie najszerzej uświadomić księżom potrzebę i  sposób posługi duszpasterskiej robotnikom. Stał się w ten sposób jednym z pierwszych kapłanów, którzy opuścili zakrystię, by zanieść Słowo prawdy i życia pod fabryczny dach, by odszukać Chrystusa w halach maszyn parowych, przytłoczonego ich wielkością i nieustannym ruchem, „cichego, spracowanego, biednie ubranego”.

Na Kongresie w Liege w  1875 roku nawoływał do chrystianizowania fabryk; w Saint-Quentin w 1876 roku, przy udziale nowego biskupa Odona Thibaudiera, ponowił swój apel, poparty udzielonym mu autorytetem kanonika honorowego katedry w  Soissons. Na „rewolucyjnym” Kongresie w Soissons w 1878 roku, skupiającym duchowieństwo z całej Prowincji Reims, Ksiądz Dehon występował już jako fundator Kolegium Świętego Jana i Założyciel Zgromadzenia.

Podziel się:

O autorze


© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.

Szanujemy Twoją prywatność.