Moralna odpowiedzialność ludzi biznesu

Autor | Dodano | Jeden komentarz
Kategorie: Aktualności, Kronika wydarzeń | Tagi: , , ,

Nad moralnymi aspektami odpowiedzialności ludzi biznesu zastanawiali się w Krakowie uczestnicy konferencji zorganizowanej wspólnie – już po raz trzeci – przez Uniwersytet Papieski Jana Pawła II (UPJPII ) i sercańskie Duszpasterstwo TALENT. Na spotkanie w gościnnych progach krakowskiego seminarium duchownego przybyło 17 maja około stu przedsiębiorców, pracodawców i studentów, którzy wysłuchali czterech wykładów i dwóch dyskusji panelowych.

Uczestników konferencji uderzała różnorodność spojrzeń na wydawałoby się jednoznacznie określony temat. „Moralna odpowiedzialność ludzi biznesu” to nie tylko wypełnianie zobowiązań wynikających z poszanowania godności osobowej pracowników i obowiązujących przepisów prawnych. Jak podkreśliła w swej wypowiedzi Małgorzata Felicka – bizneswoman z Warszawy – jej odpowiedzialność to troska o dobrą atmosferę w firmie, przekazywanie kompetencji (odpowiedzialność za odpowiedzialność pracowników) i system kontroli (odpowiedzialność za uczciwość). Inny przedsiębiorca, Marek Świeży z Gdowa, stwierdził, iż ważnym elementem jego moralnej odpowiedzialności jest szanowanie wolności pracowników oraz umożliwianie młodym odbywanie stażów i kształcenie się. Tadeusz Augustyn, lekarz i dyrektor szpitala, w swojej refleksji wskazał na szczególne moralne dylematy pojawiające się na styku medycyny i biznesu. Pozostali uczestnicy panelu dyskusyjnego – ks. Jacek Stryczek, dr hab. Ryszard Zajączkowski i Janusz Gumularz – mówili o społecznej odpowiedzialności organizatorów życia gospodarczego w Polsce.

Wykłady i dyskusje panelowe poprzedziło krótkie wystąpienie metropolity krakowskiego ks. kard. Stanisława Dziwisza, który patronuje konferencjom organizowanym przez UPJPII i TALENT. Następnie swoje referaty wygłosili ks. dr hab. Bogdan Zbroja, ks. dr hab. Jan Żelazny, ks. dr Marek Leśniak i dr hab. Janina Filek z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Ks. Zbroja (bliblista) mówił o odpowiedzialności w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich. Następnie ks. Żelazny (patrolog), mówiąc o hipotece społecznej u Ojców Kościoła, dał odpowiedź na dwa pytania: co to znaczy, że coś posiadam i co z posiadania wynika. Według Ojców Kościoła dobre używanie rzeczy i dóbr jest najlepszą inwestycją na przyszłość (wieczność). Trzeci prelegent, ks. Leśniak, skupił się – jako moralista – na problemie moralnej odpowiedzialności ludzi biznesu w sytuacji oddzielenia ekonomii od moralności. Wskazał na przypadki braku odpowiedzialności w skali makro i mikro, przypomniał o źródłach moralności czynów ludzkich (przedmiot, intencja, okoliczności) i roli prawidłowo ukształtowanego sumienia w podjęciu odpowiedzialności za siebie i innych (klienci, pracownicy, kontrahenci). Na zakończenie pierwszej części prof. Filek omówiła problem społecznej odpowiedzialności małych firm, podając liczne przykłady z innych państw, w których społeczna odpowiedzialność biznesu jest modna i brana pod uwagę przez klientów i kontrahentów.

Należy również wspomnieć o tym, że konferencje organizowane przez UPJPII i TALENT dają okazję do wspólnej modlitwy. Mszy Świętej w kaplicy seminaryjnej przewodniczył koordynator Duszpasterstwa TALENT ks. Grzegorz Piątek SCJ. W kazaniu wskazał na przykład życia włoskiego ekonomisty i społecznika Giuseppe Toniolo, który niedawno został błogosławionym i może być oficjalnym wzorcem postępowania dla wszystkich zaangażowanych w tworzenie ładu gospodarczego w naszej ojczyźnie.

Sprawny przebieg konferencji był możliwy dzięki animatorom poszczególnych sesji, życzliwej pomocy zarządu i kleryków seminarium krakowskiego oraz ks. Przemysława Króla SCJ i przedsiębiorców z Duszpasterstwa TALENT.

Andrzej Dubyk

Podziel się:

O autorze



Jeden komentarz

  1. ()

    Czcigodni Organizatorzy,

    Najpierw podziękowania: tego typu spotkania są bardzo inspirujące, pozwalają przeanalizować z nowej strony swoją relację do tworzonej wokół ekonomii a ponadto pokazują współczesne trendy myśli z pogranicza etyki i gospodarki.

    Dziękuję i proszę o więcej i częściej.

    A teraz będą uwagi organizacyjne.

    Udział w konferencji powinien być płatny. Niewielką kwotę, ale płatny. Płacenie wiąże i wzmaga wdzięczność, a także wyostrza zmysły, tzn. powoduje większy krytycyzm uczestników. A przecież nie chodzi o to, by się spotkać i wzajemnie komplementować, ale by coś nowego podczas takiego spotkania wytworzyć. Więc krytycyzm jest jak najbardziej wskazany. Pięć złotych nie nadszarpnie budżetu nawet kleryków, nie wspominając o zamożnych profesorach różnych uczelni czy – niewiele uboższych – przedsiębiorcach. A zebrana suma pozwoli pokryć przynajmniej koszty kawy i ciasteczek.

    Pieniądze są przez organizatorów trwonione również poprzez zaniechanie oferowania parkingu. Sam zapłaciłem 49 złotych i 50 groszy za przechowanie samochodu na pobliskim parkingu przez 7 godzin. Zarobił przedsiębiorca parkingowy. Czy nie można było uczestnikom zaproponować wcześniej zorganizowanego tańszego parkingu w pobliżu? Czy Uniwersytet Papieski JPII nie ma własnego parkingu, na którym można by zostawić samochód za 25 złotych? Ile pieniędzy wpadłoby do kasy organizatorów?

    I tyle o organizacji, teraz o poszczególnych wystąpieniach.

    1. Dwa słowa o homilii podczas porannej Mszy św.

    Przywołana postać beatyfikowanego właśnie ekonomisty Giuseppe Toniolo została wskazana jako przykład człowieka wprowadzającego gospodarczy ład w trudnym okresie końca XIX wieku, gdy masowe i przymusowe z powodów ekonomicznych przesiedlenia powodowały napięcia społeczne. Homiletyk – co szczególnie cieszy – nie używał marksistowskiego języka konfliktu klas, a wskazywał na przyczyny napięć wynikające z szybkiego postępu technologicznego. I taką refleksję tu miałem: czy dzisiaj, gdy jesteśmy świadkami niebywałego przyspieszenia przetwarzania informacji, znajdzie się już nie ekonomista, ale może informatyk, którego kiedyś papież wyniesie na ołtarze za łagodzenie napięć społecznych powstających w sferze informacji?

    2. Otwarcie konferencji.

    Ten punkt był bez sensu rozwleczony. Po potrzebnej i sensownej modlitwie nastąpiło odczytanie programu konferencji, który wszyscy wcześniej dostali co najmniej dwukrotnie.

    3. Spóźnione wystąpienie JEm ks. kard. Stanisława Dziwisza.

    Ks. kardynał na początku dwukrotnie upewnił się, że na sali jest obecny dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Zdziwiło mnie to niepomiernie, bo konferencja nie była przeznaczona dla urzędników, a raczej dla naukowców i przedsiębiorców. Ale w dalszych słowach podkreślił, że odpowiedzialność moralna ludzi biznesu powinna być postrzegana w dwu płaszczyznach: odpowiedzialności państwa i odpowiedzialności indywidualnej. Przywołał różne apele Jana Pawła II do rządzących, do państw. W sumie z całej wypowiedzi przebijał kapitulancki ton wobec fatum, którym jest istnienie wszechwładnego państwa. Państwa tylko z pozoru anonimowego, bo tworzonego przez konkretnych ludzi, którzy muszą być odpowiedzialni i którzy nie powinni ulegać pokusie życia innymi normami w pracy i poza nią. Nie bardzo wiadomo, do kogo była skierowana ta myśl. Jedyna zresztą, którą udało mi się z tego krótkiego wystąpienia wyłuskać. Może adresatem był wspomniany dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy – instytucji przecież zupełnie zbędnej i drażniącej przedsiębiorców? Kto i po co go tam zaprosił?


    4. Analogie ks. dr hab. Bogdana Zbroi.
    (Odpowiedzialność w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich na podstawie Biblii)

    a. Odpowiedzialność za słowa. Stwierdzenia mediów o hossie lub bessie na giełdzie mogą mieć przełożenie na realne życie gospodarcze. Media jednak nie biorą za to żadnej odpowiedzialności. W przeciwieństwie do Jezusa – twierdzi ks. Zbroja. Bowiem Jezus nie tylko uczy ale i karmi. Eucharystia jest zjednoczeniem z Jezusem. Tak, jak w firmie pracownicy powinni być zjednoczeni z prezesem – konkluduje prelegent.
    b. Modlitwa szefa za pracownika. Czy modlę się za pracowników? Tak, jak Jezus modlił się za Piotra?
    c. Sobory Kościoła ks. Zbroja porównuje do posiedzeń zarządu firmy. Także w spotkaniach św. Piotra z innymi Apostołami widzi analogię do zebrań szefa firmy z pracownikami.
    d. Uwolnienie św. Piotra z więzienia spowodowane modlitwą młodego chrześcijańskiego kościoła jest analogią do modlitwy personelu za szefa firmy.
    e. Ks. Zbroja uważa, że odpowiedzialność „oddolna” jest inna niż „odgórna”, że ci, którzy są na dole inaczej odpowiadają za tych, którzy są na górze. Na dowód przytacza popularne stwierdzenie: „pracę będę miał od kogoś”.

    Komentarz. Porównania ks. Bogdana Zbroi są odważne a nawet zuchwałe. Budzą zdumienie prostotą i jasnością sformułowań. Być może z powodu ścisłych zainteresowań prelegenta (informatyka biblijna). Są na pewno interesujące i inspirujące, choć mam wrażenie, że mają posmak nadużycia, z którym nie do końca się chcę identyfikować. Nie jestem wszakże jak Bóg w firmie, bo Bóg bez ludzi mógłby się obejść, a ja bez pracowników – nie! Ks. Zbroja niestety rozdziela społeczeństwo jak stary marksista: na tych, którzy pracę „dają” i tych, którzy ją „biorą”. Dyskurs prowadzony terminologią marksowską grzęźnie w ślepej uliczce tzw. Katolickiej Nauki Społecznej, która przecież nie wyzwoliła się z dziewiętnastowiecznych pojęć.

    5. Żelazna konsekwencja w hipotece społecznej ks. dr hab. Jana Żelaznego.

    To zdecydowanie najlepszy referat całej konferencji: Hipoteka społeczna u Ojców Kościoła. Jasny, poukładany, logiczny. Nie skomentuję go, bo zamiast robić notatki, słuchałem z otwartymi ustami. Bardzo chciałbym dostać tekst tego wystąpienia – uważam, że powinien być lekturą obowiązkową na spotkaniach ‘TALENTU’.

    6. Przyzwoity zestaw faktów i groch z kapustą we wnioskach – ks. dr Marek Leśniak (Moralne problemy dotyczące odpowiedzialności)

    Ks. Marek Leśniak miał cały referat przygotowany na przeźroczach i można było sobie go odczytać z ekranu. Z organizacyjnego punktu widzenia wystąpienie nie było potrzebne – wystarczyło wyświetlić kolejne slajdy…

    Całe wystąpienie bardzo interesujące, szczególnie w pierwszej części. Prelegent rozpoczął fragmentem Psalmu 49:

    „Nie obawiaj się, jeśli ktoś się wzbogaci,
    jeżeli wzrośnie zamożność jego domu:
    bo kiedy umrze, nic z sobą nie weźmie,
    a jego zamożność nie pójdzie za nim.
    I chociaż w życiu sobie pochlebia:
    „Będą cię sławić, że dobrześ się urządził”,
    musi iść do pokolenia swych przodków,
    do tych, co na wieki nie zobaczą światła.
    Człowiek, co w dostatku żyje, ale się nie zastanawia,
    przyrównany jest do bydląt, które giną.”

    Następnie zdefiniował listę problemów „do rozwiązania” i opowiedział, jak do nich podchodzili James Alvey i Adam Smith. O ile Smith w swojej „The Theory of Moral Sentiments” próbował jeszcze rozważać akumulację kapitału w kontekście moralności, to Alvey twierdził, że ekonomia została ostatnio zaliczona do nauk ścisłych i to spowodowało jej „moralną neutralizację”. Ks. Leśniak próbował tezy tych tytanów ekonomii przeszczepić na polski grunt, ale tu już referat się rozjechał i stracił ostrość i jednoznaczność. Pojawiły się ogólne życzenia i apele podparte cytatami z Jana Pawła II, pojawił się też wyświechtany marksistowski postulat „tworzenia nowych miejsc pracy”. Wystąpienie zostało zakończone listą zasad, jaki wypracował niemiecki Katolicki Związek Przedsiębiorców. Te zalecenia (ubrane w formę błogosławieństw z Kazania na Górze) wskazywały interesujący kierunek myśli, bowiem podkreślały wzajemną więź ludzi w przedsiębiorstwie, niezależnie od stanowisk. Nie nakazywały wprawdzie wprost zasady wzajemnej wdzięczności (która – moim zdaniem – powinna być podstawowym spoiwem społecznym w życiu gospodarczym), ale domniemywały ją, a równocześnie stroniły np. od przeżartego socjalistycznymi komunałami współczesnego „prawa pracy”. Mimo niejasnych wniosków – z przyjemnością bym wczytał się jeszcze raz w wygłoszony tekst referatu ks. Marka Leśniaka.

    7. Nieodpowiedzialne apele o odpowiedzialny biznes – prof. dr hab. Janina Filek (Społeczna odpowiedzialność małego przedsiębiorcy)

    Temat referatu brzmi pozornie pozytywnie, a nawet można by doszukać się w nim chrześcijańskiego personalizmu, bo przecież ten „mały przedsiębiorca”, to konkretny człowiek. A wśród słuchaczy dodatkowo ten „mały przedsiębiorca” to przecież chrześcijanin, a nawet – katolik. Ale nic bardziej błędnego: magnes atrakcyjnego tytułu wystąpienia prof. Janiny Filek wiedzie wprost na manowce biurokracji, która zawsze uważała, że najlepiej wie, na czym polega prowadzenie biznesu.

    Referat dotyczył w większej części wytworzonego przez socjologów końca XX wieku pojęcia Corporate Social Responsibility (Społeczna Odpowiedzialność Biznesu – SOB) i był dobrze, profesjonalnie przygotowany. Rutyna dobrego dydaktyka i dodatkowe wyświetlane materiały gwarantowały jasność skondensowanego i czytelnego przekazu.

    Po krótkim przedstawieniu zasad SOB prelegentka postawiła m.in. następujące tezy:
    – SOB jest sposobem zarządzania
    – idea demokracji jako część SOB to przestrzeganie praw człowieka,
    – przykład prawa szwedzkiego, które nadaje „certyfikaty SOB” jest godny naśladowania
    – szkoda, że tylko 30% polskich przedsiębiorców wie, co to jest SOB
    – jak podam zatrutą potrawę komuś, to odpowiadam karnie, a przedsiębiorstwo nie ma takiej odpowiedzialności – to niesprawiedliwe
    – przedsiębiorstwa posiadające „certyfikaty SOB” powinny być preferowane w przetargach publicznych.

    Zatrzęsło mnie z oburzenia, bo takiego nagromadzenia nieprawdziwych i niebezpiecznych stwierdzeń dawno nie słyszałem. Ochłonąłem po dwu tygodniach i dopiero wtedy zabrałem się do skomentowania referatu prelegentki, więc poniższe uwagi są zdecydowanie stonowane.

    Pomysł na badanie zjawiska Społecznie Odpowiedzialnego Biznesu kiełkował powoli już w latach 90-tych XX wieku, ale prawdziwy rozkwit nastąpił dopiero po powstaniu administracji Unii Europejskiej. Jednak do dzisiaj naukowcy w tę tematykę zaangażowani nie potrafili zdefiniować przyzwoicie obiektu swoich badań. Sami przyznają, że definicja SOB nie istnieje. Jeśli ktoś bardzo chce się dowiedzieć, co w ogóle może być obiektem badań SOB, to polecam – finansowany oczywiście przez jeden z programów UE – materiał http://www.fabrykapikseli.pl/szpp-2/files/1271067393.pdf). A tu: http://www.odpowiedzialnybiznes.pl – można dowiedzieć się, jak z tej idei można się przyzwoicie utrzymać, w szczególności generować nieopodatkowane zyski. Przeglądając te materiały miałem nieodparte wrażenie, że cały pomysł SOB umarłby szybciutko śmiercią naturalną gdyby nie dotacje z pieniędzy podatników pompowanych przez unijnych biurokratów. Zabawne, że tematyką „biznesu społecznie odpowiedzialnego” zajmują się w większości kobiety. I inna zabawna uwaga: SOB rozwijany jest głównie w krajach UE i na lewicujących uniwersytetach USA. Reszta świata się tym raczej nie interesuje.
    W Polsce, która zmuszona jest akceptować prawo stanowione poza jej granicami, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej również wypowiada się na temat SOB. Jednak wypowiedzi te są stonowane, acz budzą pewien niepokój, bowiem wnosić z nich można, że grosz podatnika również i przez to ministerstwo jest marnotrawiony na propagowanie tej idée fix (http://www.pozytek.gov.pl/Spoleczna,odpowiedzialnosc,biznesu,464.html).

    Brak definicji obiektu badań jednakowoż nie przeszkadza wielu ludziom w pobieraniu wynagrodzenia za nikomu niepotrzebne prace. Ale zjawisko pobierania wynagrodzenia za bezsensowną pracę nie wchodzi w zakres badań nad SOB, więc z czystym sumieniem takie pieniądze można brać nie narażając się na zarzut uczestnictwa w biznesie społecznie nieodpowiedzialnym. Dopóki naukowcy rozważają teoretyczne modele biznesu w murach uczelni, nie jest to groźne. A nawet – gdyby założyć, że są to badania podstawowe, takie jak np. fizyka teoretyczna (przepraszam tu wszystkich fizyków) – zgadzamy się jako podatnicy te wybryki finansować. Gorzej, jeśli naukowcom nie wystarczają pieniądze z uczelni i zaczynają oni współpracować z administracjami rządowymi nakłaniając je do modyfikacji prawa tak, by siłą zastosować wymyślone modele. Na to zgody być nie może. Przypomnę dla porządku, że wdrażanie w życie wymyślonych modeli ekonomii ćwiczył na narodach Europy Centralnej i Wschodniej przez lata Włodzimierz Eliaszewicz Ulianow (ps. Lenin) oraz jego następcy.

    Najpierw zajmę się tezami, jakie zdołałem zapisać w czasie wykładu p. profesor Filek.

    1. „SOB jest sposobem zarządzania.”

    To nie jest zła definicja. Szczególnie nie jest zła dla badaczy. Jest szeroka i elastyczna. Pozwala przede wszystkim włączać całe dziedziny w badania nad SOB. Np. zarządzanie mniejszościami narodowymi w przedsiębiorstwach multikulturowych. Albo: rozwiązywanie konfliktów pomiędzy budową dróg a przetrwaniem endemicznych gatunków zwierząt. Toż to mogły by być prace doktorskie! Oczywiście, gdyby tylko udało się znaleźć jakiś „unijny” program, który by za to zapłacił…

    A na poważnie? SOB jest zbitką słowną usiłującą wykreować problem społeczny mogący być obiektem badań. Tak długo, jak naiwni urzędnicy dysponujący pieniędzmi finansują to, „problem” narasta: odbywają się konferencje, naukowcy piszą doktoraty, tworzy się dotowane strony internetowe, wydaje czasopisma. Jest to większa hucpa niż do niedawna promowane za budżetowe pieniądze tzw. globalne ocieplenie.

    2. „Idea demokracji jako część SOB to przestrzeganie praw człowieka.”

    Najpierw trzeba przypomnieć, że ekonomia wewnątrz przedsiębiorstwa rządzi się nie tylko prawami, ale i obowiązkami. Podejmowanie decyzji w sposób demokratyczny (czyli przez większościowe głosowania) w strukturze hierarchicznej, gdzie poszczególne gałęzie mają inne zadania, inną wiedzę, inne obowiązki i inne prawa – jest totalnym nieporozumieniem. Nawet głosowanie pracowników w sprawach socjalnych w większości przypadków powoduje niepotrzebne konflikty. Wewnątrz dobrego przedsiębiorstwa – o czym naukowcy mogą nie wiedzieć – nie ma żadnej demokracji. A w dobrze zorganizowanej firmie pracownicy nie postrzegają tego jako uciążliwość, ale po prostu oczekują mądrych decyzji zarządu. Oczywiście rozsądny zarządzający konsultuje swoje decyzje w różnych sprawach z wybranymi grupami pracowników. Ale nie ma to nic wspólnego z „prawami człowieka” ani demokracją.

    3. „Przykład prawa szwedzkiego, które nadaje ‘certyfikaty SOB’ jest godny naśladowania.”

    Szwedzki ustrój społeczny to obecnie światowy szczyt socjalizmu. Pamiętać jednak należy, że dobrobyt nie przychodzi z wprowadzenia zasad socjalistycznego nadzoru państwa nad ekonomią, a z ciężkiej pracy. Szwecja osiągnęła wysoki poziom materialny dużo wcześniej zanim zaczęto wprowadzać nieszczęsne „certyfikaty SOB”. Gdy dochód na głowę mieszkańca w Polsce osiągnie poziom szwedzki – warto być może będzie pochylić się nad szwedzkimi rozwiązaniami. Ale na razie skupmy się na zwiększaniu dochodu na głowę…

    4. „Szkoda, że tylko 30% polskich przedsiębiorców wie, co to jest SOB.”

    Żal prelegentki jest oczywiście nieuzasadniony. Całe szczęście, że przedsiębiorcy nie zajmują się teoriami naukowymi (takimi, jak SOB), które nie mają przełożenia na realne funkcjonowanie gospodarki. Zachowania społeczne przedsiębiorców nie zależą od nagłaśniania lub przemilczania teoretycznych zasad. Szewcy produkowali buty od początku świata niezależnie od tego ilu uczonych usiłowało ich przekonywać do takich czy innych zachowań. Tradycyjna ekonomia rządzi się zyskiem. Tak było zawsze. Można to oczywiście obserwować tak, jak skutki prawa grawitacji. Ale nie da się zmienić.

    5. „Jak podam zatrutą potrawę komuś, to odpowiadam karnie, a przedsiębiorstwo nie ma takiej odpowiedzialności – to niesprawiedliwe.”

    To po prostu nieprawda. Pani profesor powinna otworzyć zakład produkcji kiełbasy i dostąpić przyjemności rozmowy z kontrolerem Inspekcji Sanitarnej. Zaręczam, że taka rozmowa efektywnie sprowadza na ziemię.

    6. „Przedsiębiorstwa posiadające ‘certyfikaty SOB’ powinny być preferowane w przetargach publicznych.”

    Sam pomysł jakichkolwiek „certyfikatów SOB” jest szkodliwy. Jego wdrożenie spowoduje oczywiście rozrost administracji publicznej, a co za tym idzie – zwiększenie obciążeń podatkowych. Konsekwencją jest zmniejszenie płac i pauperyzacja społeczeństwa. Zresztą tak samo jest z każdym pomysłem zwiększania funkcji kontrolnej państwa. Gdyby jednak stało się tak nieszczęśliwie, że polscy przedsiębiorcy musieliby się starać o kolejną certyfikację (naturalnie w Gminnym Wydziale Wojewódzkiego Urzędu Certyfikacji SOB, podległego nowemu Ministerstwu Biznesu Społecznie Odpowiedzialnego – ach! ileż wspaniałych nowych posad w takiej strukturze można by piastować!), będzie to po prostu następne biurokratyczne utrudnienie życia ludziom organizującym gospodarkę. Polska się będzie rozwijać wolniej, ludzie będą tu biedniejsi, bądź będą szybciej emigrować. W zamian za to hucpiarze obejmą nowe stanowiska w państwowej administracji. Preferowanie przedsiębiorstw SOB-certyfikowanych w przetargach publicznych to postulat nieodpowiedzialny i prowadzący wprost do dyskryminacji części gospodarki. Przy czym zauważyć należy, iż wiara w to, że gospodarka jest animowana przetargami publicznymi wskazuje na zupełne oderwanie naukowca od biznesowej rzeczywistości. Po pierwsze: znaczna większość gospodarki nie ma nic wspólnego z sektorem publicznym (a więc także z państwowymi przetargami). Po drugie: im mniejszy sektor publiczny, tym gospodarka jest zdrowsza, bo nie ma powodu do łapownictwa, niepotrzebnych kontroli i państwowego nadzoru.

    Konkluzja.
    Koncepcja Społecznie Odpowiedzialnego Biznesu ma wymiar nie tylko absurdalny, ale antychrześcijański. Neguje ona istnienie naturalnego dobra w człowieku (przedsiębiorcy) i naturalnej skłonności do zachowań pro-społecznych. Teoretycy SOB nie wierzą w to, że człowiek jest z natury społeczny i dobry. Zakładają jak w marksizmie – immanentne zło ludzkiej natury, która musi być korygowana nadzorczą funkcją państwa. Takie pomysły odgórnych regulacji wprowadzających „dobro” przeczą personalizmowi chrześcijańskiemu i odczłowieczają przedsiębiorców pod pozorem troski bądź to o środowisko, kontrahentów, pracowników czy społeczności lokalne. Tworzą też pozbawioną sensu nowomowę rozmywającą tradycyjną semantykę używanych w biznesie pojęć (np. neologizm ‘interesariusza’).

    SOB próbuje zmuszać człowieka sztucznie utworzonymi przepisami do określonych zachowań. Kodeksy, zbiory regulacji, normy tworzone przez działaczy SOB nie były nikomu potrzebne ani 50 ani 500 ani 5000 lat temu, a ekonomia funkcjonowała i społeczeństwa się rozwijały. SOB-iści nie wyjaśniają, co takiego unikalnego zaszło w organizacji życia społecznego i ekonomicznego na początku XXI wieku, że SOB stał się tak bardzo potrzebny? Czy mamy do czynienia z jakimś nagłym, masowym aspołecznym zachowaniem się przedsiębiorców? Czy może następuje eskalacja wyzysku klasy robotniczej, jakby to chciał nieboszczyk Marx? Obawiam się, że wytłumaczenie jest bardzo przyziemne: postępujący rozwój biurokracji w UE powoduje zwiększone zapotrzebowanie na pieniądze. A te można generować wymyślając sztuczne problemy, z którymi bohatersko się walczy konsumując „unijne” dotacje.

    Ekonomia (business) w małych przedsiębiorstwach (które – nie wiedzieć dlaczego – są szczególnym obiektem ataku działaczy SOB) jest z natury personalna. To przedsiębiorca, jako OSOBA decyduje o sposobie prowadzenia struktury, którą zarządza. To on musi być po prostu DOBRYM CZŁOWIEKIEM. Żadne przepisy nie spowodują, że człowiek będzie Dobry. Pro-społeczne zachowania człowieka i kierowanych przez niego struktur można kształtować na rekolekcjach jako dziedzinę moralności, a nie poprzez wymuszanie przepisami. Dobrze ugruntowane prawo cywilne (a także prawo karne) w zupełności wystarczają, by zabezpieczyć rozsądne zachowania społeczne przedsiębiorstw. A w takim prawie – bazowanym na rzymskim – wszyscy na tym kontynencie tkwimy i nie widać powodu, by je zmieniać pod dyktando naukowców tworzących teoretyczne modele Społecznie Odpowiedzialnego Biznesu.

    Po skróconej przerwie były tzw. panele dyskusyjne. A tak naprawdę – skrócone wypowiedzi, bo na żadną dyskusję, tzn. różnice poglądów, czasu nie było. Szkoda, bo to by była najbardziej twórcza część konferencji.

    Małgorzata Felicka – przedsiębiorca:

    Przypomniała, że wbrew powszechnej opinii, to przedsiębiorca jest zależny od pracowników. Mimo, że może ich zwalniać z pracy. MF praktycznie zwalnia bezceremonialnie z pracy tych, którzy ją drażnią wychodząc z założenia, że jest to lepszy wybór, bo oczyszcza atmosferę psychiczną w firmie, za która jest jako szefowa – odpowiedzialna. W odpowiedzialności związanej z nadzorem nad pracownikami pomaga sobie sporządzając zakresy obowiązków, które na siebie wzajemnie zachodzą. W ten sposób pracownicy częściowo sami siebie pilnują (kontrola wewnętrzna). W kuluarach dowiedziałem się też szczegółów ceremonii poświęcenia nowych biur firmy: obecność pracowników była dobrowolna. Ale stawili się wszyscy, bo… bali się zwolnienia!


    Tomasz Augustyn – dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej:

    Opowiadał o problemach w ogóle nie mających związku z przedsiębiorstwami, bowiem jego placówka jest państwowa. Typowe problemy to brak współpracy z innymi państwowymi instytucjami (np. NFZ) i łapownictwo wśród personelu. TA nie jest ‚‘człowiekiem biznesu’’, tylko urzędnikiem państwowego lecznictwa, więc jego wystąpienie było – najdelikatniej ujmując – egzotyczne.

    Marek Świeży – przedsiębiorca:

    Próbował pogodzić import tanich towarów z Chin z utratą miejsc pracy w Polsce. Ale bezskutecznie. Podpowiedziałbym: panie Marku – „tworzenie miejsc pracy” nie jest celem biznesu; proszę czerpać radość z tego, że sprowadza Pan tanie towary i dzięki Panu ludziom w Polsce starcza pieniędzy na utworzenie sobie „miejsca wypoczynku”! Oprócz problemu „utraty miejsc pracy” wysłuchaliśmy doskonałej opowieści o kontaktach z amoralną (z punktu widzenia katolika) firmą produkcyjną w Chinach i konkretnym zachowaniu przedsiębiorcy-katolika, który zerwał intratny kontrakt wymuszając zmianę profilu produkcji na „bardziej moralny”. Pouczająca i niemal bajkowa historia.

    Udało mi się skierować pytanie do obu przedsiębiorców: czy – gdyby weszły w Polsce w życie jakieś certyfikaty SOB – to ich przedsiębiorstwa by się o nie starały? Obie opinie były negatywne, ale do odpowiedzi poczuła się wywołana prof. Janina Filek. W krótkim ad vocem wyraziła zdziwienie, dlaczego browary sponsorują mecze piłkarskie oraz zapostulowała, by firmy informatyczne sponsorowały szkoły. Był to ewidentny dramat niezrozumienia podstawowych zasad gospodarki.

    Dodatkowo do mikrofonu dobił się jegomość, który pracuje w jakiejś większej korporacji na średnim szczeblu i zaczął apelować o wspieranie finansowe tzw. work-life balance czyli dobrego samopoczucia pracowników (!). Osobliwy ten apel zakończył przykładem ze swojej firmy: finansowany z funduszu socjalnego cykl szkoleń dla młodych ojców… A potem okazało się, że z protekcji bp. Rysia (?) jeszcze apeluje o pieniądze na „ewangelizację Krakowa”. Dlaczego akurat to Kraków potrzebuje pieniędzy na „ewangelizację” – słuchacze nie dowiedzieli się.

    Dziwacznych wystąpień „panelowych” było więcej. W drugiej części wysłuchać było można ks. Jacka Stryczka, animatora i szefa Stowarzyszenia „Wiosna” zajmującego się „pomocą potrzebującym”. Mówca, mimo młodego wieku, bardzo sprawnie posługiwał się lewicową nowomową przeciwstawiając pracowników pracodawcom. Dodatkowo twierdził, że kierowane przez niego stowarzyszenie od 9 lat przeżywa kryzys… Nie bardzo zrozumiałem, czy to te właśnie argumenty miały zachęcić obecnych na sali do wspierania stowarzyszenia, którego dość chaotyczny program „pomocy potrzebującym” znalazłem na http://www.wiosna.org.pl?

    Następne wystąpienie z kolejnym apelem o pieniądze miał dr hab. Ryszard Zajączkowski z KULu. Jak przystało na naukowca, apel o wsparcie nowego przedsięwzięcia został poprzedzony przypomnieniem słuchaczom, że przez Naukę rozumie się poszukiwanie prawdy („paradygmat mądrościowy”), a od XVI wieku, także know-how („paradygmat użyteczności”). Prelegent właśnie tworzy fundację mieszczącą się w „paradygmacie mądrościowym” (materiał drukowany o fundacji został wręczony wcześniej uczestnikom konferencji) i usiłuje zebrać nań jakieś fundusze. Niewypowiedziany wniosek chyba by trzeba wyciągnąć taki, że ludzie biznesu powinni na siebie jeszcze dodatkowo wziąć odpowiedzialność za Naukę.

    Bardzo interesujące – i szkoda, że tak krótkie – było wystąpienie animatora, założyciela i właściciela szeregu prywatnych szkół, p. Janusza Gumularza. Po pierwsze odbiegało o apeli o dobroczynność. Po drugie – wskazywało konkretny sposób działania z pogranicza biznesu i charytatywności: zakładanie szkół. Działalność edukacyjna (szkoły średnie, techniczne i zawodowe – czyli takie, którymi państwo przestało się zajmować) oparta na zdrowych finansach próbuje wprowadzać równowagę pomiędzy domem/rodziną, kościołem i szkołą. Szkoły p. Gumularza kładą nacisk na dawanie na zewnątrz. Są alternatywą dla szkół państwowych, które stają się coraz podobniejsze do kursów a nie prawdziwych szkół. Prelegent postulował nie oddzielanie lekcji etyki i religii, a przede wszystkim podawanie uczniom siebie jako przykładu. Uważał, że należy tworzyć szkoły o rycie chrześcijańskim, bo dla takich szkół są kadry nauczycieli. Wystąpienie podkreślało odpowiedzialność ludzi biznesu za edukację, ale od bardzo praktycznej strony: wzięcie jej po prostu w swoje ręce.

    Na koniec odnotować warto króciutkie wystąpienie jegomościa z sali, który szukał miejsca na lokalizację firmy i wybrał okolice Gliwic, bowiem tam było dużo chórów. Wyciągnął z tego wniosek, że ludność tam jest dobrze zorganizowana i społecznie stabilna. A w takim otoczeniu firma powinna dobrze funkcjonować. Taka ciekawostka.

    Jak w każdej konferencji – wystąpienia są ciekawsze i mniej ciekawe, jaskrawe i bezbarwne, pożyteczne i szkodliwe. Niemniej bez dyskusji nad nimi nie da się wytworzyć pozytywnych owoców. Dlatego proszę w przyszłych spotkaniach o więcej czasu na zestawienie różnych poglądów.

    Przy czym: nie muszą to być poglądy moje. Ja mogę milczeć, ale chciałbym usłyszeć różne opinie na poruszane tematy.

    Dziękuję jeszcze raz, pozdrawiam ciepło.
    Paweł Falicki
    http://www.beast-tools.com

Dodaj swój komentarz

Komentarze niepodpisane imieniem i nazwiskiem nie są publikowane.

© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.

Szanujemy Twoją prywatność.