Felieton ks. Piotra Brząkalika

Autor | Dodano
Kategorie: Aktualności, Myśli na niedzielę

Tekst pochodzi ze stałego cyklu „Felieton na początek tygodnia” i został wygłoszony na antenie Radia eM dnia 21.06.2017

Drodzy słuchacze. Ponieważ Boże Ciało mamy już za sobą, a koniec roku szkolnego ledwie na wyciągnięcie ręki, stąd też nie trudno pewno poddać takiemu wrażeniu, że blisko już czas, który potocznie nazywamy „sezonem ogórkowym”. A on zwykł nam się kojarzyć ze spowolnieniem tempa życia politycznego i małą atrakcyjnością programów radiowo – telewizyjnych. A w sporcie sezon ogórkowy to rzecz jasna między sezonowa przerwa w lidze i pucharach. O ile w przestrzeni radiowo telewizyjnej i sportowej ogórkowość tego czasu zauważymy bez większych problemów, o tyle życie polityczne nie da nam chyba od siebie odpocząć. A szkoda, bo wyszłoby to na dobre nie tylko nam, ale życiu politycznemu także, że użyję takiej ogólności.

Zanim, więc zaproszę Państwa do wysłuchania dzisiejszego felietonu winien jestem drobne wyjaśnienie. Tak się jakoś ostatnio składało, i to bez jakiegoś specjalnego powodu, że trochę mało odnosiłem się do społeczno – medialnych aktualiów. Wątki, które podejmowałem w kilku ostatnich felietonach wydawały mi się jednak na tyle ważne, że to one znalazły pierwszeństwo pośród innych.

Dziś jednak nie mogę się oprzeć potrzebie by nie zabrać głosu, nie odnieść się do ostatnich informacji, których uwaga skupiona była na dwóch duchownych: Ojcu Rydzyku i księdzu Sowie.

Po krótce przypomnę. Z jednej strony pojawiła się w sieci petycja skierowana do papieża Franciszka, pod którą zbierane są podpisy poparcia. Chodzi w niej o ukrócenie, jak to nazwano, w domyśle przez papieża Franciszka, politycznej działalności o. Tadeusza Rydzyka i przywrócenie charakteru religijnego jego radiu i telewizji. Z drugiej strony Pani Poseł Sobecka pisze do papieża list w obronie O. Rydzyka, bo ten według niej jest atakowany przez liberalno-lewicowych dziennikarzy i też prosi o poparcie jej pisma. A z trzeciej jeszcze strony TVP Info ujawnia fragmenty nagrań rozmów podsłuchanych przed paroma laty w słynnej restauracji z udziałem Ks. Sowy.

Wszystko to dzieje się mniej więcej w tym samym czasie. Jedno ociera się niemal o drugie. Za duży i za stary jestem, żeby uznać to za przypadek, czy zbieg okoliczności.

Żeby też było jasne, jest mi tak samo daleko do O. Rydzyka, jak i do ks. Sowy i nie mam tu na myśli kapłańskości, wspólnoty święceń, która nas łączy, a to wszystko, co nazwałbym poza kapłańskością, dość szeroką aktywnością obok czy wręcz poza kapłańską. Albo jeszcze inaczej, po swojemu nazwę to nad politycznością w kapłańskości.

Tak na marginesie, im mniej takiej sztandarowej, jednostronnej osobistej polityczności we własnym kapłaństwie tym lepiej tylko dla kapłaństwa nie tylko własnego zresztą. To tak samo jak z tronem i ołtarzem. Im mniej bliskości ołtarza z tronem, tym lepiej tylko dla ołtarza.

Zdaję sobie sprawę, że ten mój głos ani w jednym, ani w drugim środowisku sympatii mi nie przysporzy, a mimo to odważę się na zdanie, nawet tezę bardzo mocną. Kiedy tak się zastanawiam nad jakimś głębszym celem tego ostatniego szumu wokół tych dwóch duchownych, to odnoszę takie nieodparte wrażenie, że to nie o nich samych chodzi, a bardziej o to, żebyśmy zaczęli patrzeć i oceniać księży w takich dwóch przeciwstawnych sobie kategoriach rydzyko, czy sowo podobnych. Niech mi łaskawie wybaczą użycie ich nazwisk, jako swoistą identyfikację wzorca.

Nie wiem czemu, ale jakoś tak widzę tu pewną kontynuację, a może lepiej krok następny. Jeszcze nie tak dawano temu byliśmy świadkami lansowania takiej to logiki przeciwstawiania: dobry Franciszek – źli biskupi. A w takim przeciwstawianiu o nic innego chyba nie chodzi, jak tylko o skonfliktowanie, o wywołanie podziałów wedle dwubiegunowego, biało czarnego wartościowania.

Teraz jesteśmy świadkami sytuacji dość podobnej, tyle tylko, że hierarchicznie o poziom niżej. W moim przekonaniu idzie tu o przeciwstawianie jednego kapłaństwa drugiemu w tej samej logice: dobry duchowny – zły duchowny, w domyśle nasz ksiądz – ich ksiądz. Skutek poddania się takiej logice może być tylko jeden. Jeszcze większe skonfliktowanie, jeszcze głębsze podziały, na dodatek na poziomie podstawowym, bo parafialnym.

Nie wiem, czemu, ale przypomina mi się teraz to, co napisał św. Paweł w Liście do Koryntian: Doniesiono mi bowiem o was, bracia (…) że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: „Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa”. Czyż Chrystus jest podzielony? 

I to zdanie Pawła zdaje mi się być dla nas dziś szczególnie aktualne, tak dla księży, jak i dla wszystkich pozostałych. Stawiam to pytanie z całą jego dramatycznością, czy przypadkiem nie jest już za nami tak, że jesteśmy już tacy jak tamci, identyfikujący siebie, swoje kapłaństwo i katolicyzm, tak jak oni. Ja jestem Rydzyka, a ja Sowy, ja jestem toruński, a ja Łagiewnicki

Czy zaślepieni zapalczywą politycznością nie zapomnieliśmy przypadkiem o Chrystusie, o kapłaństwie bez poza Chrystusowej identyfikacji i o zgodnej rodzinności?

Nie dajmy się zwariować. Chrystus, kapłaństwo i rodzinność są ważniejsze niż doraźne polityczne wewnątrz rodzinne, wewnątrz kapłańskie, czy wewnątrz kościelne podziały czy przepychanki. Chrystusowość kościoła, kapłaństwa i spójna rodzinność są cenniejsze niż doraźne racje polityczne.

Rządzący się zmieniają, władze przychodzą i odchodzą, Kościół z kapłaństwem i rodzinność zostają. I naprawdę są one ważniejsze i cenniejsze niż wczorajsze czy dzisiejsze doraźne racje.

Tylko, czy aby nie jest już za późno na taką refleksję? Mam wszak nadzieję, że jednak nie, bo ponoć nigdy nie jest za późno, albo jeszcze inaczej, lepiej nawet późno byle nie wcale.

Bardzo już dziękuję za dzisiejszą uwagę i do usłyszenia za tydzień.

ks. Piotr Brząkalik.

Podziel się:

O autorze



Dodaj swój komentarz

Komentarze niepodpisane imieniem i nazwiskiem nie są publikowane.

© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.

Szanujemy Twoją prywatność.