O. Jan Leon Dehon Założyciel Sercanów

Autor | Dodano
Kategorie: O. Dehon | Tagi: ,

O. Leon Jan Dehon

Karol Klauza

O. Jan Leon Dehon Założyciel Sercanów
szkic biograficzny

OD AUTORA
KORZENIE

KU KAPŁAŃSTWU
ŚLADAMI CHRYSTUSA ROBOTNIKA
KOLEGIUM I ZGROMADZENIE
CONSUMMATUM EST
ZMARTWYCHWSTANIE
„ABY ŻYCIE MIELI…”
BRAT PRZECIW BRATU
DLA CHRYSTUSA


KU KAPŁAŃSTWU

Leon Dehon był teraz szczęśliwy. Został alumnem seminarium. Znalazł swoje miejsce na ziemi. Było mroczne i mieściło się w smutnym, zimnym gmachu. Małą celę wypełniały proste sprzęty — twarde łóżko, stół, półka na książki, szafa, lampa. Miał teraz dwadzieścia trzy lata, za sobą osiągniętą karierę naukową, a przed sobą obowiązek zaczynania studiów od początku. Był jednak naprawdę szczęśliwy. Wiedział bowiem, że staje się sobą. Wreszcie. Od trzynastego roku życia czekał na ten zwrot w swoim życiu.

1 listopada 1865 roku pierwszy raz założył sutannę. Był już po tej upragnionej stronie, segregatus — oddzielony, wybrany i mógł swoim strojem nawet powiedzieć o  tym innym ludziom. Napisał potem, jak wiele kosztowały Go sytuacje, w  których musiał rozstawać się z sutanną. Była dla Niego znakiem wierności, symbolem przymierza, szansą ofiary, pomocą i ochroną…

Do jej duchowych wymiarów Leon dorastał kierowany w życiu wewnętrznym przez księży duchaczy. Naukę pobierał u jezuitów na Uniwersytecie Gregoriańskim. Po roku studiów uzyskał doktorat z filozofii. Podczas studiów teologii otrzymał w 1867 roku święcenia subdiakonatu, a w 1868 roku — diakonatu. Marzenia stawały się rzeczywistością. Dojrzała decyzja zaowocowała między innymi uznaniem ojca. To była dla Leona prawdziwa radość i  świadomość życiowego sukcesu. Aleksander Dehon przebył bowiem przez te lata rozłąki drogę wewnętrznego nawrócenia. Ostatnie jej tygodnie miały upłynąć pod dachami rzymskich bazylik u boku syna, który niegdyś oceniany jako niewdzięczny i nieposłuszny, teraz stawał się palcem Bożej Opatrzności i Miłosierdzia, dającego szansę nawrócenia i ożywienia ducha religijnego u tego francuskiego człowieka interesu. Tak chyba owocowały godziny modlitw, wyrzeczeń i ofiar Leona i żony.

Rodzice przyjechali jesienią 1868 roku do Wiecznego Miasta. „Zbliżali się” do kapłaństwa swego syna. To właśnie Aleksander Dehon na prywatnej audiencji u Piusa IX prosił papieża o przyśpieszenie daty święceń. Powrócił do Chrystusa dzięki synowi i teraz chciał mu pomóc. Papież zgodził się.

Ten najpiękniejszy dzień w życiu Księdza Dehona miał miejsce 19 grudnia 1868 roku, to była IV Niedziela Adwentu. Już czuło się atmosferę świąt Bożego Narodzenia „Świąt Tajemnicy Wcielenia. Pojednany z Bogiem ojciec, niemogąca powstrzymać łez szczęścia matka, wzruszony prymicjant uczestniczyli w  zdarzeniu, będącym zadatkiem wielkich dokonań w Kościele. Teraz nagrodę Bóg przygotował temu, który poznał czas swojego nawiedzenia i potrafił walczyć w porę i nie w porę.

Życie kapłańskie Ksiądz Leon rozpoczął wysoko. Został mianowany jednym z 24 stenografów przygotowywanego Soboru Watykańskiego I. To dowód zaufania, wielkiego zaufania ze strony przełożonych i ludzi Kościoła. W Rzymie był przecież człowiekiem nowym. Zasadnicze studia odbywał w Paryżu, świeckim Paryżu, który obok zeświecczenia obyczajów, był owładnięty gallikanizmem. Tutaj też działały loże masońskie i inne, popularne w tamtych czasach kręgi wtajemniczenia. Tymczasem wybrano właśnie jego — doktora prawa i  filozofii, jeszcze studenta teologii na Uniwersytecie Gregoriańskim. Zaprzysiężony, jak inni uczestnicy Soboru, miał dostęp do wszystkich dokumentów, był świadkiem toczących się dyskusji, rodzącej się nowej świadomości Kościoła. To była dobra szkoła myślenia kategoriami kościelnymi dla tego przyszłego Zakonodawcy.

Świat nie pozwolił na pełną realizację Soboru. Wielka polityka, wrogie nastawienie do Kościoła ludzi rodzącego się przemysłu i kształtujących opinię publiczną wydawców prasowych sprawiły, że papież zdecydował się zawiesić obrady Soboru. Ksiądz Dehon znalazł się we Francji, gdzie został wcielony do wojska jako kapelan. W 1871 roku wrócił do Rzymu, by ukończyć studia teologiczne i prawnicze uzyskaniem dwóch kolejnych doktoratów. W tym czasie studiował też zagadnienia społeczne i ekonomię polityczną. Pragnie bowiem zrozumieć procesy dokonujące się wśród ludzi, do których miał być posłany jako kapłan. Chciał być nie tylko architektem sumień i  przewodnikiem na drodze do szczęścia nadprzyrodzonego, ale także stawiał sobie za cel zostać doradcą w sprawach codziennych. Chciał pomóc ludziom urzeczywistniać ich nadzieje.

Była to prosta konsekwencja życia duchowego Księdza Leona, ukształtowanego przez księży duchaczy w seminarium św. Klary. To, co zostało zasiane w tej duszy w  Hazebrouck, rozwinięte pod dachami Montmartre’u, teraz zyskiwało swój dojrzały, kapłański kształt. Dla niego, człowieka o formacji duchowej, uwzględniającej mentalność prawniczą przekonanego o istnieniu doczesnych znamion nadprzyrodzonej woli Bożej, dewizą życiową stają się słowa Listu do Hebrajczyków (10,7) i Psalmu 40 (7-9): „Oto idę, Boże, aby pełnić wolę Twoją”. W tym widział drogę swego uświęcenia, ożywianą modlitwą uczuć. Pragnął zawsze więcej — semper magis — aż po kres, za który uważał stałe zjednoczenie z Bogiem.

Tak czuł to zwłaszcza podczas trzeciego roku studiów, w latach 1867-68, który później nazwał swoim rzeczywistym nowicjatem. To właśnie wtedy upodobał sobie ideę żertwy ofiarnej, jako wyrazu miłości, chwały i wynagrodzenia składanego przez człowieka Bogu. Został jej wierny do końca swego życia. Uczynił z  tej idei znamię rozpoznawcze dla swego Zgromadzenia. Wniósł ją do pobożności i duchowości, jako charakterystyczny rys francuskiej szkoły życia wewnętrznego XIX w.

Wyróżniał się spośród innych seminarzystów inteligencją, zapałem apostolskim i życiem wewnętrznym. Tolerował, ale nie podzielał ich, zbyt świeckich, postaw. Może dlatego w jego życiu nie pojawił się żaden bliższy przyjaciel, który by zastąpił poznanego na studiach paryskich Leona Palustre’a.

W Rzymie, podobnie jak kiedyś w Paryżu, Ksiądz Dehon uczył się i działał. Katechizował ubogich, udzielał się jako prezes Koła Nauki Chrześcijańskiej, próbował docierać do zagubionych w swej religijności ludzi dorosłych. Coraz wyraźniej uświadamiał sobie swój charyzmat kapłaństwa, realizowanego jako aktywną obecność w centrum spraw społecznych, aby oświecać i poprawiać los skrzywdzonych. Chciał uczynić to bez uciekania się do polityki, rozbudzania nierealnych ambicji czy stosowania klasowej dyskryminacji. To zarazem charyzmat kapłana, do końca pozostającego w swej wewnętrznej samotności, aby być glebą otwartą na przyjęcie Słowa i Łaski, glebą rodzącą owoce, którymi obdzielać będzie rzesze potrzebujących.

Ożywiony takimi ideałami Ksiądz Dehon, dzięki łaskawemu zrządzeniu Opatrzności Bożej, spotykał w 1868 roku przybyłego na Sobór księdza Emanuela d’Alzona. Była to niezwykła osobowość, budząca zrozumiały podziw otoczenia. W wieku 25 lat został wikariuszem generalnym w Nîmes. Dla ks. Dehona stał się jakby modelem postępowania. Ksiądz d’Alzon był w tym czasie osobą znaną w  dziedzinie funkcjonowania szkół katolickich. Znano go też jako Założyciela Zgromadzenia Asumpcjonistów i jego żeńskiej gałęzi

— Zgromadzenia Asumpcjonistek. Ich celem było nauczanie młodzieży, duszpasterstwo poprzez prasę, misje i działalność społeczną. Zatroskany o wzrost pobożności ludzi świeckich, ksiądz d’Alzon założył wiele stowarzyszeń religijnych, nastawionych na nawracanie grzeszników, prowadzenie duszpasterstwa wśród żołnierzy, upowszechnianie częstego korzystania z  sakramentów, nauczanie prawd wiary, wieloraką pomoc okazywaną ubogim chłopcom, obdarzonym powołaniem kapłańskim. Jego życiową dewizą miał się też głęboko przejąć Ksiądz Dehon. Brzmiała ona — „Przyjdź Królestwo Twoje”

— i nosiła wiele cech pobożności ukierunkowanej na oddawanie czci Najświętszemu Sercu Jezusa Chrystusa.

Jeżeli gdzieś trzeba by szukać inspiracji pogłębionego apostolatu i duchowości sercańskiej, to właśnie w    tym kontakcie, podczas soborowych trosk. Obaj kapłani mieli oddać Kościołowi powszechnemu w XIX i XX wieku nieocenione usługi. Obaj byli ludźmi niezwykłymi.

Zapatrzony w postać i  dokonania księdza d’Alzona, Ksiądz Leon zapragnął zostać asumpcjonistą. I dla Zgromadzenia byłaby to korzystna decyzja. Zyskaliby gorliwego kapłana, który pod koniec swego seminaryjnego życia był charakteryzowany przez przełożonych w następujący sposób: „Charakter wspaniały; zdolności wielkie. Pobożność i zdyscyplinowanie: doskonałe. Wynik studiów: wyróżniający się. Jest jednym z naszych najlepszych seminarzystów pod każdym względem. Wiele obiecujący na przyszłość”. Takie są zawsze owoce powołania i współpracy człowieka z łaską otrzymaną od Boga.

Plany wstąpienia do Asumpcjonistów nie zostały zrealizowane. Bóg chciał inaczej. W sierpniu 1871 roku Ksiądz Dehon wraca do Francji. Po dojrzałym namyśle, w  październiku tegoż roku, oddał się do dyspozycji swego biskupa. Zamiast projektowanej reformy studiów uniwersyteckich, którą chciał przeprowadzić po wstąpieniu do Asumpcjonistów, zamiast celi zakonnej i  życia według reguły, został siódmym, ostatnim wikarym bazyliki w  Saint-Quentin. To było jego decydujące o wszystkim „Fint”.

Podziel się:

O autorze


© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.

Szanujemy Twoją prywatność.